Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2002-03-19

Zostali pracownicy i długi

      Ponad 20-osobowa załoga Zakładu Pracy Chronionej "Ceman" znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Firma, w której formalnie dalej są zatrudnieni, co prawda istnieje, ale od 1,5 miesiąca już nie produkuje. Jej właściciel nie ma pieniędzy ani na pensje dla załogi, ani na spłacenie długów.


    Pracownicy co kilka dni zbierają się przed zamkniętym budynkiem firmy i próbują skontaktować się z pracodawcą. Po kolejnej takiej nieudanej próbie - przyszli w komplecie do redakcji.


    -Co mamy robić?- pytali nas zdesperowali ludzie. Pierwszego lutego stanęła w "Cemanie" produkcja, bo Zakład Energetyczny odciął dopływ prądu, za który zadłużenie przekroczyło już 30 tys. zł. Kto z nas ma urlop, to go wykorzystuje. Właściciel jest nieuchwytny. Tydzień temu, w środę, umówił się z nami i nie przyszedł. Nie odbiera też telefonów. Problem rozstrzygnęłaby upadłość firmy. Sąd Gospodarczy nie może jej jednak ogłosić. To prywatna firma. Nie da się tu zastosować przepisów prawa handlowego.


    Pełnych wynagrodzeń nie otrzymujemy już od blisko dwóch lat. Przez kilka miesięcy dostawaliśmy po 90, 30, a nawet 15 zł. Nie możemy się zarejestrować, bo nie jesteśmy zwolnieni i tak się kółeczko zamyka.


    Próbowaliśmy ściągnąć Państwową Inspekcję Pracy, ale do kontroli nie doszło. Musi być przy niej właściciel i gdzie go mieliśmy szukać? Tak naprawdę, to my, przez pół roku prowadziliśmy tę firmę. Dalej już się nie dało. Bez prądu nie mogliśmy uruchomić urządzeń.


    Kilka dni temu wszyscy pracownicy "Cemanu" złożyli pozwy do Sądu Pracy o wypłacenie zaległych wynagrodzeń. Na wyroki będą musieli jednak poczekać.


    Próbowaliśmy nawiązać kontakt z właścicielem "Cemanu". Jednak na umówione spotkanie nie przybył. Podczas telefonicznej rozmowy potwierdził, iż nie radzi sobie z kłopotami finansowymi.


    -Popełniłem błąd - przyznał na wstępie - zbyt dużo zainwestowałem, m. in. w budowę piekarni. Biorąc kredyt zakładałem, że będą większe obroty. Liczyłem też na sprzedaż zakładu w Nowej Słupi. Na ukazujące się od kilku miesięcy w prasie ogłoszenia odpowiedziało co prawda kilku zainteresowanych, ale do sfinalizowania umowy nie doszło.


    Nawiązałem kontakt z Agencją Wspierania Przedsiębiorczości. Próbuję ściągnąć inwestora strategicznego do ostrowieckiego zakładu. Firma, która wcześniej chciała kupić linię rozlewniczą, w ostatniej chwili wycofała się z rozmów. Była już nawet dla niej wystawiona faktura.


    Widzę również szansę na sprzedaż precli. Mam nowoczesną linię produkcyjną, drugą tego typu w kraju. Duże sklepy przyjęłyby te wyroby, ale trzeba by kupić nowe opakowania, nowe nadruki, a na to nie ma w tej chwili pieniędzy.


    Z tego powodu załoga nie dostaje pensji. Otrzymanie pomocy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, która mogłaby częściowo rozwiązać ten problem, nie jest takie proste.


    Właściciel "Cemana" obiecał spotkać się z załogą, przedstawić możliwości wypłaty zaległych wynagrodzeń i uregulowania spraw pracowniczych. Spotkanie wyznaczył na piątek, 15 marca. Przyszli wszyscy zainteresowani- prócz właściciela firmy. Zebrani czekali na niego ponad godzinę. Nie powiodły się próby nawiązania kontaktu telefonicznego. Słuchawka była systematycznie odkładana. Jeszcze raz ludzie poczuli się zawiedzeni i oszukani. Jedyną nadzieję pokładają teraz w szybkim rozpatrzeniu złożonych do sądu pozwów.


    /m/
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 7636 razy,
ostatnio: 2019-09-21 14:47:44
Skomentuj artykuł:
Powrót