Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2007-10-15

Polityka na drugim miejscu

Głowa pełna pomysłów

Jarosław Kuba działa na lokalnym rynku od 1992 roku. Jest znany z pracy w wielu organizacji pozarządowych, a także aktywnego działania w gminie Bałtów i współtworzenia Bałtowskiego Paroku Jurajskiego. W Ostrowcu Św. jego osoba budzi skrajne emocje, czasem nawet kontrowersje, mimo to zdecydował się kandydować na posła.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Wczoraj w programie telewizji lokalnej wystąpił były prezydent Ostrowca Św. Jan Szostak, który negatywnie ocenił ostatni rok rządów koalicji TOS- PiS w mieście i powiecie. Mówił również o wyborach i oceniał kandydatów na posłów. Zgadza się Pan z tym, co usłyszał?

- W jednej kwestii muszę się zgodzić. Osobiście jestem również za wprowadzeniem okręgów jednomandatowych. Mieszkańcy mają prawo głosować na konkretne osoby, zamiast na ugrupowania. Jeżeli chodzi o dokonaną przez pana Szostaka analizę tego, co się dzieje w mieście, to mam prawo się z tym nie zgodzić. Były poruszone kwestie wakacyjnych imprez, które podobno wcale się nie odbywały. Uważam, że Ostrowiec Św. w tym roku miał bardzo bogatą ofertę kulturalną i artystyczną. Wystąpiły zespoły Raz Dwa Trzy, Dżem, Bad Boys Blue, Kasa Chorych, Maryla Rodowicz czy Martyna Jakubowicz. W wakacje praktycznie co weekend coś się działo. Imprezy cieszyły się ogromną popularnością i wynikały z potrzeby mieszkańców, a nie jak rok temu, z sytuacji przedwyborczej. Nie można dyskredytować tych działań, bo MCK realizował je z optymizmem i dużym polotem. Poza tym pokazaliśmy, że można w powiecie robić imprezy, nie konkurując ze sobą, a konsultując terminy wcześniej. Dzięki temu mieszkańcy mogli jednego tygodnia uczestniczyć w Pikniku Gombrowiczowskim, następnego w Świętokrzyskim Pikniku Jurajskim, a potem w Dniach Ostrowca.


- Padły też ostre słowa dotyczące działalności Bałtowskiego Parku Jurajskiego, z którym jest Pan mocno związany i sugestia, że można by połączyć dwa samorządy.

- Ostrowiec i Bałtów funkcjonują oddzielnie, z tym, że Ostrowiec bez Bałtowa może istnieć, a Bałtów bez Ostrowca nie, choćby ze względu na instytucje i urzędy. Na szczęście od roku udaje nam się budować zdrową współpracę. Przecież z turystów, którzy odwiedzają Bałtów, korzysta również Ostrowiec. To co było niemożliwe wcześniej, da się teraz zrobić. Na przykład reklama Bałtowa może stanąć przy pływalni, a billboard "Rawszczyzny" na terenie Parku. Turyści, którzy przyjeżdżają do Bałtowa, niedługo także na stok narciarski, pewnie będą chcieli z niej skorzystać. W tym zakresie były kilkuletnie zaniedbania, teraz nad nimi pracujemy. Odrębność administracyjna oczywiście musi być, ale turystyka nie ma granic i stawiamy na współpracę w tych obszarach.


- Turystyka jest dziedziną, o której mówi Pan często i chętnie. To także filar kampanii wyborczej? Co poza tym Jarosław Kuba może zaproponować wyborcom?

