Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-05-04

Wieści dziwnej treści

Zbliżała się kolejna wojna Jasnogrodu z Ciemnogrodem. Jasnogrodzianie zionęli tolerancją, byli światli, gładkolicy i gładkomowi. Oświeceni własnym światłem, wyzbyli się okowów patriotyzmu, jako nieuropejskiego reliktu przeszłości, spychającego ciemnogrodzian w ciemne nurty faszyzmu; jeśli słowo Lechistan pojawiało się już na ich ustach, to tylko jako land stanowiący element Nadkołchozu, ku którego wartościom wciąż Lechistan musi aspirować i doganiać jak małe dziecko pragnące słuchać starszych i mądrzejszych.
Kiedy więc już ktoś z Jasnogrodzian mówił: Lechistan, zaraz odczyniał urok w tym samym zdaniu, egzorcyzmując swój kraj słowem "Europa". Jasnogrodzianie uważali się zatem za postępowców i ludzi światłych, choć nie zdawali sobie sprawy z faktu, iż ich "europejskość" standaryzowana, jest jedynie przejawem ogromnego kompleksu wynikającego z wewnętrznego poczucia bycia mniejszym, gorszym, słabszym - ot Lechistan jak brzydka panna na wydaniu, która wciąż musi się starać, by zechciał dosiąść jej od tyłu Zeus European Sovietunion. Nowoczesność Jasnogrodzian wyznaczały wektory postępu, wedle którego na arenie międzynarodowej im mniej się ma własnego zdania, tym lepiej; najlepiej zaś własnego zdania nie mieć w ogóle, tylko powtarzać zdanie, które mają "starsi i mądrzejsi". Lechistan miał być zatem krajem niekłopotliwym, zaś polityka sprowadzona do spełniania życzeń prawdziwych, innostrańczych Jewropejczyków, w zamian za poklepywanie po ramieniu i zapewnianie, że jasnogrodczy aspiranci do miana ludzi cywilizowanych, mogą już dzięki temu czuć się Europejczykami pełną gębą i wyjść z sieni na salony panów, by grzecznie stanąć tam w kąciku. Nazywano to "należnym Lechistanowi miejscem na arenie międzynarodowej".

Jasnogrodzianie czynili to wszystko z gorliwością neofity, nawróconego na nową wiarę; neofity osieroconego przez poprzedniego Wielkiego Brata - było więc rzeczą naturalną, że owi orędownicy "cywilizacji" i "praw człowieka", chętnie zaczną bić pokłony, gdy tylko pojawi się kolejny złoty cielec postępu.

Jasnogrodzianie uknuli też własną teorię dziejów, wedle której wszelkie wątpliwości Ciemnogrodzian - to "spiskowa teorii dziejów", bo przecie wszyscy zachodni sąsiedzi Lechistanu chcą dla landu tego jak najlepiej, pomyślność i dobrobyt Lechistanu jest ich głównym celem, a w razie czego gotowi będą oni krwią własną i pieniądzem złotym kraju nad Wisłą bronić - i to nawet gdy potrzeba taka nie zajdzie w okrągłą rocznicę alianckiej pomocy udzielonej Lechistańczykom, zgodnie z umowami, w chwili wybuchu II wojny. Stąd też Jasnogrodzianie, jak na ludzi światłych przystało, pukali się w czoło, gdy kto mówił o agenturyzacji życia publicznego i odsądzali od czci i wiary tych, którzy twierdzili, że wszystkie organy państwa, media, instytucje i wymiar sprawiedliwości naszpikowane są agentami i współpracownikami, tudzież sitwami niby świąteczny placek rodzynkami. Dlatego też Jasnogrodzianie brzydzili się rewanżystowskimi lustracjami, bo oddzielanie ziarna od plew jest niechrześcijańskie - stąd też nie raz bluzgali miłością bliźniego wobec "polujących na czarownice", dopieszczając przy tym "ludzi honoru". Nie dziwota więc, że gdy spadł samolot z prezydentem Lechistanu na pokładzie, wszyscy więksi i mniejsi prorocy Jasnogrodu od razu wiedzieli, że wątek sabotażu czy zamachu należy wykluczyć; nie ostygły jeszcze popioły, gdy prorocy ci wiedzieli, że przyczyną tragedii był nacisk prezydenta na pilotów, by jednak lądować. W środowisku Jasnogrodzian czuć było strach przed tym, że wszelkie niewłaściwe dociekania mogłyby zaszkodzić "duchowi pojednania", który unosił się nad szczątkami samolotu, a wedle którego to nieprzejednanego ducha pojednania, jednać mieliśmy się zarówno ze wschodnim, jak i z zachodnim sąsiadem. Takoż i wśród Ciemnogrodzian rozeszły się pogłoski, że Lechistańczycy wkrótce mieli przepraszać za Grunwald, co miało być rozgrzewką przed przeprosinami za II wojnę światową, do której jak wiadomo doprowadził brak zgody Lechistanu na eksterytorialny korytarz, a także przed przeprosinami za to, że zachodni sąsiad pobudował w landzie nad Wisłą obozy koncentracyjne. Na świecie nazywano to "współodpowiedzialnością" za taką jedną Ofiarę Całopalną Starszych Braci w Wierze.

