Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2009-02-16

Katastrofy nie będzie?

Przygotowani na cięższe czasy

O kryzysie gospodarczym i o tym, jak odbije się na funkcjonowaniu Ostrowca Św., rozmawiamy z prezydentem Jarosławem Wilczyńskim.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Coraz częściej w materiałach i wypowiedziach prasowych pojawia się sprawa kryzysu i tego, jak odbije się na Ostrowcu Św. W samorządzie widać już efekty spowolnienia gospodarczego?

- W przeciwieństwie do niektórych środowisk nigdy nie twierdziłem, że nasz kraj i miasto są wyspą odciętą od świata i kryzys nas nie dotyczy. To sytuacja globalna, więc i my odczujemy jej skutki. W ubiegły piątek był to jeden z tematów posiedzenia zarządu Związku Miast Polskich, chociaż na razie sygnały, które docierają z Ministerstwa Finansów, są raczej uspakajające. Mimo wszystko pewne decyzje podjęte na szczeblu centralnym już dotknęły nasze miasto, nawet jeśli nie bezpośrednio budżetu. Wiemy już, że odłożona została modernizacja JRG nr 2 straży pożarnej, a to znaczy, że ludzie nie będą tam pracować, nie zarobią i nie zapłacą podatków, co będzie skutkowało brakiem wpływów do budżetu. Otrzymaliśmy pisma z Ministerstwa Finansów informujące o obniżeniu wysokości subwencji oświatowej o 250 tys. złotych. Cięcia są też w budżecie wojewody i to nie tylko w sferze pomocy społecznej, ale też innych sfer życia, w których otrzymujemy dotacje. Odbije się to na realizacji zadań zleconych, które i tak zawsze były niedoszacowane. To my dokładamy do nich, żeby świadczyć usługi dla ludzi na odpowiednim poziomie, bo gdybyśmy opierali się tylko na dotacjach, nie byłoby takiego komfortu przy rejestracji podmiotów gospodarczych czy wyrabianiu dowodów osobistych.

- Są jednak sygnały o problemach dużych firm, a mieszkańcy także Ostrowca Św. tracą pracę.

- To jest niepokojące, na szczęście nie jesteśmy w sytuacji Stalowej Woli czy innych miast, o których teraz głośno. Słyszymy sygnały o kilkutygodniowych postojach w ostrowieckich przedsiębiorstwach. Największy zakład pracy- Celsa radzi sobie dobrze, co potwierdzają eksperci. Z tej strony na razie zagrożenia nie ma. Oczywiście niższe zarobki miasto odczuje w budżecie, to jest nieuniknione. Moim zdaniem najtrudniejszym rokiem budżetowym będzie 2010, ale jesteśmy dosyć dobrze przygotowani do tej sytuacji. Mamy stabilny, niezadłużony budżet i jeśli tylko będą dostępne kredyty, będziemy rozpoczynać inwestycje, by pobudzić miasto wewnątrz.

- Z tego co Pan mówi, wynika jednak, że w wielu sferach działania trzeba będzie dołożyć środków, by zniwelować braki spowodowane mniejszymi dotacjami z budżetu centralnego.

- Tak będzie. Do oświaty na przykład już teraz wiem, że trzeba dołożyć około milion złotych do tego, co i tak już dokładamy. Na szczęście gospodarowaliśmy się mądrze i ubiegły rok zakończyliśmy dużą nadwyżką. Będę miał do rozdysponowania około 6 mln złotych, co złagodzi skutki cięć. Jestem w miarę spokojny. Na pewno sytuacje kryzysowe odbiją się na kondycji spółek i trzeba będzie bardziej pilnować realizacji programów naprawczych, które przyjęliśmy.

- Są też pozytywne sygnały, mianowicie o tym, że miasta takie jak Ostrowiec mogą skorzystać na kryzysie i wynegocjować niższe ceny za duże inwestycje, jak hala widowiskowo- sportowa.

- Liczę, że to za co byłem krytykowany, może mieć ostatecznie odwrotny skutek. Na razie jeszcze trudno powiedzieć, bo jesteśmy w trakcie przetargów, ale ceny materiałów, stali, robocizny mogą być dużo niższe, a inwestycje tańsze niż planowaliśmy. Słyszymy informacje o przetargach w dużych miastach, które rozstrzygnięto dużo poniżej pierwotnych kosztorysów. To daje nadzieję, że z tego kryzysu będzie coś pozytywnego.

