Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-11-02

Przesłuchanie prezesów MPK


Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Nasza komisja uzyskała odpowiedzi na osiem zarzutów, stawianych przez naszego in-
formatora zarządowi Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji...



      Nie tak dawno jeden z naszych informatorów przesłał nam obszerną dokumentację, w której opisał niegospodarność panującą w MPK, a że panuje ostatnio moda na przesłuchania, to i nasza redakcja powołała dwuosobową komisję, by zbadać stawiane prezesom przedsiębiorstwa zarzuty.


    Zarzut pierwszy dotyczył funkcjonowania myjni autobusowej, która w maju ubiegłego roku została oddana - co dodaje pikanterii - związkowcom z "Solidarności" w dzierżawę za. . . 1 zł miesięcznie, podczas gdy dzierżawca pobiera 2 zł za umycie jednego autobusu i nie ponosi kosztów, związanych z korzystaniem z energii, poborem wody i wywozem nieczystości z osadnika, którego koszt wynosi 10 tys. zł rocznie. Dodatkowo MPK poniosło wydatki na przeróbkę instalacji wodnej i zamontowanie wodomierza, który nie jest używany przez dzierżawcę. Zbędnym wydatkiem, według naszego informatora, wydaje się także zakup płynów w butelce z rozpylaczem do mycia szyb, który wcześniej nie był używany do należytego utrzymania ich czystości.


    Z tymi zarzutami nie zgadza się prezes MPK.


    -W zależności od warunków atmosferycznych autobusy trafiają na myjkę albo codziennie, albo - w okresie letnim - raz na dwa, trzy dni -mówi prezes MPK, Eugeniusz Dreger. -Prowadząc komunikację w dni wolne od pracy i zapewniając mycie autobusów, zjeżdżających do bazy nawet po godz. 23.00, trzeba by zatrudnić dwóch pracowników, nie dając im możliwości korzystania z urlopów. Koszt zatrudnienia wynosiłby wówczas od 3 do 3,5 tys. zł miesięcznie. Poprzednio autobusy myli kierowcy, narzekając na brak ubrań ochronnych. Inicjatywę więc wykazał jeden ze związków zawodowych, który zatrudnił bezrobotnego.


    Ten założył własną działalność gospodarczą i świadczy nam teraz usługi. Zapewniam, że zużycie energii do szczotek elektrycznych na myjce, jak i wody jest takie samo, jak w przypadku, gdyby myciem autobusów zajmowało się MPK. W przypadku stwierdzenia mycia aut spoza naszej firmy, umowa ulega rozwiązaniu.


    Oszczędności uzyskane tą drogą, wynoszą około 1,6 tys. zł miesięcznie.


    Jeśli chodzi o płyn do mycia szyb, to jego zakup nie jest wysoki. Za jeden pojemnik płacimy na kwartał 3 zł, a płyn jest znacznie wydajniejszy, niż stosowanie spryskiwacza i zapewnia kierowcom większe bezpieczeństwo.


    Drugi z zarzutów dotyczył funkcjonowania stacji paliw. Zarząd miał się zobowiązać do instalacji monitoringu i dystrybutora gazu, a także systematycznych kontroli stacji, tymczasem - według naszego informatora - nie zrobił w tej sprawie nic. Zmiana obsady na dwóch autobusach, dokonana w celu sprawdzenia przepałów, pokazała, że można oszczędzać paliwo. Wobec osób, które wykazywały wcześniej przepały, nie wyciągnięto konsekwencji. W innym przypadku, kiedy to jeden z kierowców został przyłapany na kradzieży, doszło jedynie do usunięcia go z zakładu za... porozumieniem stron.


    -Nie zgadzam się z tym zarzutem, gdyż w naszej firmie ściśle prowadzona jest i to różnymi metodami kontrola nad gospodarką paliwową - mówi wiceprezes, J. Dębicki. -Dwa lata temu założyliśmy plomby na zbiorniki, zdarzało się, że przy dystrybutorach upoważnione osoby pełniły dyżury. Prowadzimy wyrywkowe kontrole, w różnych porach dnia, dotyczące stanu i rozliczenia paliwa na stacji CPN. Autobusy, napędzane gazem tankowane są o jednakowej porze i w obecności dyspozytora. Co miesiąc zużycie paliwa analizują zarówno kierowcy, jak i zarząd. Kierowcy zobowiązani są do opłat z tytułu przepałów, które - właśnie po kontrolach - znacznie się obniżyły. Zdarzają się miesiące, w których w ogóle nie notujemy przepałów.


    -Inwestowanie w dotychczasową stację paliw mija się z celem. Jeden z dystrybutorów paliw chce na terenie MPK wybudować nowoczesną stację paliw z czytnikami jego zużycia. Będzie to jednak możliwe tylko i wyłącznie po uregulowaniu spraw, związanych z własnością gruntów, które MPK ma jedynie nadane w użyczenie - mówi prezes E.Dreger. -Należy się spodziewać, że w przyszłym roku grunty już zostaną przekazane naszemu przedsiębiorstwu. Udział MPK w inwestycji będzie polegał na aporcie rzeczowym, w tym przypadku gruntu.


    Trzeci z zarzutów dotyczył ponoszenia przez MPK nieuzasadnionych kosztów, związanych z zakupem i używaniem telefonów komórkowych przez pracowników administracji.


