Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2002-04-02

Za nerwowo, panowie, za nerwowo!!!

      W Ostrowcu - ze zrozumiałych względów i pozycji drużyny w tabeli - wszystkich interesowało tylko i wyłącznie zwycięstwo ze Śląskiem. Wielu kibiców myślało o tym idąc ze święconką do kościoła. Kiedy więc sędzia Ryszka oznajmił koniec zawodów wszyscy, dosłownie wszyscy - kibice, działacze Stowarzyszenia Piłki Nożnej, a zwłaszcza i przede wszystkim sami piłkarze KSZO przyjęli wynik z ogromną ulgą. Ulgą, gdyż jest to rezultat znacznie lepszy, niż gra ostrowieckiej jedenastki, która zgotowała swoim wiernym sympatykom najpierw całą gamę pozytywnych, a później negatywnych emocji. Co natomiast powiedzą kibice Śląska, którego sytuacja - nie tylko w tabeli - jest nie do pozazdroszczenia...? Na mecz ze Śląskiem trener Antoniak postanowił dokonać kilku roszad w składzie, które przed tygodniem sugerowali mu dziennikarze. Siara zagrał prawego obrońcę, Krawiec po staremu prawego pomocnika, a Dąbrowski (po wyeliminowaniu przez kontuzję z gry Popieli) został przesunięty na lewą pomoc. Do składu powrócił tez Wyciszkiewicz.


    Nasi piłkarze KSZO rozpoczęli spotkanie ze sporym animuszem. Na bramkę Pyskatego próbowali bowiem strzelać Bilski i główkować Małocha. Zostali jednak szybko ostudzeni, gdyż Kowalczyk, po podaniu Laty, trafił w słupek bramki Kapsy. Śląsk w tym momencie gry opanował środek pola, był częściej przy piłce i za sprawą Szewczyka konstruował wiele pomysłowych akcji. Ostrowiacy natomiast najgroźniejsi byli przy stałych fragmentach gry. Przekonali o tym rywali przy golu na 1:0, zdobytym po rzucie rożnym i główce Małochy. Po objęciu prowadzenia przez KSZO obraz gry nie zmienił się. Nadal inicjatywę miał Śląsk. Wrocławscy piłkarze co prawda nie stwarzali sytuacji na naszym polu karnym, ale za to groźnie strzelali z dystansu. Kiedy wydawało się, że wrocławianie wyrównają, na szczęście znów do głosu doszli nasi piłkarze. Próby strzeleckie Bilskiego i Małochy zakończyły się nieoczekiwanym golem samobójczym. Prowadzenie 2:0 - dodajmy osiągnięte przez ostrowiecki zespół dość łatwo - jakby jednak uśpiło piłkarzy KSZO. Zarówno pod koniec pierwszej połowy, jak i w drugiej części meczu ograniczali się już tylko do kontrataków. Tymczasem trener Śląska zagrał va bank i wymienił obrońcę na napastnika (za Maciorowskiego wszedł Gortowski), stwarzając przewagę liczebną w liniach ofensywnych. Ostrowiecki team tymczasem gasł z minuty na minutę. Przypominało to - pisz wymaluj - mecz z Zagłębiem, kiedy to prowadzący podopieczni trenera Antoniaka nagle, czekając chyba na zakończenie meczu, cofnęli się na własne pole karne i nijak nie mogli skutecznie wyprowadzić piki z własnej połowy boiska. Na dodatek tracili siły, a ich kontry wyprowadzane były delikatnie tylko mówiąc dość chaotycznie. Trener Antoniak w pewnym momencie nie wiedział co zrobić, bo o zmianę prosili jednocześnie Toborek, Dąbrowski, Unierzyski. Ten pierwszy miał obolałe żebra po jednym ze strać, drugi -bez złośliwości - poruszał się, jak w starym filmie, a trzeci zgłosił nieoczekiwanie ból głowy. A że powszechna jest w Ostrowcu opinia, że piłkarze KSZO mają zbyt ciężkie treningi i przydałoby się im nieco więcej świeżości, to na krytej trybunie zaczęto skandować: "Ostrowiec, zmieńcie trenera!".


    Trener Antoniak po wpuszczeniu na plac gry Sokołowskiego (kolejny udane wejście!) przesunął na defensywnego pomocnika (za Toborka) Krawca. Nijak jednak nie możemy zrozumieć, jak to się stało, że po wejściu na plac gry Gąsior zajął miejsce forstopera, a Krawiec kończył spotkanie na pozycji lewego obrońcy (za Unierzyskiego). Tym samym popularny "Samolot" w jednym tylko meczu zagrał aż na trzech pozycjach! Natomiast po wejściu na boisku Cetnarowicza, Żelazowski znalazł się na nominalnej pozycji lewego pomocnika. Ostrzeżeniem dla naszych piłkarzy był strzał Wsilewskiego w słupek. Piłkarz ten jednak uwieńczył swą dobrą grę w pięć minut później. Po rzucie rożnym, pozostawiony bez jakiejkolwiek opieki, głową posłał piłkę do siatki, obok bezradnego Kapsy. Kontaktowa bramka uskrzydliła wrocławian. Po wrzutce Wasilewskiego (dlaczego ten zawodnik otrzymał aż tyle wolności na boisku od Dąbrowskiego?) stojący sam na sam z Kapsą - w odległości około sześciu metrów od bramki KSZO - Gortowski główkował wprost w ręce ostrowieckiego golkipera. Widząc co się dzieje, na własne pole karne często wracał, by walczyć o górne piłki Małocha. Jesteśmy pod wrażeniem, bo wykazał inklinacje do gry defensywnej! Przełomowym momentem spotkania była akcja KSZO w 83 min. Wtedy to świeżo wprowadzony na plac gry Cetnarowicz wybiegał -po podaniu Wyciszkiewicza - na czystą pozycją strzelecką, kiedy w odległości około 30 metrów od bramki Pyskatego został powalony na ziemię przez Jawnego. Sędzia, któremu musimy za tę decyzje podziękować, uznał ten faul za taktyczny i usunął obrońcę Śląska z boiska. Ostrowiacy, którzy momentalnie poczuli więcej miejsca do gry strzelili trzeciego gola. Stało się to w ostatniej minucie meczu, po wymianie piłki Sokołowskiego z Małochą, strzale tego drugiego i rykoszecie. Piłka trafiła do ustawionego tyłem do bramki Śląska Cetnarowicza, który szybko się odwrócił i trafieniem z kilku metrów ustalił rezultat meczu. Jest pewne, że aby osiągnąć korzystny rezultat w Olsztynie nasza drużyna musi zagrać mniej, znacznie mniej nerwowo, niż w Wielką Sobotę.


/D.Kisiel/
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 10704 razy,
ostatnio: 2019-11-19 16:19:11
Skomentuj artykuł:
Powrót