Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2007-11-05

Trener z charyzmą i doświadczeniem

Andrzej Wiśniewski: Moje CV jest dobre

Od 1 stycznia 2008 roku nowym szkoleniowcem III-ligowych piłkarzy KSZO Ostrowiec Św. będzie Andrzej Wiśniewski. W środę złożył podpis pod półtoraroczną umową. Chwilę później rozmawiał z "Wiadomościami Świętokrzyskimi" o swoim doświadczeniu w pracy trenerskiej, metodach pracy oraz zdradził dlaczego wybrał właśnie Ostrowiec Św.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Czy negocjacje z KSZO były trudne?

- Przed moim przyjazdem ustaliliśmy ramówkę, wokół której będziemy się poruszali. Chodziło zarówno o kwestie finansowe jak i zadanie jakie przede mną zostanie postawione. I ta ramówka była na tyle zachęcająca, że postanowiłem przyjechać. Nie przyszedłem tu dorobić się finansowo. Od siedmiu lat nie miałem tak niskiego kontraktu. Dla mnie ważniejsze w negocjacjach było to, ile będą miał obozów szkoleniowych, czy za jaką kwotę będę mógł przeprowadzić transfery do klubu. Faktem jest, że obecnie jestem trenerem bez pracy, ale to też nie jest tak, że KSZO było pierwszym klubem, który w ostatnim okresie do mnie się zgłosił i złożył ofertę.


- Jakie jeszcze kluby wchodziły w grę?

- Miałem dwie oferty z klubów drugoligowych, a w trzecim klubie byłem bardzo poważnym kandydatem. Przynajmniej cztery kluby trzecioligowe chciały bym do nich przyszedł. Odrzuciłem te oferty. Wybrałem KSZO. Nie jestem pierwszy raz w Ostrowcu Św. Muszę powiedzieć, że takich obiektów jak tu, w Polsce się zbyt wiele nie widuje. Takiej murawy jak tu, też w Polsce się zbyt często nie widuje. Jestem przekonany, że III liga to nie jest miejsce dla takiego klubu - z takim dorobkiem i takim zapleczem. Po meczu, który widziałem, meczu z liderem, miejsce które ta drużyna zajmuje to nie jest jej miejsce. Chyba, że był to wybryk natury. Ale jeśli nawet był to "wybryk", to myślę, że mam na tyle charakteru i temperamentu, że jestem w stanie spowodować, że ten poziom, który zaprezentował zespół w meczu z Wolbromiem, to będzie ten poziom, do którego będziemy kibiców przyzwyczajać.


- Jakimi sukcesami może się Pan pochwalić?

- Pracowałem z wieloma zawodnikami. Być może niektórym moje nazwisko się słabo kojarzy, bo Kowalskich czy Wiśniewskich jest strasznie mnogo. Mimo że w Ostrowcu Św. pracowali znani trenerzy, zapewne o nazwiskach bardziej znanych dla przeciętnego kibica, to proszę sprawdzić czy pracował w Ostrowcu trener, który ma na swoim koncie zwycięstwa w I lidze nad Wisłą Kraków i Legią Warszawa. Nie wiem czy pracował tu trener, który ma na rozkładzie dwóch selekcjonerów w bardzo poważnych meczach, gdzie obaj walczyli o swoje posady - to byli trenerzy Wójcik i Łazarek, którzy po meczach ze mną mieli ogromne problemy, by zachować pracę. I nie wiem też czy pracował tutaj trener, który ma w swoim dorobku 14 oficjalnych międzypaństwowych meczy. Podśmiewają się tu poniektórzy, że to reprezentacja Palestyny, a chyba tylko czterech lub pięciu polskich trenerów, bo nie wiem jak Kasperczaka liczyć, było trenerami obcych reprezentacji. I ja jestem wśród tej piątki.


- A w polskich ligach jakie są Pana dokonania?

- Wprowadziłem do II ligi Drwęcę Nowe Miasto Lubawskie, wprowadziłem Błękitnych Stargard Szczeciński - choć ostatnie mecze prowadził inny trener, bo zostałem zwolniony za to, że dość agresywnie upomniałem się u prezesa o pieniądze dla zawodników. Wprowadziłem Jezioraka Iława jako dwudziestokilkuletni trener do IV ligi. Zostawiłem po pierwszej rundzie Mazowsze Grójec na 2. miejscu. Z Polonii Warszawa zostałem zwolniony po trzech meczach, co uważam za kuriozalną decyzję, no ale zastąpił mnie trener o bardzo znanym nazwisku. Wyniki były średnio ważne. Z Unią Janikowo, zespołem mało znanym, w pierwszym roku pracy wywalczyłem baraże o II ligę. A wywalczyłem tylko baraże dlatego, że miałem to nieszczęście, że w tym czasie w naszej grupie był zespół, który nazywał się Kujawiak Włocławek. To były jeszcze takie czasy, o których teraz się mówi bardzo dużo we Wrocławiu i to był jeden z tych zespołów, które kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa, nie wdając się w szczegóły. Grałem z nimi dwa mecze i w obu dostawałem rzuty karne. Uważam, że moje CV jeśli chodzi o zdobycze punktowe i kluby, w których pracowałem, jest dobre.


