Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-04-19

No i rozpętało się nasze piekiełko

Wieści dziwnej treści

Jak zwykle rozpętały je różowosalonowe środowiska z "Gazetą Wyborczą" na czele, środowiska zawsze skore do fałszywych gestów, dwulicowych protestów i gnojenia wszelkich przejawów patriotyzmu, oczywiście pod warunkiem, że "szowinizm" ten nie jest żydowski. Okazało się bowiem, że pochówek tragicznie zmarłego prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego na Wawelu wielu osobom zawadza czy może raczej "zaWajdza".
Były protesty - jak ten pod krakowską kurią, w którym brali udział działacze Platformy Obywatelskiej, był list przesłany przez Wajdę do "Gazety Wyborczej", w którym czytaliśmy, iż "decyzja ta wywołuje poważne protesty i może spowodować najgłębsze od odzyskania niepodległości w 1989 roku podziały polskiego społeczeństwa". Nie będę przesadnie oryginalny, gdy przypomnę inny pochówek, w którym Czesław Miłosz spoczął w Krypcie Zasłużonych na krakowskiej Skałce. Spoczął tam obok Jana Długosza, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Adama Asnyka, Henryka Siemiradzkiego, którego obraz dał początek zbiorom Muzeum Narodowego, Stanisława Wyspiańskiego, Jacka Malczewskiego, wybitnego aktora Ludwika Solskiego i innych. Myślę, że nie obrazi się Waldemar Łysiak, że posiłkując się jego "Rzeczpospolitą Kłamców" przedstawię garść zasług, dla których spoczął Miłosz obok patriotów: otóż Miłosz podkreślający, że jest Litwinem, nie szczędził pogardy dla polskiego języka, Polski i patriotyzmu w ogóle - Polska to dla niego "irytujący obszar między Niemcami a Rosją" ("Prywatne obowiązki"), "Dla Polski nie ma miejsca na ziemi" ("Rok myśliwego"), Polska "Anus mundi - odbytnica świata" (Abecadło Miłosza"); "gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze" ("Rodzinna Europa") - pisał wielki noblista. "Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził" ("Prywatne obowiązki"). Patriotyzm to "moczopędny środek narodowy". Miłosz nienawidził polskiego patriotyzmu, katolicyzmu ("przyrzekłem sobie, że nie zawrę nigdy przymierza z polskim katolicyzmem (...) czyli nie poddam się małpom"; Śluby Jasnogórskie to "faszyzacja Polski" służąca "kropionemu święconą wodą gałgaństwu", a Najświętsza Maria Panna Częstochowska to "pogańska bogini" itd. itp. ); Miłoszowi nie podobał się również opór antyhitlerowski, podobał za to komunizm, który był "fascynującą przygodą intelektualną". Kosmopolita o "umiędzynarodowionym umyśle" w liście do M. Wańkowicza pisał: "(...) Standardy obowiązujące wśród szlachetnych Polaków są mi najzupełniej obce. Mój umysł jest żydowski". I tak dalej i tym podobnie. Tyle Łysiak. Nie dziwota więc, że kiedy tego wielkiego Polaka - patriotę postanowiono pochować na krakowskiej Skałce "ciemnogrodzianie", mieszkańcy "odbytnicy świata", swoją wiarą "faszyzujący Polskę", słowem - ludzie dla których komunizm nie był jednak "fascynującą przygodą intelektualną", tak jak nie był nią dla księdza Jerzego Popiełuszki i wielu innych "małp" - wszystkie te "świnie" zaczęły wówczas protestować. W odwecie na ten "moczopędny środek narodowy" Wajda apelował o "poszanowanie woli rodziny" w tak smutnej chwili i "uciszenie emocji". Czemuż więc teraz wybitny reżyser nie apeluje o "poszanowanie" i "uciszenie emocji", wywołując gorszącą wojenkę i apelując na łamach "Wyborczej" i gdzie tylko można o to, by pochówek Lecha Kaczyńskiego odbył się w innym miejscu, bo zmarły prezydent pochówku na Wawelu nie jest godzien? Otóż jest on godzien stokroć bardziej niż pochówek Miłosza na "Skałce", choć ja w tym kontekście postrzegam Miłosza jako pochowanego nie obok wybitnych Polaków, ale w sanktuarium poświęconemu Św. Stanisławowi ze Szczepanowa, będącego jednym z patronów Polski i będącemu najprawdopodobniej jednym z prekursorów współczesnych "TW", albowiem usieczonym miał zostać na Skałce właśnie, podczas nabożeństwa, przez króla Bolesława Szczodrego - za zdradę. I jest w tym coś dla Polski symbolicznego...

