Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2008-02-25

Przywrócona normalność

Koalicja oparta na zaufaniu

Minęło sto dni rządu Donalda Tuska. O ich ocenę poprosiliśmy Bogusława Włodarczyka, prezesa Zarządu Powiatowego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Opatowie, gdzie partia osiągnęła najlepszy wynik w skali kraju.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
-Jak dotychczasowe rządy ekipy premiera Donalda Tuska postrzegane są z perspektywy struktur powiatowych partii współrządzącej i przez lokalny samorząd, bo przecież jest Pan przewodniczącym Rady Powiatu Opatowskiego?

- Dzięki wyborcom PSL jest partią rządzącą na terenie powiatu opatowskiego, jak też województwa i kraju. W wywiadzie udzielonym "Wiadomościom Świętokrzyskim" przed wyborami mówiłem, że tam gdzie rządzi PSL, jest spokój, kultura, wzajemne zaufanie i normalność. Tak jest zarówno na terenie województwa, gdzie potrafimy się porozumieć z PO i PiS i przez te 100 dni na terenie kraju. Na pewno wróciła normalność. Trudno oceniać sto dni, gdyż ocena prac rządu wymaga pewnej perspektywy. Ale tak jak rząd premiera Marcinkiewicza przez pierwsze sto dni miał pozytywne efekty, tak ten rząd zapewnił spokojne funkcjonowanie. Na pewno są sprawy, które nie idą tak jakbyśmy chcieli. Szczególnie w rejonie rolniczego powiatu opatowskiego, niepokoi sytuacja na rynku przetworów. Mamy na giełdach w Polsce półtusze duńskie po 4,05 zł za kg, do Polski trafia mleko z Niemiec po 1 zł. Co prawda częściowe otwarcie rynku rosyjskiego dało nadzieję na pewną stabilizację, ale tylko 20 zakładów przetwórstwa mięsnego, trzy spółdzielnie mleczarskie i dwie firmy prywatne mają pozwolenie na eksport. Jako prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Bidzinach też wystąpiłem o pozwolenie na eksport do Rosji. Bardzo ważne, aby to polscy lekarze weterynarii, tak jak do UE wydają pozwolenie czy zakład spełnia normy, robili w przypadku eksportu do Rosji.

Na pewno nie są rozwiązane problemy pracowników sfery budżetowej, a szczególnie nauczycieli, gdyż z jednej strony oczekiwania płacowe zostały rozbudzone, a z drugiej są ograniczone możliwości budżetu. Ale przede wszystkim nie jest rozwiązana sytuacja w szpitalnictwie. Na form Związku Powiatów Polskich sprzeciwiliśmy się propozycji rządu, konkretnie PO i pani minister Kopacz, by szpitale powiatowe przechodziły pod zarządy województw. Nie wyobrażamy sobie, żeby decyzje w sprawie szpitala w Opatowie zapadały na szczeblu wojewódzkim, tym bardziej, że w ten szpital samorząd powiatowy włożył dużo pieniędzy.

Krytycznie także oceniamy niewyjaśnioną sytuację polskich żołnierzy aresztowanych po masakrze w Afganistanie. Uważamy, że ta sprawa ciągnie się za długo. Oczekiwaliśmy pewnego wyciszenia od ministra sprawiedliwości, tego nie ma. Oczekujemy także reformy i przyspieszenia działań sądów, szybszego zapadania wyroków.

-Opozycja zarzuca, że rząd nie jest przygotowany do pracy, zaniedbany jest proces legislacyjny.

-Uważam, że to bardzo dobrze, że Sejm nie "produkuje" ustaw. Bywało tak, że parlament przyjmował ustawy, nie wiedząc co przyjmuje, czasami sprzeczne ze sobą. Całe szczęście, że poprzedni rząd, a przez to i Sejm zajmowały się np. historią, kombatantami, donosicielami itp., natomiast nie majstrowały przy gospodarce. Dzięki temu się rozwijała. Przykładem legislacyjnego bubla może być przyjęta w ubiegłej kadencji Sejmu ustawa o sklepach wielkopowierzchniowych. Weszła ona w życie we wrześniu roku ubiegłego, a do tej pory nie ma rozporządzeń wykonawczych. Komu to służy? Wielkie sieci handlowe już pobudowały co miały wybudować, teraz blokuje się powstawanie średnich sklepów, które mogłyby być konkurencją hipermarketów.

- Wracając do sądownictwa o którym Pan mówił, jak oceniacie pomysł likwidacji sądów 24-godzinnych.