- Nie każdy chyba w to wierzy, wystarczy przyjrzeć się wypowiedziom niektórych radnych. Jak skomentuje Pan stwierdzenia, że samorząd nie powinien w dobie kryzysu wydawać pieniędzy na sztandary i pomoc dla straży pożarnej?

- Niektórzy radni od kilku miesięcy chcą za wszelką cenę zabłysnąć, wypowiadając się w taki sposób. W ubiegłym miesiącu mieliśmy już problem z pomocą dla gminy Bałtów, gdzie jedna rodzina znalazła się na skutek pożaru w sytuacji tragicznej, straciła dach nad głową i cały dorobek. Wójt Bałtowa zwrócił się do mnie o pomoc i użyczenie im mieszkania na kilka miesięcy w ramach pomocy partnerskiej, która była jednym z moich haseł wyborczych. Zrobiłem to wbrew opinii komisji i dobrze, bo trzeba sobie wzajemnie pomagać. Teraz jesteśmy przed 20- leciem samorządu, jesteśmy gminą z tradycjami i to sami radni zgłaszali pomysł ufundowania w końcu sztandaru. Natomiast jeśli chodzi o policję i straż pożarną, to teraz mamy przestać im pomagać? Bezpieczeństwo mieszkańców jest jednym z najważniejszych zadań samorządu, MSWiA tnie na potęgę wydatki w budżecie i jeżeli jeszcze samorządy się teraz odwrócą, to za chwilę okaże się, że nie ma patroli, straż pożarna może dojedzie na resztkach paliwa, ale nie będzie miała sprzętu, żeby ratować ludzi. Trzeba być odpowiedzialnym za to, co się mówi.

- Wczoraj Rada Miasta przegłosowała uchwałę o wypłaceniu Panu tzw. trzynastki, co już zostało na forach uznane za niesłusznie przyznaną nagrodę.

- To nie jest nagroda. "Trzynastka" wynika z prawa pracy i jest częścią wynagrodzenia rocznego przysługującego pracownikom samorządowym. Nie mam nic do ukrycia, a wiadomo, że zarobki samorządowców zawsze budziły i budzą emocje, ciekawość. Ktoś chce na tych emocjach pograć.

- Wspomniał Pan o programach naprawczych spółek gminnych. Jedną z nich jest Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji, którego strategię przedstawiliście przed kilkoma tygodniami. Nie tylko ja miałam wtedy wrażenie, że wszyscy oczekiwali po niej czegoś więcej.

- Nie o wszystkich zapisach możemy mówić. Mogę powiedzieć, że jeżeli zarząd i załoga będą ściśle przestrzegać zapisów i dążyć do poprawy sytuacji, to uratujemy to przedsiębiorstwo. Nie chcę za kilka lat mówić o porażce programu naprawczego. Sytuacja dojrzała do tego, że załoga również powinna zrozumieć istotę problemu. MPK nie będzie bez końca dotowane z budżetu, tam trzeba podjąć szybkie działania i przeprofilować ją, by mogła sama funkcjonować na rynku przewozowym i być konkurencyjna do tych, którzy mogą się w każdej chwili pojawić.

- Nowe rozporządzenie Unii Europejskiej dotyczące transportu publicznego, które wejdzie w życie pod koniec roku, da jej szansę czy raczej pogrąży całkiem?

- Mamy przed sobą długi okres przejściowy, ale szansę dają na przykład zapisy, że operatorem transportu może być gmina. Jestem zdania, że dobry czas dla transportu publicznego przyjdzie po roku 2013. Już dziś Parlament Europejski pracuje nad kilkoma rozwiązaniami z zakresu transportu publicznego, dostrzega się konieczność wsparcia tego sektora i możliwe pozytywne efekty, jak czystsze powietrze. Wsparcie dla niego będzie w kolejnym okresie programowania większe niż dotąd.

- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 18661 razy,
ostatnio: 2019-12-14 03:47:29
Skomentuj artykuł:
Powrót