- Turystyka jest ważna, ale zdaję sobie sprawę, że nie rozwiążę problemów mieszkańców Ostrowca czy powiatu. To dziedzina, na której się znam, poruszam się w niej bez problemów i od kilku lat sukcesywnie włączam w działania, które przyczyniły się do tego, że ziemia ostrowiecka znana jest dziś w całej Polsce. Mówiąc o czymś więcej, trzeba dodać, że turysta nie przyjedzie tam, gdzie są fatalne drogi, gdzie jest brudno, nie ma ładu, infrastruktury, promocji danej miejscowości. Turyści przyjeżdżają tam, gdzie czują się dobrze, bezpiecznie i mają przedstawioną szeroką ofertę. To nie jest tylko kwestia parku jurajskiego czy rezerwatu "Krzemionki". Chodzi o to, by turysta dobrze się tu czuł. Posłowie z Ostrowca muszą zrobić wszystko, by doprowadzić do rozwiązania problemu z siecią dróg i to niezależnie od ugrupowania. Wszyscy będą musieli zadbać o to, by propozycje miasta i powiatu złożone do Regionalnego Programu Operacyjnego znalazły wsparcie i dofinansowanie. Jest wiele spraw do załatwienia, jak budowa piątego etapu ul. Zagłoby czy Ostrowiecki Browar Kultury. To wciąż niewyjaśniona sprawa i bez względu na jej zakończenie to miasto zasługuje na to, by po kilkunastu latach nie było już zagrożenia, że ktoś może wyrzucić kulturę. Na budowę centrum kultury z prawdziwego zdarzenia też będą potrzebne pieniądze. Kolejne wyzwanie to budowa hali widowiskowo- sportowej, o niej marzą tysiące mieszkańców. Dziś nie ma gdzie zrobić koncertu, nie ma wielofunkcyjnego obiektu. Konieczna jest przebudowa drogi wojewódzkiej nr 754 od Nowej Słupi aż po Czekarzewice. Każdy, kto będzie posłem, musi się w te działania włączyć, usiąść z włodarzami i spytać, co jest dla nich priorytetem. Tak sobie to wyobrażam.


- Co jest priorytetem dla Ostrowca Św.?

- Tereny inwestycyjne. Jestem całym sercem za tym, by na początek te planowane 100 ha było uzbrojone i przygotowane dla inwestorów. Do tego trzeba maksymalnie wzmocnić promocje gospodarczą i turystyczną, bez których obecnie miasto nie ma racji bytu. Im więcej będzie inwestorów z zewnątrz, tym więcej miejsc pracy, bo tak najbardziej wszystko się do tego sprowadza. To też nie jest żadne odkrycie, wszyscy o tym mówią, problem tylko jak to zrobić. W Bałtowie się udało. Nie chodzi o to, czy komuś park jurajski podoba się, czy nie. Fakt jest taki, że bezpośrednio 120 osób znalazło tam pracę i nie muszą wyjeżdżać za granicę, żeby zarobić na życie. Ostrowiec ma oczywiście o wiele większe problemy, ale i większe możliwości. Drzemią one m.in. w dziedzictwie przemysłowym, w tej chwili poszukujemy koncepcji na wykorzystanie go. Dla poprzedniego prezydenta wizją dla miasta była turystyka zakupowa, czyli postawienie paru supermarketów dla okolicznych mieszkańców. Ostrowiec kiedyś stał hutnictwem, a dziś jest trend na turystykę dziedzictwa przemysłowego. Trzeba je wykorzystać tak jak w Końskich czy Starachowicach. Ostrowiec zrobił w tym kierunku niewiele do tej pory i jest to wyzwanie na przyszłość. Młodzi mieszkańcy, którzy nigdy nie byli w hucie i nie mają nic z nią wspólnego powinni wiedzieć, że miasto w latach 70. ubiegłego stulecia rozwinęło się jako ośrodek hutniczy. Trzeba temu oddać szacunek.


- Po kilka dniach zawirowań dostał Pan na liście kandydatów miejsce 21. To rozczarowało?

- Mam nadzieję, że miejsce 21 będzie dla mnie szczęśliwe. Przyjęło się, że jest to "oczko", czyli gwarancja sukcesu i wygranej. Miejsce jest wynikiem mojej słabej aktywności politycznej. Nie ukrywam, że polityka nie jest dla mnie najważniejsza. Mieszkańców tak naprawdę nie interesuje, która partia polityczna wybuduje szkołę, wyremontuje drogę, ważne jest żeby to zostało zrobione. Taką mam wizję, żeby funkcja posła była narzędziem do realizacji celów, a nie celem samym w sobie. Z poziomu radnego powiatowego czy dyrektora stowarzyszenia nie mam możliwości takiego działania. Gdybym był politykiem z krwi i kości, to pewnie byłbym wyżej. To nie jest sens mojego życia, więc jestem na 21 miejscu. Wierzę, że wyborcy docenią moją 15-letnią działalność i znajdą mnie na liście. Poza tym ludzie mają już dość polityki. Czytamy gazety, włączamy telewizor, a tam ciągle ktoś się z kimś boksuje. To jedna wielka arena. Rozumiem, że są ludzie z różnych ugrupowań, ale różnijmy się pięknie, miejmy wspólne cele, prowadźmy rozmowy, a nie koncentrujmy się na podstawianiu nogi. To jest bardzo polskie, ale ja wolę rozmawiać.