    -Telefony te posiadają wyłącznie kierownicy oraz kierowcy wyjeżdżający na odleglejsze trasy -wyjaśnia wiceprezes, Jarosław Dębicki. -W pełni kontrolujemy koszty. Problemem jest natomiast telefonowanie z telefonów stacjonarnych na telefony komórkowe, ale specjalna blokada i to uniemożliwia.


    Czwarty z zarzutów dotyczył niezgodnego z przeznaczeniem wykorzystywania zakładowego poloneza, o czym wcześniej sygnalizowała już Rada Nadzorcza MPK. Przedsiębiorstwo poniosło też koszty, związane z uzyskaniem przez kontrolerów - używających poloneza - świadectw kwalifikacyjnych. Auto nie jest należycie eksploatowane. Zdarzają się przypadki wybicia szyby, wgniecenia drzwi, zagubienia tablic rejestracyjnych. Niegdyś kontrolerzy korzystali z poloneza sporadycznie, teraz codziennie pokonują nim około 200 km. O tym, że korzystanie z poloneza jest kosztowne, świadczy fakt, że prezes nakazał zmienić napęd z benzynowego na gazowy. Tymczasem nawet sami kierowcy twierdzą, że kontrolerzy nie są aż tak widoczni w swej pracy.


    -Korzystanie z poloneza przez kontrolerów przynosi coraz większe korzyści, choć jego eksploatacja ograniczona jest do minimum -mówi prezes Dreger. -Zaskakujemy gapowiczów częściej niż dotychczas, zwłaszcza przy przejazdach na biletach o niestosownych nominałach w strefach taryfikacyjnych. Jeden z kontrolerów, mało efektywny w pracy, został zwolniony. Wcześniejsze podbijanie przez kontrolerów kart drogowych u kierowcy, które było niejako wykładnikiem ich pracy, stanowiło tylko fikcję. Postawiliśmy na efektywność. Oczywiście zdarzają się przypadki uszkodzenia auta, ale nie jest to czynione celowo. Kontrolerzy systematycznie rozliczani są z eksploatacji auta, które jest w pełni sprawne, a świadczą o tym bezkolizyjne, odległe wyjazdy w delegacje.


    W przypadku piątego zarzutu chodziło o sprzątanie przystanków autobusowych. Prowadzi je obecnie - na podstawie umowy zlecenie o pracę - dziewięciu pracowników, pobierających z kasy MPK miesięcznie po 600 zł brutto. W przeszłości sprzątaniem zajmowało się tylko dwóch pracowników, a efekty były takie same.


    Teraz MPK płaci mandaty wystawiane przez Straż Miejską, a mimo to umowy konsekwentnie są przedłużane. Sprzątający na dodatek otrzymują pełne wynagrodzenie.


    -Kwoty podane przez informatora redakcji dotyczą sezonu zimowego, gdyż latem stawki wynagrodzeń są o połowę niższe -mówi prezes E. Dreger. -Obecnie ogłaszamy już trzeci przetarg na sprzątanie przystanków firmie zewnętrznej. Robimy to dlatego, że nie mamy do wywozu nieczystości, a w okresie zimowym do dowozu piasku, odpowiedniego taboru.


    -Prawdziwym problemem jest kontrolowanie stanu czystości na przystankach kilka razy dziennie, a także podrzucanie śmieci z posesji prywatnych -mówi wiceprezes J. Dębicki. Zdarzało się już, że na przystanku znajdowaliśmy np. pralkę automatyczną.


    Kolejny zarzut dotyczył zbędnych wydatków, takich jak dwa komplety szachów, komplet rakietek do tenisa stołowego, które nie są w ogóle używane. Obaj prezesi wyjaśnili nam, że w tym przypadku chodzi o zagospodarowanie kierowcom przerw w pracy.


    -Czy to nie jest dobrze, że kierowca - za zakup sięgający raptem 30 zł - ma możliwość poruszania się przy pingpongowym stole, który dotychczas stał nieużywany w magazynie pyta prezes Dreger.


    Siódmy z zarzutów dotyczy dodatkowych obciążeń MPK z tytułu przywozów i odwozów pracowników.


    -Kierowcy kończący pracę po godz. 23.00, są odpłatnie odwożeni do domów, a jeśli korzystają ze swoich samochodów, otrzymują - obowiązujący jednak do końca tego roku - ryczałt -mówi prezes E. Dreger.


    Ósmy z zarzutów dotyczył nieuzasadnionego wydatku, jaki poniosło MPK w związku z refundowaniem kilku pracownikom praw jazdy kategorii "D".


    -Te kursy prawa jazdy prowadzone były przy udziale Powiatowego Urzędu Pracy -mówi wiceprezes J. Dębicki. -Zlikwidowaliśmy pewne stanowiska - o około 30 proc. w ciągu 34 lat - na stacji obsługi. Osoby pracujące na stacji - dzięki kursom - zostały zatrudnione jako kierowcy w miejsce odchodzących z pracy lub ze względu na wiek tracących prawo zasiadania za kółkiem.


    Na tym protokół przesłuchania zakończono.


    Dariusz Kisiel, Krzysztof Florys
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 11092 razy,
ostatnio: 2019-12-14 12:22:06
Skomentuj artykuł:
Powrót