- Pomysł w samym założeniu był bardzo dobry. Miał ukrócić te niewielkie, ale bardzo uciążliwe przestępstwa. Za tym pomysłem nie poszły inne rozwiązania. Dziś potrafi się w ciągu 24 godzin ukarać pijaczka, który stoi pod sklepem, albo chłopa, który nie ma światła przy wozie, ale już zwykłego chuligana ukarać o wiele trudniej. Uważam, że 24-godzinne sądy nie zdały egzaminu. Nas interesuje, żeby wyroki zapadały szybko, a nie jak w przypadku Dochnala, który po kilku latach przetrzymywania nie wiadomo czy jest winny czy nie.

- Z tego co Pan powiedział wynika, że macie jako PSL trochę inne oczekiwania niż koalicjant. Krytykuje Pan pewne propozycje, chociażby w służbie zdrowia. W krytyce oczywiście dalej idzie Prawo i Sprawiedliwość, które nie pozostawia suchej nitki na rządzie za te sto dni. Padają słowa o braku przygotowania do rządzenia, o blamażu, a w spocie reklamowym mamy wilka- Tuska, który naobiecywał, a potem oszukał babcię, no i jak jest to w bajce o "Czerwonym Kapturku" mamy człowieka, który przychodzi na ratunek. Jest nim Jarosław Kaczyński.

- Prawo i Sprawiedliwość tym spotem rzeczywiście zrobiło bardzo dobrą robotę. Pokazało, że pan Kaczyński nadaje się na gajowego, nawet nie na leśniczego, bo leśniczy musi zarządzać, a gajowy tylko naganiać. Faktem jest, że nie do końca wszystko nam się podoba. Minister Ziobro bez przerwy mówił o otwarciu korporacji prawniczych, a przez dwa lata żadna korporacja adwokacka nie została otwarta, aby umożliwić młodym ludziom pełnienie funkcji adwokatów, radców prawnych, choćby po to, żeby zwolniły się ceny usług. Zbyt mało mam informacji na temat reformy minister Kopacz, ale uważam, że propozycje są zbyt chaotyczne. Jedno jest pewne, coś ze służbą zdrowia trzeba zrobić. Strajki nie są efektem działania tego rządu. Proszę zauważyć, że prywatna służba zdrowia rozwija się bardzo dobrze. Jeśli nie zmienimy podejścia do państwowej służby zdrowia, to za kilka lat większość z nas będzie się leczyć w prywatnych placówkach. Faktem jest, że podejmując się reform trzeba liczyć się z narażeniem się bardzo wielu wpływowym grupom, od lekarzy, poprzez koncerny farmaceutyczne.

- Pewne rzeczy nie podobają PSL się w koalicji?

- Nie podobają się rozwiązania proponowane przez niektórych ministrów. Dlatego Związek Powiatów Polskich zajął negatywne stanowisko w kwestii reformy zaproponowanej przez minister Kopacz. Po to minister zgłasza projekty, żeby koalicjanci mieli możliwość wypowiedzenia się. My nie mamy konfliktów, ale chcemy wspólnie wypracować pewne rozwiązania, które najlepiej będą służyć Polsce.

- W koalicji jesteście tą słabsza partią. W takim razie jesteście "przystawką" czy partnerem dla PO?

- Przystawki się zjada.

- Ale ostatnie sondaże pokazują, że poparcie dla PO oscyluje nadal wokół 50 procent, tymczasem według niektórych PSL jest poniżej progu wyborczego, a więc tak, jakbyście byli zjadani.

- Zjedzenie nas przez Platformę wyglądałoby tak, jakby lis zjadł słonia. Jesteśmy ponad stutysięczna partią, w powiecie opatowskim mam 1484 członków. Z całym szacunkiem dla mojego koalicyjnego partnera, ale członków wszystkich partii działających w Opatowie mógłbym wsadzić do autokaru i jeszcze zostało by miejsce na orkiestrę. Proszę zauważyć, że ordynacja wyborcza promuje silne ugrupowania. Gdyby wybory były proporcjonalne, to świętokrzyskie PSL miałoby czterech, a nie dwóch posłów w obecnej kadencji. Poza tym PSL ma bardzo silną pozycję w samorządach, szczególnie w mniejszych ośrodkach. Podobnej nie ma żadna siła polityczna. Pozycja ta ugruntowana jest od dziesiątków lat. Bardzo ważne jest w koalicji wzajemne zaufanie, a nie pisanie wielostronicowych porozumień, które później i tak nie są wykonywane. Premierzy Tusk i Pawlak nie kłócą się, a proszę przypomnieć sobie sytuację w poprzednich koalicjach. Zawsze były zgrzyty i to pokazywane na zewnątrz. Obecni koalicjanci nie komentują swoich poczynań, starają się wypracować najlepsze rozwiązania. Oczywiście są różne zdania, ale gdybyśmy byli jednomyślni to tworzylibyśmy z Platformą jedną partię.