- To Pan jest osobą, której podstawiono nogę informując prokuraturę, że przekroczył Pan limit kampanii wyborczej.

- Podchodzę do tego bardzo spokojnie, bo znam swoje możliwości. Mój sztab działa bardzo skutecznie i z kampanią ruszyliśmy jako pierwsi. Oczywiście pomyłek się nie uniknie, ale chciałbym aby pan Sułek nie robił sobie kampanii za pomocą mojej osoby. Chciałbym posłuchać jego, ile razy jako poseł zabrał głos w Sejmie, jakie sprawy poruszył, co faktycznie udało mu się zrobić dla miasta i okolic, jaki problem rozwiązał systemowo. Nasi parlamentarzyści powinni reprezentować nas godnie, a nie poprzez interwencje z policją czy coca-colą wypadającą z reklamówki. Życzę mu jednak jak najlepiej, bo skoro w ostatnich w wyborach dostał się do Sejmu, to znaczy, że jakaś liczba mieszkańców oddała na niego głos. Osobiście się z nim nie zgadzam i mam do tego prawo, głosu na niego na pewno nie oddam, bo mam zupełnie inne przekonania, ale szanuję jego wyborców.


- Wracając do zarzutów posła Leszka Sułka, jak to jest z finansowaniem Pańskiej kampanii? Limit został przekroczony czy nie?

- Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak komitet wyborczy Jarosława Kuby, jest Komitet Wyborczy PO RP i jak każdy mam obowiązek ustawowy rozliczyć się z puli na kampanię określonej w ordynacji. Nie ma czegoś takiego jak limit dla Jarosława Kuby, tylko określona kwota na komitet rozdysponowana na 32 kandydatów. Jeśli chodzi o moją kampanię, to skupiłem się głównie na Ostrowcu Św. Prowadzę ją w dwóch kierunkach. Rozwiesiliśmy cztery billboardy, plakaty i ulotki, zamieściliśmy reklamy tylko w lokalnych mediach. Skoncentrowałem się na powiecie ostrowieckim, bo tu działam, w mniejszym stopniu na Sandomierzu, Staszowie i Opatowie. Druga forma kampanii, o wiele trudniejsza, to bezpośredni kontakt z ludźmi. Staram się być tam, gdzie skupiska ludzi, rozdaję ulotki, rozmawiam. Spotykam się z różnymi reakcjami, za i przeciw, czasem z agresją. Ciekawe, że marka polityczna jednak odgrywa dużą rolę. Czasami, gdy powiem, z jakiej partii kandyduję, to ktoś dziękuje i odchodzi, albo wręcz przeciwnie- wyraża sympatię. Myślę, że wszyscy kandydaci się z tym spotykają. Cieszę się, że mój sztab jest skuteczny i sprawny, ja też mam zamiar tak działać jako poseł. Kampanii nie muszę się wstydzić, rozpocząłem ją jako pierwszy, więc moje plakaty wisiały kilka dni i nikt ich nie zaklejał, bo inni zaczęli później. Nie chciałbym, żeby mnie winiono za to, że jestem aktywny, skuteczny, mam pomysły i wdrażam je w życie.


- Pana aktywność można zauważyć na ostrowieckim forum internetowym, gdzie często bierze Pan udział w dyskusjach. To też element kampanii? Jakieś pytania internautów zaskakują?

