Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-07-05

Drewniane zabawki z Bałtowa

Z pasją w tle

Drewniane samolociki, wiatraczki, koniki na biegunach - takie zabawki na pewno pamięta starsze pokolenie Polaków. Wydawać by się mogło, że stare odeszły w niepamięć, a jednak w Bałtowie przeżywają swoje drugie pięć minut dzięki Janowi Kopciałowi - artyście ludowemu.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Jan Kopciał urodził się w okolicach Iłży 57 lat temu, w małej, partyzanckiej miejscowości Koszary pod Piotrowym Polem. Pasja pana Jana do drewnianych zabawek rozpoczęła się już w dzieciństwie.

- Tamte czasu były bardzo trudne. Jeśli chciało się mieć zabawkę, trzeba było sobie ją zrobić. Zajęcia w szkole podstawowej były tak skonstruowane, że zachęcały chłopaków do majsterkowania i tak zaczęła się ta trwająca do dzisiaj przygoda - mówi Jan Kopciał.

Drewniane samolociki i ptaszki były pierwszymi zabawkami, jakie zrobił ludowy artysta. Przez kilka lat nie robił zabawek. Pan Jan dorósł i założył rodzinę. Doskonałą okazją do powrotu do drewnianych zabawek były jednak narodziny dzieci, wnuków oraz rozwój turystyki w Bałtowie, dzięki której pasja pana Jana ujrzała światło dzienne.

- Kilka lat temu zorganizowano konkurs na rękodzieło z Bałtowa. To wtedy po raz pierwszy pokazałem swoje wyroby. Starałem się zachować w nich to, co zapamiętałem z dzieciństwa. Były to bardzo proste zabawki, jakimi sam się bawiłem- mówi Kopciał.

Większość narzędzi, jakie używa przy produkcji zabawek, ma wartość sentymentalną. Pracował nimi jego ojciec. Z kolei materiał użyty do produkcji zabawek nie ma większego znaczenia. Z olch, brzóz, sosen, topoli i osik najczęściej powstają furmanki chłopskie, rydwany, nieśmiertelne drewniane koniki na biegunach oraz proce.

- Zaskakujące jest to, że procami na festynach interesują się nie dzieci, ale dorośli, którzy często podchodzą do mojego stoiska i mówią, że mieli taką procę, kiedy byli mali - stwierdza artysta rzeźbiarz.

Najbardziej pan Jan lubi robić koniki na biegunach. Frajdą są też fury, choć ich tworzenie to złożony proces. Aby mogła powstać zabawka, najpierw musi powstać w głowie jej szkic.

- Z rysunku odręcznego nie jestem najlepszy, toteż szkicuję w głowie i próbuję zrobić zabawkę. Jeśli mi się podoba, to wykańczam ją, jeśli nie, to ląduje w piecu i za pracę zabieram się od początku. Niekiedy mała zmiana techniczna powoduje fajny efekt - opowiada dalej.

Istotną rolę w zainteresowaniu dzieci drewnianymi zabawkami odgrywają dziadkowie, którzy drewniane zabawki pamiętają ze swojego dzieciństwa.

- Ostatnio za namową córki zrobiłem mebelki dla lalek. I o dziwo w Radomiu bardzo dużo dziewczynek razem z babciami było nimi zainteresowanych - stwierdza Jan Kopciał.

Obecnie bałtowski artysta pracuje nad wiatrakami. Próbuje opracować wzór, który nawiązywałby do wiatraków w Szwarszowicach oraz tych spotykanych w okolicy Radomia. Pan Jan chciałby zrobić również z drewna zegar z wahadłem.

- Może chodzić niedokładnie, ale chciałbym zrobić cały jego mechanizm. Zegar

stałby przed domem , a latem obrastałoby go dzikie wino - opowiada dalej.

Pierwsze próby w tym kierunku już były, jednak zapotrzebowanie na zabawki nie pozwala zrealizować tego marzenia.

Spod dłuta Jana Kopciała wychodzą też szyldy i napisy. Jak się okazuje, również i w naszej redakcji mamy jego pracę. Na jednej ze ścian wisi u nas szyld, który dostaliśmy od Samorządu Gminy Bałtów na dziesięciolecie naszej gazety.

Najbliższą okazją do zobaczenia prac Jana Kopciała będzie Kiermasz Sztuki Ludowej w Iłży oraz Piknik Jurajski. Oprócz wyrobów z drewna pan Jan ma też inną pasję. Jest nią wędkarstwo. Teraz jednak zeszło na dalszy plan.

- Szkoda mi tracić czasu na "kija", skoro mogę zrobić coś pożytecznego dla siebie i wnuczka. Nie lubię, jak ktoś przeszkadza mi, gdy robię zabawki. Podobnie jest z rybami. Jak się łowi, to spławik powinien być najważniejszy -dodaje.
/K. Tomala/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 18405 razy,
ostatnio: 2019-10-18 11:48:26
Skomentuj artykuł:
Powrót