Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2001-11-05

Śmiertelny koniec pewnej znajomości.

Miłość i zbrodnia

      Za 21 ciosów zadanych Beacie, swojej byłej już dziewczynie, niespełna 21-letni Grzegorz S. spędzi w więzieniu ćwierć wieku. Taki wyrok sądu zapadł w ubiegłym tygodniu po ponad rocznej rozprawie. 25 lat pozbawienia wolności zażądał prokurator i na tyle skazano zabójcę dziewczyny. Nie uwzględniono wniosków oskarżycieli posiłkowych, czyli rodziców o wymierzenie najwyższego obecnie wymiaru kary, jakim jest dożywocie. Sąd uznał, że Grzegorz S. jest winien zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Miał motyw, kilka dni przed zabójstwem Beata zerwała z nim. Grzegorz nie mógł przyjąć do siebie tej wiadomości, nie wyobrażał sobie, że jego dziewczyna może spotykać się z kimś innym. Wywołał ją przed blok i... uderzył nożem ponad 20 razy. Beata wykrwawiła się przed przyjazdem karetki pogotowia. Grzegorza znaleziono dopiero następnego dnia, zjawił się w izbie przyjęć w szpitalu i pytał o stan dziewczyny.

Beata i Grzegorz

Byli zwyczajną parą nastolatków. Uczyli się, chodzili na randki. Trzymali się za ręce i tańczyli na dyskotekach. Ona była spokojną dziewczyną, miała być fryzjerką. Grzegorz też nie wyróżniał się niczym spośród rówieśników, może tym, że był zbyt zazdrosny, impulsywny, porywczy. To właśnie jego zachowanie było powodem zerwania. W połowie kwietnia ubiegłego roku Grzegorz uderzył Beatę w twarz. Tego dziewczyna nie mogła ścierpieć. Zerwała z nim. Nie chciała go więcej widzieć. Nie chciała być dłużej z kimś, kto w tak agresywny sposób wyraża swoje zdanie, przekonuje do swoich racji, usiłuje podporządkować sobie bliską osobę. Może zaczęła się bać, że chłopak dalej będzie używał siły. Może nie spodobało jej się to, że sięgnął po argument najbardziej prymitywny, cios w twarz. Postanowiła dla własnego bezpieczeństwa odejść. Powiedziała to Grzegorzowi, ale on nie przyjął tego do siebie. Beata nadal miała być jego dziewczyną. Po zerwaniu cały czas usiłował się z nią skontaktować, być może porozmawiać, namówić do ponownych spotkań. Może chciał obiecać, że się poprawi, że tamten cios był tylko przypadkiem. Że więcej nie podniesie na nią ręki. A może chciał zastraszyć. Zagrozić, że nie da jej spokoju, że nadal jest jego dziewczyną i z nikim nie może się spotykać. Po co szedł na spotkanie z Beatą i co chciał zrobić, wie tylko sam Grzegorz. Wydarzenia tamtego kwietniowego wieczoru wskazują, że myślał o najgorszym.