- Mówi Pan o zaufaniu, a jak to się ma do "wycięcia" świętokrzyskich projektów z list indykatywnych m.in. programu Infrastruktura i Środowisko i pozbawienie ich unijnych dotacji?

- Całą uroda pana premiera Gosiewskiego, czy jak to sam mówił, potomka hetmana Gosiewskiego z Gosiewa polegała na tym, że był w stanie obiecać wszystko. Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś spytał pana Gosiewskiego czy wybuduje most ze złota na Kamiennej w Ostrowcu, to zapytałby z ilu karatowego kruszcu ma być. Mówiąc poważnie, to PiS wszystkim wszystko obiecywał. Przekonywano, że pieniędzy ma być tyle, że urwą się nam kieszenie. Miałem nadzieję, że tamten rząd porządzi jeszcze dwa lata właśnie po to, żeby okazało się, że "król jest nagi". Brakłoby pieniędzy w Brukseli, albo musiałyby być wzięte tylko na województwo świętokrzyskie, żeby te projekty były zrealizowane. Przynajmniej połowa projektów w skali kraju wpisanych na listy indykatywne nie miała pokrycia. Były to więc wirtualne pieniądze i wirtualne obietnice. Z projektami nie da się zrobić tego, co robił PiS ze szkoleniem funkcjonariuszy BOR czy wywiadu, że wystarczyło kilkanaście dni, by stali się oficerami. Wnioski trzeba dopracować.

- Ale mimo wszystko można było dać więcej na województwo świętokrzyskie znajdujące się na tzw. ścianie wschodniej.

- Jako mieszkaniec tego województwa chciałbym, żeby jak najwięcej pieniędzy przyszło do niego. Ale z tego co wiem inwestycje drogowe mają być realizowane, most w Połańcu ma być budowany, droga wojewódzka Ostrowiec- Ożarów również, mają być realizowane inne inwestycje. Które projekty wypadną, to zobaczymy. Przecież minister nie dała środków dlatego, że zamknęła w kasie, po prostu rząd stara się wypośrodkować i podzielić pieniądze na teren całego kraju.

- Wracając do zaufania wśród koalicjantów, dlaczego tak długo nie był obsadzony urząd wicewojewody świętokrzyskiego? Czyżby zaproponowany przez PSL starosta kazimierzowski nie odpowiadał Platformie?

- Rzeczywiście PSL zaproponowało na wicewojewodę starostę powiatu kazimierzowskiego Jana Nowaka. To nie Platforma zablokowała tę kandydaturę, ale nasze władze centralne. Uznano, że nie ma potrzeby zmieniać starosty powiatu kazimierzowskiego, dlatego zaproponowano młodego człowieka. To fakt, że jako ostatni obsadziliśmy stanowisko wicewojewody, ale zrobiliśmy to z klasą, a nie jak przypadku pana Grossa z Samoobrony, który na siłę był wpychany do rad nadzorczych Radia Kielce, Starachowickiej Strefy Ekonomicznej itd.

- Mija sto dni nowego rządu. Proszę powiedzieć, czy ten rząd przetrwa pełną kadencję? Czy mogą pojawić się jakieś pęknięcia?

- Na pewno koalicja przetrwa trzy lata, do wyborów prezydenckich. To zawsze rodzi pewne napięcia. Poza tym obie partie mówią o przeniesieniu wyborów z jesieni na wiosnę, atak aby nowy rząd nie musiał realizować budżetu poprzedniego, tylko miał czas na przygotowanie własnego. Polsce jest potrzebna stabilizacja, dlatego ta koalicja powinna rządzić maksymalnie długo, zapewniając wzrost gospodarczy i rozwój, wprowadzając nas do strefy euro. Jeśli chodzi o pęknięcia, to proszę sobie wyobrazić, że przez ostatnie dwa lata było sześciu ministrów rolnictwa i trzeba się liczyć, ze w każdej instytucji tzw. okołorolniczych zmieniło się sześciu dyrektorów. Chyba nie trzeba mówić, jak dezorganizuje to normalne funkcjonowanie. O rządzie Tuska można powiedzieć jedno. Zapewnił nam, że kiedy rano słyszymy pukanie do drzwi, to nie są to chłopcy z ABW czy CBA. Przywrócił normalność, a na sukcesy czy wpadki tego rządu będziemy mieli czas w najbliższych miesiącach.

- Dziękujemy za rozmowę
/A. Śledzińska, W. Frańczak/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 18491 razy,
ostatnio: 2019-12-14 11:56:56
Skomentuj artykuł:
Powrót