Ale powróćmy do "wajdzenia". Nie dziwota, że różowy salon protestuje, z pomocą "GW" właśnie - bo jaki salon, tacy bohaterowie i autorytety moralne; jeżeli szkalujący Polskę, Polaków, patriotyzm i katolicyzm Czesław Miłosz był dla Wajdy i środowiska tego "cacy", jeżeli był wzorem godnym pochówku na Skałce - w takim razie protest przeciwko pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu wiele nam mówi nie tylko o osobie zmarłego prezydenta, ale i o samych protestujących. A protestuje to samo środowisko, które cmokowało nobliście Miłoszowi, które czapkowało stalinowskiej poetce Wisławie Szymborskiej ("Partia. Należeć do niej / z nią działać, z nią marzyć / (...) wierz mi, to najpiękniejsze / co się może zdarzyć (...)"); środowisko to dołożyło wszelkich starań, by to właśnie Szymborska otrzymała Nobla, nie zaś "potwór Minotaur" ("GW") Zbigniew Herbert (ach ta "Potęga smaku"), którego wiersze, nasączone polskością, są o zgrozo literacko o klasę wyższe niż dzieła Miłosza czy Szymborskiej.

I to właśnie ci ludzie, te środowiska z wydatną pomocą "Gazety Wyborczej" "wajdzą" czy może "fajdzą" w kwestii pochówku prezydenta, tak jak fajdzili za każdym razem, kiedy wzrastało "zagrożenie" polskim patriotyzmem, katolicyzmem i całym tym "antysemickim", nietolerancyjnym, nieeuropejskim "ciemnogrodem". Dla nich wstrząs, którego doznało wskutek katastrofy wielu Polaków, niezależnie od ich sympatii politycznych, jest wstrząsem niebezpiecznym, bo mogącym doprowadzić do przebudzenia się części społeczeństwa, przejrzenia na oczy, przewartościowania kłamstw, sączonych przez różowy Salon od 1989 roku. A to wielkie zagrożenie dla "rządu dusz" moralnych relatywistów, "pływaków" - koniunkturalistów, obrońców "ludzi honoru" na podobieństwo Czesława Kiszczaka czy ludzi umaczanych we współpracę z bezpieką, gnojących, w ramach "polowania na czarownice" wszystkich tych, którzy wskazują na agenturyzację życia publicznego i gospodarczego, którzy mówią o uwłaszczeniu się czerwonej i różowej nomenklatury, potrafiącej, kiedy trzeba i kiedy już można, stroić się w piórka opozycjonistów; oto "autorytety moralne", przyznające nagrodę dziennikarską imienia bajkopisarza Kapuścińskiego (jacy dziennikarze, taka nagroda), oto "żywe pomniki", roniące krokodyle łzy nad prezydentem i ludźmi, których jeszcze przed chwilą trzeba było jak watahę "dorżnąć"; oto gangrena, oto hydra dławiąca, zakłamująca Polskę raz jeszcze podnosi łeb by kąsać - tym razem na pierwszy odcinek frontu, nie pierwszy raz, wysunięty został człowiek z marmuru Andrzej Wajda.

Jednak w tle tych wydarzeń i towarzyszących im gestów z każdym dniem coraz bardziej przesiąkniętych zbliżającą się kampanią wyborczą doszło do wydarzenia jeszcze innego: otóż Lech Wałęsa cofnął pozew wobec Lecha Kaczyńskiego, który ośmielił się zauważyć, że Największy Elektryk był Tajnym Współpracownikiem SB o kryptonimie "Bolek" (nawiasem mówiąc nie brak publikacji o tym, że Wałęsa przez słynny płot nie skakał, tylko zwyczajnie został przywieziony przez służby). Jakie to szczęście, że prezydentowi się zmarło, no i proces musiałby być i tak umorzony; szczęście podwójne, bo 14 kwietnia odbyło się posiedzenie sądu w podobnej sprawie, wytoczonej przez Lecha Wałęsie Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Tego dnia major SB Janusz Stachowiak zeznał, że zarejestrował L. Wałęsę jako TW "Bolek". Oficer zeznał również, że nie złożył takich wyjaśnień podczas procesu lustracyjnego w 2000 roku, bo był zastraszany przez swoich kolegów....