- Jestem tym, o którym mówi się tam najwięcej. Skoro wzbudzam emocje, to znaczy, że ludzie mnie znają i albo widzą moją działalność pozytywnie albo negatywnie. Jest o czym dyskutować. Na forum istnieję jako "kubajarek" i staram się odpowiadać na konkretne pytania, oczywiście te mądre, a nie typu "czy bije pan żonę". Na bzdury nie odpowiadam, bo wychodzę z założenia, że nie ma głupich pytań, są głupie odpowiedzi. Było pytanie czy piję, palę, biorę narkotyki. Odpowiedziałem, że nigdy nie paliłem, nie brałem, a piję czasami ze znajomymi, jak każdy normalny człowiek. Są konkretne pytania o przyszłość miasta i na nie najchętniej odpowiadam. Jest oczywiście grono forumowiczów, którzy raczej oceniają. Mówią, że jestem politykiem, za chwilę pojawia się post, że nie jestem. Są odwołania do wyborów samorządowych, osoby wbijające szpilę, mówiące, że zdradziłem PO, bo poszedłem z TOS. Jak miałem nie iść, skoro PO połączyła się z panem Szostakiem i panią Kamińską, tylko dlatego, że zdecydowało tak dwóch panów? Nie było mi z nimi po drodze. Miałem oczywiście dyskomfort i kosztowało mnie to wiele odwagi. Jedni nazywają to zdradą, inni trzymaniem się zasad. Na swój sposób obie strony mają rację. Nie mogłem iść z do wyborów z prezydentem Szostakiem, który wielokrotnie dyskredytował działania moje i moich kolegów. Nie mógłbym udawać, że czuję się z tym dobrze.


- Był Pan wczoraj zaskoczony pojawieniem się prezydenta Szostaka w telewizji, w roli wyborczego eksperta?

- Byłem zaskoczony. Nie wiem, czemu to służyło.


- Niedawno usłyszeliśmy głos oburzenia faktem, że występuje Pan jako realizator inwestycji przy ul. Iłżeckiej i na placu zabaw w os. Ogrody. Są osoby, które twierdzą, że nieprawnie uzurpuje Pan sobie zasługi.

- Dokładnie 29 marca na sesji Rady Powiatu zgłosiłem interpelację w sprawie zlokalizowania i budowy ścieżki rowerowej. Asfaltowej, a nie z kostki, oddzielonej od ciągu pieszego. Jest to zapisane w dokumentacji. Jeśli przychodzą do mnie mieszkańcy i proszą o interwencję w jakiejś sprawie, staram się to zrobić. Chcę jak najlepiej wywiązywać się z roli radnego. Interpelację poprzedziłem wiedzą na temat środków, które Starostwo Powiatowe otrzymało w ramach współpracy z firmą Castorama. Pojawiły się więc środki do zagospodarowania. Potem były rozmowy między miastem i powiatem, bo starostwo samo nie było w stanie sfinansować tej inwestycji. Fakt jest taki, że ścieżka dzisiaj jest. Nie uzurpuję sobie pomysłu na jej wybudowanie i doceniam wcześniejsze starania. Jest jeszcze natomiast kwestia skuteczności, a dotąd te sprawy były cały czas odsuwane na dalszy plan. Podobnie jak modernizacja placu zabaw. Niewątpliwie mówiło o tym od lat wiele środowisk. Jak zostałem radnym, mieszkańcy przycisnęli mnie, żeby coś z tym zrobić. Po pół roku wydeptywania ścieżek, dziś rozpoczyna się modernizacja. Nie twierdzę, że ja to wymyśliłem, mówię, że wsparłem działania. Jest wiele spraw, które mogę uznać za swoje, autorskie, jak programy ekonomii społecznej na Bursztynowym Szlaku, program Leader +. Stworzyliśmy jedno z pierwszych w Polsce przedsiębiorstw społecznych. To dziedziny, na których niewielu ludzi się zna, a ja się nimi fascynuję. Będąc w Sejmie jako poseł, będę mógł również podejmować działania, które być może usprawnią sektor pozarządowy i stworzą dogodne warunki do rozwoju partnerstwa trójsektorowego. To jest moja polityka i nie mam zwyczaju okłamywać ludzi. Jeśli ktoś mnie pyta na ulicy, co zrobię w kwestii emerytur, mówię szczerze, że swoim jednym głosem niewiele będę mógł zdziałać. Będę robił wszystko, by także moi rodzice, dziadkowie mieli większe emerytury, ale nie mogę powiedzieć, że będą większe od zaraz, bo to nie tylko ode mnie zależy. Nie zwykłem obiecywać czegoś, czego nie jestem w stanie zrobić.


- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 20729 razy,
ostatnio: 2019-12-06 22:35:52
Skomentuj artykuł:
Powrót