Śmierć pod oknami
Ponad rok temu ostatnie dni przed Wielkanocą były wręcz upalne. Wiosna przyszła tak szybko, że niemal od razu zrobił się upał. Przedświąteczne przygotowania wyglądały niemal jak letnie porządki. Kto mógł otwierał okna a dzieciaki by nie przeszkadzać w domach, przesiadywały pod blokami do późnych godzin wieczornych. W Wielki Piątek, kiedy czuć już było zapach świąt, dokładnie 21 kwietnia, Grzegorzowi w końcu udało się skontaktować z Beatą. To było rano, dziewczyna wcale nie chciała się spotykać ze swoim byłym chłopakiem. Może wtedy przyznała, że ma już nową sympatię a o Grzegorzu zapomniała. Może przyznała, że jest już umówiona na wieczór, że dla niej Grzegorz jest już przeszłością. Kiedy dotarło to niego, swoją porażkę postanowił utopić w alkoholu. Być może to alkohol wzmocnił w nim agresję, może wtedy zrodziła się okrutna myśl, albo ja, albo nikt inny. . . Wieczorem, ok. godz. 22 zjawił się po blokiem Beaty. Dziewczyna wkrótce się zjawiła. Korzystając z niemal letniego wieczoru spacerowała jeszcze z psem. Choć nie miała ochoty na rozmowę, zgodziła się. Może nie chciała przeciwstawiać się będącemu pod wpływem alkoholu Grzegorzowi. Może myślała, że jeżeli wysłucha go, to pozwoli jej odejść do mieszkania. Weszli do klatki a tam Grzegorz spełnił to, do czego teraz sam nie chce się przyznać. Wyjął nóż. Uderzył 21 razy. To musiało trwać. To musiało boleć. To musiało być jak w filmie, ale to nie był film. To było okrutne. Beata upadła kilka metrów od wejścia do klatki schodowej, może usiłowała uciec. Na pewno krzyknęła "Przepraszam, przepraszam". To były najprawdopodobniej ostatnie słowa Beaty do swojego byłego chłopaka lub rodziny. Przepraszała, bo zrobiła mu krzywdę, przepraszała bliskich za ból, którego sama doświadczała? Słowa przeprosin usłyszała sąsiadka, której okna znajdują się po tej stronie. Usłyszała też odgłos kopania, jakby w pudełko. Były jeszcze inne okrzyki: "co robisz, zostaw". Nie wiadomo jednak, kto wypowiedział te słowa. Potem zaległa tylko chwila ciszy i zaczęło się piekło. Leżącą przed blokiem Beatę zobaczyli przechodzący nieopodal chłopcy. Któryś z nich widział plecy oddalającego się szybko człowieka. Ale było zbyt ciemno, bo go rozpoznać. Ktoś zaczął pościg, ale skończył się niczym. Ktoś inny krzyknął żeby wezwać pogotowie. Przed klatką tłum zaczął się zwiększać. Beata leżała skurczona na brzuchu. Ktoś chciał ją ponieść, pomóc, ale kałuża krwi była coraz większa. Beata umierała, bo jej chłopak kochał ją zbyt mocno. Słowa do śmierci przyoblekł w czyn.

Rozprawa
Grzegorza złapano a może sam się ujawnił, po kilkunastu godzinach. Przyszedł następnego dnia, w Wielką Sobotę do szpitala pytać o zdrowie Beaty. Tam został zatrzymany. Nie przyznawał się do winy. Twierdził, że nie mógł jej zabić, bo zbyt mocno ją kochał. Mówił, że nic z tego wieczoru nie pamięta, bo dużo wypił. Na rozprawach robił wrażenie zagubionego. Rzadko spoglądał na salę. Może nie wierzył, że tamten wieczór przekreślił jego życie. Że jakakolwiek zapadnie kara, nigdy nie wyrówna krzywdy, którą wyrządził. Dokładnie po 18 miesiącach postępowania przygotowawczego a potem sądowego sąd uznał, że to Grzegorz jest winien śmierci Beaty. Zabił okrutnie. Uzasadnienie wyroku było obszerne i trwało długo. Ale i tak krócej niż nadchodzące 25 lat, które ma spędzić w odosobnieniu były chłopak Beaty, teraz sprawca jej śmierci. To prokurator zażądał takiej kary, a sąd uznał, że jest to adekwatna kara do czynu, jaki popełnił Grzegorz. Nie spełniono prośby rodziców Beaty, by Grzegorzowi zasądzono najwyższa karę, dożywotnie przebywanie w miejscu odosobnienia. Za okoliczności łagodzące sąd uznał młody wiek oskarżonego, dobrą opinię, jaką mieli o nim sąsiedzi, nauczyciele, środowisko, w jakim żył i niekaralność. To był pierwszy i najtragiczniejszy czyn, jakiego dopuścił się niewyróżniający się kiedyś młody chłopak. Teraz jest mordercą, w świetle prawa i opinii publicznej. Jest katem dla rodziny Beaty, jest jej najbardziej bolesnym wspomnieniem.

Wyrok jest nieprawomocny i może ulec zmianie. W ciągu najbliższych dni strony, a więc zarówno oskarżyciel jak i obrońca zabójcy mogą złożyć odwołanie. Jeżeli kara 25 lat więzienia utrzymała by się w mocy, o skrócenie jej wykonywania Grzegorz mógłby starać się najwcześniej po połowie tego czasu.


   
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 15267 razy,
ostatnio: 2019-09-21 17:18:30
Skomentuj artykuł:
Powrót