Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2007-11-19

Zrezygnował, bo zarzucono mu kłamstwo

W. Pionka- Na mnie osobiście PiS nie wywierał żadnej presji.

Na tydzień przed wyborami parlamentarnymi złożył rezygnację z pełnionej funkcji i na kilka tygodni znikł z życia publicznego. Natychmiast wywołało to spekulacje dotyczące przebiegu śledztwa w sprawie śmierci ojca ministra sprawiedliwości i naciskach, jakie mogły być wywierane na prowadzących je ostrowieckich prokuratorów. Po miesiącu od tamtych wydarzeń prokurator rejonowy Waldemar Pionka wrócił do pracy i opowiedział o powodach swojej decyzji.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Panie prokuratorze, co było powodem złożenia przez Pana rezygnacji z funkcji szefa Prokuratury Rejonowej w Ostrowcu Św.?

- Powodem mojej decyzji były nieporozumienia na linii Prokuratura Rejonowa w Ostrowcu Św.- Prokuratura Okręgowa w Kielcach. Było to związane z prowadzeniem przez nas śledztwa dotyczącego sposobu leczenia ojca ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro w szpitalu klinicznym w Krakowie. Nieporozumienia, o których mówię zaistniały w finalnej fazie śledztwa i dotyczyły mnie osobiście. Chodziło o zasadę wzajemnego zaufania między przedstawicielem instancji niższego rzędu i prokuratorem okręgowym. Uznałem, że jedyną możliwą reakcją w tej sytuacji jest złożenie wniosku do ministra sprawiedliwości, za pośrednictwem prokuratora okręgowego i prokuratora apelacyjnego, o odwołanie mnie z funkcji.

- Co zarzucił Panu prokurator okręgowy?

- Na razie nie chcę o tym mówić, ponieważ postępowanie, w którego tle doszło do tych wydarzeń, nadal trwa. Mówimy o tragedii rodziny zmarłego, której przyczyna nie została jeszcze ustalona, śledztwo nie zostało zakończone, więc muszę uwzględnić interesy rodziny zmarłego i uszanować tajemnicę śledztwa. Mogę powiedzieć na pewno, że chodziło o organizację finalnych szczegółów śledztwa i sprawy natury organizacyjnej, a nie merytorycznej.

- Kiedy otrzymał Pan informację o zastrzeżeniach prokuratora okręgowego?

- Pismo zostało nadesłane faksem 10 października.

- Wcześniej miał Pan sygnały, że sposób prowadzenia śledztwa nie podoba się w Kielcach?

- Oficjalnie było to jedyne stanowisko.

- A nieoficjalnie?

- Docierały do mnie bardzo zawoalowane sygnały.

- Nie sposób nie zapytać w tej sytuacji o wątek polityczny, chodziło przecież o ojca urzędującego ministra sprawiedliwości. Czy działacze Prawa i Sprawiedliwości wywierali naciski, by śledztwo było prowadzone w konkretnym kierunku?

- Mogę powiedzieć z całą stanowczością, że działacze polityczni PiS, ani jakiejkolwiek innej partii, w żadnej mierze nie usiłowali dowiadywać się o losy śledztwa ani wpływać na mnie. Nie mogę mieć w tej kwestii żadnych zastrzeżeń.

- Czy w takim razie naciski mogły być wywierane na prokuratora okręgowego Małgorzatę Perz?

- To przypuszczenia i nie chciałbym o nich mówić. Jest to tajemnica prokuratora wyższego szczebla. Nie czuję się kompetentny, by na to pytanie odpowiedzieć.

- Czy zarzuty, o których Pan mówi dotknęły w jakiś sposób prokuratora bezpośrednio odpowiedzialnego za prowadzenie tego śledztwa?

- Bezpośrednio nie, chociaż zapoznał się z pismem, w którym sformułowano zarzuty zarówno wobec mnie, jak i referenta sprawy. Podobnie jak ja, w odrębnym piśmie nie zgodził się z nimi i złożył wniosek o wyłączenie go z postępowania. Jednak wniosek ten nie został uwzględniony i będzie je dalej prowadził.

- Jest to na pewno konsekwencja nie przyjęcia Pana rezygnacji. Co doprowadziło do takiej decyzji ministra Zbigniewa Ziobro?