- Jaki styl gry będzie preferował prowadzony przez Pana KSZO?

- Jestem zwolennikiem piłki ofensywnej. Brzydzę się wynikami 0:0. Rzadko zespoły, które prowadzę robią takie wyniki. Podejmuje ryzyko, zdecydowanie ustawiam się na ofensywę. Na wykładach pod tytułem "gra jednym napastnikiem" ja po prostu nie byłem. Wychodziłem sobie wtedy do galerii.


- Ma Pan też dość duże doświadczenie w pracy za granicą.

- Muszę powiedzieć tak, że pracując w Palestynie, praktycznie na rok mojej pracy osiem miesięcy przebywałem na różnych turniejach. Nie ukrywam, że obserwowałem treningi wybitnych szkoleniowców. Obserwowałem treningi reprezentacji Japonii, Iranu, Kuwejtu. Kataru. Uważam, że był to bardzo poważny i potężny staż. Mało trenerów z Polski miało taką możliwość. Poza tym nie ukrywam, że mieszkam niedaleko granicy niemieckiej i jak mam czas, a ostatnio miałem go dużo, to jeżdżę i obserwuję treningi klubów Bundesligi. Żeby nie skłamać, byłem już cztery razy w Hanoverze. Nie wykluczam, że jeszcze raz tam pojadę. Zawszę jadąc tam stawiam sobie jakiś cel w obserwacjach. Na bazie tego co tu się dowiedziałem, w tej chwili zwrócę uwagę na to, w jaki sposób doprowadzają tam do użytku zawodników po kontuzji. Dostałem tu długą listę zawodników kontuzjowanych. Część z nich jest na tyle wartościowa, że trzeba ich z głową i umiejętnie poprowadzić. Dlatego po zakończeniu rozgrywek III-ligowych pojadę do Niemiec i zwrócę przede wszystkim na to uwagę. Po prostu popytam. Jestem takim facetem, że jak czegoś nie wiem, to pytam. Ja się tego nie wstydzę.



- A jak się pan dogaduje z przełożonymi? Mieliśmy tu niedawno prezesa, z którym trenerom ciężko się było porozumieć.

- Jestem człowiekiem kontaktowym. Generalnie potrafię się dogadać z prezesami, aczkolwiek nie jestem ciepłą kluską, żeby prezes tupał na mnie nogą. Z prezesem, który miesza mi się do składu, pracuję dwa dni. Pierwszego dnia się witam, a w momencie kiedy on próbuje mi..., to ja po prostu odpalam samochód i wyjeżdżam. Współpraca jak najbardziej. Panowie prezesi, piłkarze, asystenci, masażysta - to jest jedno ciało. Jak to wszystko nie będzie się zatrybiało, to nie będzie wyniku. Jeżeli to będzie jedno ciało, to wszyscy będziemy zadowoleni. Gwarantuję, że jeżeli tak nie było, to tak będzie. Jeżeli to się komuś nie będzie podobało - sorry, ja już i piłkarzy i asystentów i kierowników wymieniałem - to też można sprawdzić. Piłkarzy, gwiazdy futbolu zostały przesunięte i szły do drugiej drużyny. Nazwiska wymienić? Proszę bardzo: Jurkowski - Orlen Płock, Dźwigała - Polonia Warszawa, Gołaszewski, Staniszewski z Orlenu - podobno nie do ugryzienia. Ja nie mam nic przeciwko kolorowym zawodnikom, jeżeli to są zawodnicy. Przez dwa lata nikt sobie z nimi nie mógł poradzić w Orlenie, a ja ich "wyczyściłem" w ciągu jednego dnia. Znam nazwiska piłkarzy z Nigerii, z którymi pracowałem i nie było z nimi żadnych problemów. Także nie można generalizować i mówić, że jak kolorowy, to na pewno be. Musimy być sprawiedliwi. Ale jest duże niebezpieczeństwo i wiem to z własnego doświadczenia, bo już wielu przez moje ręce przeszło, albo inaczej - odeszło. Są jednak perełki. Wystarczy spojrzeć na ligę francuską. Co by ona znaczyła, gdyby grali tam sami biali?



- Może poleciłby Pan kogoś z Palestyny?

- Nie, nie chcę tego. Aczkolwiek miałem tam w reprezentacji dwóch ludzi, którzy na pewno i tu nie mam wątpliwości, byliby nie do ugryzienia, jeżeli chodzi o pierwszą jedenastkę. Nie chcę się jednak w to mieszać.



- Dziękujemy za rozmowę.
/Jarosław Słodkiewicz/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 19895 razy,
ostatnio: 2019-12-11 19:17:40
Skomentuj artykuł:
Powrót