Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2002-03-25

Anty (KSZO) - niak!!!

      O meczu w Radomsku lepiej jak najszybciej zapomnieć. KSZO rozegrał tam zdecydowanie najsłabszy mecz w bieżącym sezonie, a o porażce zadecydowały proste błędy w defensywie. W efekcie obchodzącemu imieniny trenerowi Antoniakowi piłkarze nie zrobili prezentu. Natomiast w meczach KSZO - Zagłębie zawsze padało ostatnio dużo bramek i nic dziwnego, że kibice ostrzyli sobie w sobotę apetyty na dobre widowisko. Jesienią w Lubinie było przecież 4:3. Co prawda teraz w Ostrowcu padł remis 2:2, ale emocji również nie brakowało. Spotkanie jednak rozgrywano na śliskim i grząskim boisku i fakt ten z pewnością miał wpływ na obraz gry. Dość powiedzieć, że nad Ostrowcem obserwowaliśmy w sobotę istne cztery pory roku, jak to w marcu zwykle bywa. Raz świeciło słońce, raz padał deszcze i wiał silny wiatr, a innym razem padał nawet obfity śnieg i sędzia Małek prosił o zmianę piłki na pomarańczową.


    Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanej przewagi gości, którzy w trudnych warunkach atmosferycznych - prezentując znacznie wyższe wyszkolenie techniczne - wygrali walkę w środku pola i częściej przebywali przy piłce. Obserwując mecz w tej fazie gry można było sądzić, że to Zagłębie jest gospodarzem meczu, tym bardziej, że to ono tym razem grało w strojach pomarańczowo - czarnych (oba kluby mają te same barwy!). KSZO tymczasem - o dziwo, tak jakby jego pozycja w tabeli była komfortowa - skupił się jedynie na grze obronnej. Już w 8 min. Kowalski strzałem tuż zza linii pola karnego trafił w poprzeczkę bramki Kapsy. Przewaga Zagłębia została szybko, bo w 22 min., udokumentowana golem. Niciński zdobył go jednak w sytuacji co najmniej kuriozalnej. Kiedy na murawie leżał Krzyżanowski i zwijał się z bólu, a ostrowczanie oczekiwali na wybicie piłki na aut, do futbolówki dopadł Bubnowicz. Dośrodkował na pole karne, a tam snajper Zagłębia mógł się już tylko zapytać Kapsy, w który róg bramki ma strzelać. Nasi piłkarze reklamowali jeszcze spalonego i chyba - sądząc po zapisie wideo - mieli trochę racji. Asystent pana Małka jednak nie zareagował i grę wznowiono z środka boiska. Dopiero po stracie bramki piłkarze KSZO się otrząsnęli i to w jakim stylu! Najpierw - a było to w 33 min. - Małocha sprytnie wykorzystał spóźnioną w polu karnym reakcję Bubnowicza i przewrócił się na jego wyciągniętej nodze. Rzut karny pewnie na gola zamienił Popiela. Później, a dokładnie w dwie minuty po tej akcji, objęliśmy już prowadzenie. Po rzucie wolnym, egzekwowanym przez Toborka, najwyżej do piłki wyskoczył Lasocki i główkując w krótki róg wpakował piłkę do siatki. Kto wie, czy gdyby w 43 min. Żelazowski w sytuacji sam na sam wygrał pojedynek z Kędziorą, nie byłyby to tylko piorunujące, ale wręcz porażające dla Zagłębie minuty... Po przerwie lubinianie przystąpili do skomasowanych ataków na bramkę Kapsy. Momentami zamykali KSZO na jego połowie, niczym w zamku hokejowym, a nasi obrońcy wybijali piłkę na oślep, byle dalej od własnego pola karnego. Na dodatek trener Wyrobek wpadł na dobry pomysł i dokonał jednocześnie dwóch zmian. Nic dziwnego, że okresami wyższość szybkościowa i wytrzymałościowa gości była aż nadto widoczna. Mimo to nie potrafili wypracować sobie stuprocentowej sytuacji strzeleckiej. Dodajmy od razu, że do czasu. Wyrok na KSZO nadszedł w 80 min. Wtedy to prawą stroną boiska urwał się Radżius, ograł defensorów KSZO, jak chciał i wyłożył piłkę Nicińskiemu, który z bliska nie zmarnował okazji i doprowadził do remisu. Obie jedenastki mogły jeszcze rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. W 84 min. jednak strzał Dąbrowskiego wybronił Kędziora, a po drugiej stronie boiska rewelacyjnie spisujący się Kapsa nogą wybił piłkę na róg po uderzeniu Kowalskiego z kilku metrów. W II połowie Zagłębie mogło egzekwować aż dwa rzuty karne. Jeden za zagranie piłki ręką przez Popielę, a drugi za trzymanie przez Unierzyskiego koszulki Nicińskiego. Remis dla KSZO, to porażka. Zespół trenera Antoniaka w ciągu tygodnia stracił aż 7 goli, prezentując wyjątkową niefrasobliwość w grze obronnej. Został za to ukarany spadkiem na przedostatnie miejsce w tabeli. Kibice po meczu wygwizdali więc szkoleniowca, mając do niego pretensje, że zbyt późno dokonał zmian. Faktycznie, kilku zawodników KSZO już od 60 min. miało trudności ze złapaniem tchu. To dziwne, zwłaszcza że urządzono im w okresie przygotowań wysokogórskie zgrupowanie i nie powinni wykazywać braków kondycyjnych. Czyżby ostrowiecki trener liczył, że szczyt formy nadejdzie w kwietniu? Oby tylko wcześniej nie zapadły w grupie spadkowej decydujące rozstrzygnięcia, które definitywnie pozbawią ostrowieckich kibiców I ligi! O zmianie trenera w KSZO nie ma mowy. Józef Antoniak cieszy się nieograniczonym zaufaniem zarządu klubu.


   
/D. Kisiel/
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 12421 razy,
ostatnio: 2019-12-14 14:22:54
Skomentuj artykuł:
Powrót