Jasnogrodzianie w mniejszym lub większym stopniu, jako ludzie postępowi i cywilizowani, byli też zwolennikami zabijania nienarodzonych dzieci, co wszelako nie przeszkadzało im przystępować do komunii świętej, tak jak bardziej postępowym Europejczykom z zagranicy nie przeszkadzało uczestniczyć w nabożeństwach, podczas których kapłan lesbijka pod chrześcijańskim krzyżem udziela sakramentu małżeństwa dwóm pedałom. W Lechistanie wszakże wciąż nie był to jeszcze ów pożądany, a spodziewany etap. Tak, Jasnogrodzianie "wierzyli w Jednego Boga"... Zabijanie nienarodzonych dzieci Jasnogrodzianie nazywali przy tym "prawami człowieka".

Dla Jasnogrodzian realizm czy wyrażanie wątpliwości wobec prawd uznanych przez nich za objawione było czarnowidztwem, prawdziwą religijność - oszołomstwem, patriotyzm zaś jawił się jako potencjalny nacjonalizm i faszyzm; Jasnogrodzianie nie wierzyli bowiem w żadną obiektywną prawdę, jeśli tylko nie była ona ustalona w sposób demokratyczny, na pohybel Ciemnogrodzianom argumentującym, że demokratycznie można nawet konklawe doprowadzić do ludożerstwa.

Co więcej - w oczach Jasnogrodzian każdy spontaniczny gest Lechistańczyków - stawał się "histerią", bo jak wiadomo, tylko gesty sztuczne i wyrachowane godne są szacunku i uznania.

Jasnogrodzianie wreszcie, przezywali Ciemnogrodzian "Moherami", okazując swoją pogardę wszystkim tym ludziom, starym i młodym, studentom i emerytom, którzy ze swych skromnych środków co miesiąc słali w odruchu serca swoje pieniądze na ten czy inny cel, który uznawali za szczytny. Dla Jasnogrodzian bowiem, szczere odruchy serca są godne śmiechu i pogardy. Cenne za to są odruchy wykonywane za pieniądze, z rządowych czy unijnych dotacji - i trudno za takie myślenie byłoby nawet Ciemnogrodzian winić, albowiem nigdy i dla nikogo nie zrobili w życiu nic bezinteresownego.

Tak... Zbliżała się kolejna krucjata Jasnogrodu przeciw Ciemnogrodzianom. Jasnogród chciał wreszcie przejąć pełnię zewnętrznych znamion władzy. Dla dobra oszołomskich Ciemnogrodzian? Dla dobra Lechistanu? Nie. Dla dobra i w imię nieśmiertelnych idei Jasnogrodu.
/M. Poświatowski/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 19019 razy,
ostatnio: 2019-12-11 08:36:43
Skomentuj artykuł:
Powrót