Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-05-11

Gdy się zawaliła studnia


Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
      Pani Zofia nie ma na swojej posesji wody. Jej 40- letnia córka nosi wodę wiadrami od sąsiadów lub z ulicznej studzienki oddalonej o jakieś kilkaset metrów. Dwie samotne kobiety przyzwyczaiły się już do takiego życia. Tę sytuację bardziej chyba przeżywają mieszkańcy Kątów Denkowskich.


    Losem dwóch kobiet, mieszkających na skraju lasu tuż pod samymi murami Nowej Huty, przejęci są mieszkańcy Kątów, bo w czasie ostatniego zebrania w dzielnicy Koszary zwrócili uwagę gospodarzom miasta, by zainteresowali się sytuacją sąsiadek. Po tym zebraniu postanowiliśmy pojechać na Kąty i zobaczyć, jak radzą sobie w tych trudnych warunkach. Pod wskazany adres niełatwo było jednak trafić, tym bardziej, że drogi w tej części miasta są pod psem.


    -Którędy można dojechać do pani Zofii ? -pytamy stojących przed sklepem mieszkańców Kątów.


    -Czy do tej, co nie ma wody? -W takim razie musicie skręcić z asfaltu w szutrową drogę i jechać do końca. Ostatni drewniany dom w lesie.


    Pytamy starszą kobietę, czy mieszka sama? -Z córką. Druga córka i syn przenieśli się do miasta. Mam 76 lat.


    -Jak sobie pani radzi bez wody? -Pomaga mi córka. Przynosi wodę wiadrami od sąsiadów, albo ze studzienki obok szosy. Jak przyniesie trzy razy po dwa wiadra, to wystarczy nam wody na tydzień: na herbatę, gotowanie, pranie i mycie.


    -Nikt wam nie pomaga, nie dowiezie np. wody w beczce? -Nikogo nie prosimy, bo i kogo? Zresztą jak za dużo, to nie miałybyśmy jej gdzie przetrzymać. A tak to w wiadrach, w garnkach stoi.


    Pani Zofia przyznaje, że nie starała się o doprowadzenie wody w czasie, gdy budowano na Kątach wodociąg, bo nie miała pieniędzy.


    Później jakoś nie było okazji, nikt się do nich nie zwracał z propozycją pociągnięcia nitki. W końcu przyzwyczaili się do tej sytuacji. Wcześniej, gdy żył jeszcze mąż, niedaleko była studnia, z której czerpali wodę. Wystarczyło jej do domu i do gospodarstwa.


    Ale w końcu studnia zawaliła się. Nikt się tym faktem zbytnio nie przejął, bo do wsi doprowadzono wodę z huty.


    -Najgorzej jest w zimie, gdy śnieg zawieje drogę. Wtedy to nawet trudno wyjść za furtkę. A tu przez pola trzeba iść z wiadrami - żali się nasza rozmówczyni. Dzieci z miasta kilka razy chodziły do wodociągów, prosiły o pomoc, ale doprowadzenie wody kosztuje -mówi pani Zofia.


    O przeprowadzce do dzieci do Ostrowca lub Domu Pomocy nie chce nawet słyszeć.


    -Gdzie mi będzie lepiej. Tu cisza, spokój, las, sąsiedzi dobrzy. Mamy z córką kilkanaście kur, kilka kaczek, własne jajka.


    Odjeżdżamy uspokojeni, ale nie do końca przekonani, że samotnym, schorowanym kobietom nie można jakoś pomóc! -U nas z wodą akurat problemów nie ma - tłumaczy sąsiad pani Zofii.


    Na Kątach jest przecież ujęcie wody dla Ostrowca. Ze studzienek przydrożnych każdy może korzystać, bez żadnej opłaty. U jednego z mieszkańców, akurat na podwórzu znajduje się główny zawór na nitce od ujęcia wody do miasta. Gdyby tak ktoś ten zawór zakręcił albo uszkodził, Ostrowiec pozostałby bez wody. No to chłop pilnuje zaworu jak swojego.


    -Jak się tu wam żyje, obok huty. Czy zakład nadal przeszkadza? -Teraz już nie. Bardzo rzadko stalownia pyli w naszą stronę. Cicho się tu zrobiło, spokojnie. Teraz już bym się stąd nie przeprowadził. Gdyby tylko te drogi były jeszcze lepsze? Prosimy o nie na każdym zebraniu, chodzimy z tym problemem do urzędu, ale kończy się na obietnicach.


    K. Żak K. Florys
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 17322 razy,
ostatnio: 2019-12-10 12:35:29
Skomentuj artykuł:
Powrót