Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2002-04-29

"Ostrowiec nigdy nie spadnie..."

            W sobotę w Ostrowcu wszystkim kibicom spadł kamień z serca, zwłaszcza po środowej klęsce w Grodzisku. Mecz z Radomskiem piłkarze KSZO musieli wygrać i wygrali, choć na dobrą sprawę wystąpili w rezerwowym składzie i po raz kolejny w eksperymentalnym ustawieniu. Nasi ostrowieccy zastanawiali się, kto ma strzelać bramki skoro aż trzech napastników - Małocha, Żelazowski, Cetnarowicz - boryka się z kontuzjami Ten ostatni na dodatek przeszedł operację wyrostka robaczkowego. Okazało się, że trudności jeszcze bardziej mobilizują. Radość w hutniczym mieście po ostatnim gwizdku zapanowała więc ogromna, tym bardziej że KSZO odniósł jak najbardziej zasłużone zwycięstwo, choć przed meczem był przez wielu skazany na porażkę, zwłaszcza tych, którzy wygłaszali opinie o rzekomo założonej "spółdzielni", która ma spuścić z ligi Śląsk i właśnie KSZO. Nic dziwnego, że szalikowcy skandowali: "Ostrowiec nigdy nie spadnie..."



      W I połowie mecz był dość zacięty, choć żadnej drużynie nie udało się strzelić gola. Im bliżej bramki rywali, tym gorzej radzili sobie zarówno piłkarze KSZO, jak i Radomska, którzy co prawda przyjechali wygrać, ale jakby długimi momentami grali na remis. Nic więc dziwnego, że największe zagrożenie z obu stron powstawało po tzw. stałych fragmentach gry lub strzałach z dystansu. W 7 min. po pięknym, mierzonym z rzutu wolnego w okienko bramki KSZO strzale Wojciechowskiego równie piękną paradą popisał się Piątek. A propos "Wojciecha". Gołym okiem widać było, że radomszczanie zgrywają do niego większość piłek. Pomocnik RKS jednak nie mógł sobie pograć, zwłaszcza że był pieczołowicie pilnowany przez rozgrywającego kolejną dobrą partię Marcina Wróbla.




            Ostrowieccy piłkarze, owszem, mieli inicjatywę, ale brak rasowych napastników w tej części gry dawał się wyraźnie we znaki. Piłkarze KSZO swobodnie dochodzili do 30 metra przed bramką Matyska, ale nijak nie udawało im się trafiać do siatki, mimo iż reprezentacyjny bramkarz musiał sporo uwagi poświęcić strzałom kolejno Jarosława Popieli w 6, Tadeusza Krawca w 7, Jacka Dąbrowskiego w 15 i Mariusza Unierzyskiego w 30 minucie. Z kolei dwukrotnie - w 24 i 30 min. - po wrzutkach Arka Bilskiego - szarżujący w polu karnym RKS Rafał Lasocki nie sięgał piłki. Goście mieli idealną sytuację podbramkową w 38 min., po wrzutce Kality na pole karne, ale jakoś dziwnie składał się do strzału Folc. Piłka zamiast spaść na głowę napastnika RKS jedynie odbiła się od jego pleców i na szczęście wyszła na aut.




            Piłkarze KSZO grali z niesamowitą wola walki, determinacją i ambicją. Nie było dla nich straconych piłek. Nawet mimo słabszych warunków fizycznych wygrywali większość pojedynków główkowych. Uwidoczniło się to w II połowie meczu, szczególnie po wejściu na murawę Sokołowskiego. KSZO w tym momencie spotkania miał w przodzie trzech dynamicznych piłkarzy - Bilskiego, który dwoił się i troił oddając w 54, 55 i 68 min. atomowe strzały na bramkę Matyska, Dąbrowskiego - popisującego się raz za razem udanymi zagraniami i Sokołowskiego - kipiącego energią i chęcią walki. W RKS wyróżnić można byłoby tylko Matyska i Kowalczyka. Zawodzili natomiast ci najbardziej doświadczeni, którzy dotychczas stanowili o sile zespołu.




          O losach spotkania zadecydowało to, co działo się między 62, a 70 minutą. Najpierw, po kapitalnej akcji Sokołowskiego, który minął dwóch defensorów gości po prawej stronie boiska i popisał się mierzonym dośrodkowaniem, pozostawiony bez opieki Dąbrowski głową wpakował piłkę do siatki. Później gospodarze popisali się skuteczną kontrą. Wyprowadził ją Wróbel, dograł idealnie w tempo do Bilskiego, a te bez problemów przelobował Matyska. Prowadząc 2:0 KSZO ograniczał się już tylko do obrony korzystnego rezultatu. Radomszczanie tymczasem postawili wszystko na jedną kartę i zaatakowali śmielej. Bramki nie strzelili jednak z akcji, a po wyraźnym błędzie ostrowiaków, którzy zgubili w prosty sposób piłkę w środkowej strefie boiska. Jóźwiak szybko więc dograł ją do Kowalczyka, a ten strzałem w krótki róg pokonał Piątka. RKS miał jeszcze na cztery minuty przed końcem okazję na wyrównanie, ale po rzucie rożnym i strzale Leszczyńskiego z kilkunastu metrów piłka otarła się o poprzeczkę bramki KSZO i wyszła na aut.




           
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 10009 razy,
ostatnio: 2019-11-12 22:51:14
Skomentuj artykuł:
Powrót