- Mój wniosek zawierał uzasadnienie rezygnacji i być może skłaniał do zastanowienia. Prokuratorzy, za których pośrednictwem został przekazany ministrowi, nie doprowadzili do zmiany mojej decyzji, ani do zmiany działań, które doprowadziły do całej tej sytuacji. W konsekwencji wniosek trafił do ministra i zostałem zaproszony na osobistą rozmowę. Minister miał wgląd do mojej teczki osobowej, a po rozmowie, w której przedstawiłem motywy działania ocenił, że mojemu postępowaniu nie można czynić żadnych zarzutów. Minister Ziobro rezygnacji nie przyjął i zwrócił się do mnie z prośbą o dalsze pełnienie funkcji.

- Liczył Pan na taką właśnie decyzję?

- Liczyłem się z każdą decyzją. Proszę pamiętać, że złożyłem wniosek na tydzień przed wyborami. Mogło to skłaniać do pewnych spekulacji, ale musiałem reagować szybko. Wyczekiwanie co się stanie za tydzień, uznałem za bezcelowe i przede wszystkim niemoralne. Uważam, że prokurator któremu czyni mu się zarzuty, szczególnie o mówienie nieprawdy, dotykające osobiście, powinien reagować szybko i bronić swojego honoru nie zważając na wydarzenia polityczne. Nie wiedziałem co będzie po wyborach, a procedowanie wniosku trwało około dwóch tygodni. Ostateczną decyzję podejmował jeszcze minister Zbigniew Ziobro i przecież mógł odwołać mnie z funkcji.

- Śledztwo pozostanie w ostrowieckiej prokuraturze?

- Sprawa jest w fazie finalnej i pozostanie w naszej prokuraturze. Czekamy na opracowanie kompleksowej opinii z wielu dziedzin medycyny, których przedstawiciele udzielą odpowiedzi na ponad 20 pytań. Być może umożliwi to prokuratorowi prowadzącemu śledztwo odpowiedź na główne pytanie, czy sposób leczenia ojca ministra w Klinice Kardiologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie narażał pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. To sprawa nietypowa, ciekawa i pouczająca. Wyjątkowa, jeśli chodzi o zakres ekspertyz, skomplikowana ze względu na ilość specjalistycznych dziedzin wiedzy. W swojej karierze zawodowej jeszcze się z taką nie spotkałem.

- Byłaby równie wyjątkowa gdyby nie chodziło o ojca ministra sprawiedliwości?

- To wywołuje jedynie element emocjonalny, który w prowadzeniu jej, przynajmniej w naszej prokuraturze, nie miał i nie będzie miał żadnego znaczenia. Jeżeli okaże się, że jakiekolwiek osoby z personelu medycznego naraziły życie pacjenta, wówczas trzeba będzie przedstawić im zarzuty. Jeśli takich dowodów nie będzie, wydamy postanowienie o umorzeniu postępowania. Nie ma mowy o przedstawianiu bezzasadnych zarzutów. Ocena dowodów należy do referenta sprawy, nie mam zamiaru wywierać na niego żadnych nacisków. Sam podejmie decyzję. Znając tego prokuratora jestem spokojny i wiem, że będzie zgodna z dowodami. Osoba ministra nie będzie tu miała żadnego znaczenia.

- Po tym wydarzeniu, jak wyobraża sobie Pan dalszą współpracę z Prokuraturą Okręgową w Kielcach, a szczególnie z jej szefową?

- To jest jedno z pytań, na które długo szukałem odpowiedzi. Nie ukrywam, że w ostatnich tygodniach doszło do osobistych spotkań zarówno z prokuratorem okręgowym, jak i apelacyjnym. Do momentu wystąpienia nieporozumień nasza współpraca układała się bez zarzutu i nie mamy do siebie żadnych uwag. Poza tym jesteśmy ludźmi dorosłymi i chociaż takie wydarzenia na pewno nie pozostaną bez śladu, współpraca w zakresie procesowym i organizacyjnym może i musi być prowadzona. Pewnie będziemy się obserwować z większą uwagą. Proszę mnie źle nie zrozumieć- nie ma we mnie "hura optymizmu". Ta sprawa dotknęła mnie zawodowo i prywatnie. Mam gorzką satysfakcję, że miałem rację, ale czuję też żal i rozgoryczenie, że trzeba było uciekać się do takich poczynań, o których stało się głośno, by bronić swojego stanowiska, słowa i honoru.

- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 19496 razy,
ostatnio: 2019-12-07 15:04:05
Skomentuj artykuł:
Powrót