I takie to mamy tło tej strasznej katastrofy. W tym tle widać długi szereg przebierających nogami polityków, którzy nie mogą doczekać się końca żałoby, by ruszyć w przedwyborczy bój; polityków czujących ulgę, że wraz z prezydentem odeszło tyle innych osobistości przeszkadzających w "europeizacji" kraju, "babrzących się" niebezpiecznie w przeszłości, przedkładających interes Polski nad interes różnych, w dodatku nie zawsze polskich "grup interesu". Fałszywe są również zachwyty nad gestami Rosjan; zwykli Rosjanie, owszem, zachowali się bardzo pięknie i solidarnie, trudno jednak mówić o jakimś przełomie w stosunkach z naszym wschodnim sąsiadem. Fakt wyemitowania filmu "Katyń" w Rosji to zwyczajna, chłodna polityczna kalkulacja i efekt strachu. Piszą o tym i rosyjscy komentatorzy, pisze o tym prof. Włodzimierz Marciniak, wybitny znawca byłego ZSRR. Sami Rosjanie bowiem zastanawiają się, czy tragedia w Smoleńsku była wypadkiem, czy zamachem. Władze rosyjskie walczą też o uratowanie opinii o kraju za granicą, bo Rosja może zacząć być postrzegana jako państwo, w którym "można kupować gaz i ropę naftową, ale lepiej tam nie jeździć". Na świecie wycofywane są ponadto z ruchu samoloty TU-154. Na te wydarzenia nakładają się również informacje (i ich prawdziwość czy realność nie ma tu większego znaczenia), że w Polsce znajdują się ogromne zasoby gazu do pozyskania z łupków skalnych - zasoby gazu ziemnego w Europie mogą się tym samym okazać wyższe aż o 47 procent. Przy zastosowaniu odpowiednich technologii w perspektywie 10 lat mogłoby to oznaczać uniezależnienie się od dostaw z Rosji, nie tylko Polski, ale i innych państw europejskich. Tymczasem budowany jest właśnie gazociąg pod Bałtykiem. Gaz tak naprawdę zaś jest jedną z nielicznych rzeczy, które Rosja ma do zaoferowania; ostatnie lata jawią się wciąż jako okres zmarnowany dla rosyjskiej gospodarki, mogącej praktycznie dostarczać jedynie surowce, na których oparta jest polityka i mocarstwowe aspiracje Rosji, sprytnie wygrywającej na arenie międzynarodowej różne konflikty i animozje. Wobec mafijności struktur państwowych, gospodarczych i braku społeczeństwa obywatelskiego, wobec postępującemu "zamordyzmowi" władzy spadek popytu na rosyjskie surowce lub spadek ich cen może zagrozić całej rosyjskiej gospodarce, elitom władzy i państwu jako takiemu. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale patrząc na chłodno, właśnie teraz jest najodpowiedniejszy moment, by postawić Rosji twarde warunki, by to, co dla nas istotne - czy w sferze polityki historycznej, czy gospodarczej - wynegocjować. Sądzę, że gdyby nielubiany przeze mnie skądinąd prezydent Lech Kaczyński przeżył i gdyby otrzymał wsparcie polityczne, wsparcie manipulujących obrazem rzeczywistości mediów - z pewnością chciałby i potrafiłby zaistniałą sytuację wykorzystać. Nie wiem natomiast, czy skorzystają z niej w odpowiedni sposób żyjący politycy. Nie wiem, czy znajdzie się wśród nich ktoś, kto byłby zdolny myśleć w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory, zdolny myśleć kategoriami innymi, niż interes własny, interes tej czy innej koterii lub partii. Mam poważne wątpliwości, czy ktoś taki się znajdzie. W takim wypadku z całej tej tragedii pozostanie nam tylko - proszę wybaczyć to słowo - spektaklowy obraz pochówku prezydenta i żenujący spektakl Andrzeja Wajdy i całego tego różowego środowiska klakierów wzajemnej adoracji. I kiedy po pogrzebie, w telewizorze, gazecie, internetowym portalu zobaczę twarz posła Palikota, miłość bliźniego i kulturę pana Niesiołowskiego i paru innych jeszcze postaci, wtedy będę wiedział, że czas żałoby się skończył, a okazja do wyciągnięcia jakichś wniosków dla Polski, dla Polaków minęła bezpowrotnie.
/M. Poświatowski/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 17282 razy,
ostatnio: 2019-12-12 15:54:32
Skomentuj artykuł:
Powrót