Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2007-04-02

Skoncentrowany na pracy, a nie polityce

-Staram się wybierać fachowców, których znam i wiem, że są najlepsi-mówi o swoich współpracownikach Jarosław Wilczyński, prezydent Ostrowca Św.

Po stu dniach od rozpoczęcia nowej kadencji samorządowej, prezydent Ostrowca Św. Jarosław Wilczyński ma już pełny obraz tego, w jakim stanie przejął miasto. W rozmowie z "Wiadomościami" przyznaje, że kadencja poprzednika miała swoje plusy, ale pozostawiła też wiele niespodziewanych problemów.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Analizując przedstawiony radnym bilans otwarcia gminy, czyli podsumowanie finansowe do listopada 2006 roku, można stwierdzić, że były prezydent Jan Szostak zostawił ją w niezłej kondycji finansowej?

- Finansowo faktycznie nie jest źle, ale trzeba wziąć pod uwagę na przykład to, że na moje biurko trafiają pozwy od spółdzielni mieszkaniowych o wypłatę odszkodowań za brak lokali socjalnych, które gmina ma obowiązek zapewnić. To może pójść w miliony złotych. Zaległości w budownictwie mieszkaniowym sięgają wielu lat, jest to problem olbrzymiej skali. "Wiszą" nad nami także konieczność remontów zasobów czy umowa na budowę hali widowiskowo- sportowej. Przez kilka miesięcy negocjowaliśmy, by zejść z kosztów samego projektowania, potem kosztów inwestycji. Gdybyśmy weszli w pełną inwestycję, nie moglibyśmy zrealizować wielu innych rzeczy, stąd rezygnacja z przebudowy stadionu. Uważamy, że obecnie jest to zbędne, są ważniejsze sprawy, jak przekierowanie środków inwestycyjnych na mniejsze drogi, szukanie i uzupełnianie terenów inwestycyjnych. W tym kierunku chcemy iść i poczyniliśmy w tym zakresie sporo ruchów, na razie niestety w papierach.


- Ale problemów z uzyskaniem absolutorium za ubiegły rok raczej nie powinno być?

- Myślę, że nie, w końcu to radni również decydowali o każdej zmianie w budżecie.


- Ale byli to inni radni, poprzedniej kadencji.

- Tak, ale opcje, które reprezentowali oprócz klubu TOS, są te same, więc de facto to oni analizowali budżet.


- Kondycja finansowa gminy nie jest zła, zadłużenie jest o wiele niższe niż dopuszczalne, a mimo to nad samorządem ciążą wielomilionowe kredyty.

- Mamy do spłacenia kredyty, ale najważniejsze, że są to pożyczki z preferencyjnych źródeł finansowania. Ten kierunek gospodarki jest dobry i zgodny z tym, co ja zamierzam robić. Są też pewne kredyty, z którymi trudno mi się zgodzić, chociażby na rewitalizację Rynku, bo efektu gospodarczego nie będzie z tego żadnego, a efekt estetyczny też nie jest olśniewający. Jest więc tylko problem i teraz musimy pomyśleć, jak to wszystko ożywić, aby był bardziej przyjazny dla ludzi. No i aby zrealizować zamiar o ożywieniu w tym rejonie małej i średniej przedsiębiorczości.


- Gdyby tak zebrać ostatnie cztery lata, jakie wskazałby Pan plusy, a jakie minusy w pracy poprzednika?

- Gmina mogłaby być lepiej przygotowana do okresu programowania na lata 2007- 2013. To, że na listach indykatywnych znalazł się tylko jeden projekt z Ostrowca Św. i to posiadający wadę formalną, na który musimy poświęcić teraz wiele czasu i pracy, to według mnie porażka. Wśród projektów finansowanych w ramach programu rozwoju Polski wschodniej też nie ma żadnego ostrowieckiego.


- Czy to znaczy, że tutejsi urzędnicy nie potrafią pisać projektów?

- Nie, po prostu ci ludzi pisali to, co kazała im władza. Jeżeli mieli przygotować projekt staropolskiego parku rozrywki, to go przygotowali. Jako osoba, która się tym zajmowała, z góry wiedziałem, że program nie spełni kryteriów formalnych, że jest to wypuszczenie pary w gwizdek.


- Jak Pan wspomniał, podobny problem jest z projektem kanalizacji. Tylko dzięki przychylności decydentów udało się go dołączyć do listy indykatywnej, a teraz okazuje się, że przez wadę formalną możemy nie uzyskać tych milionów euro.

- Dlatego jak najszybciej musimy stworzyć związek międzygminny. Jeśli chodzi o ten projekt, to myślę, że najpierw wszyscy partnerzy musieli do niego dojrzeć. Widzę, że gminy współpracujące z nami naprawdę zaczynają się do tego porządnie przygotowywać. Szansa na otrzymanie pieniędzy wciąż jest i myślę, że dojdziemy do porozumienia.


- Mówiąc o kosztownych inwestycjach, nie sposób nie wspomnieć o wciąż budzącym mieszane uczucia pomniku Jana Pawła II. Zasadności jego istnienia nikt nie kwestionuje, ale czy Pana zdaniem trzeba było wydawać na postument aż 200 tysięcy złotych?

- Z tego co pamiętam, to była inicjatywa mieszkańców, miały być na ten cel zbierane datki. Stało się tak, że pieniędzy na konto wpłynęło niewiele, resztę musiała dołożyć gmina.


- Ale projekt nie został zrealizowany do końca. Czy wy zamierzacie dokończyć inwestycje według koncepcji?

- W projekcie założono, że na schodach ulicy Kościelnej zostaną postawione kamienie symbolizujące lata pontyfikatu Jana Pawła II. Myślę o takim rozwiązaniu, aby każdy kamień był przez kogoś sponsorowany. Wtedy można by umieścić na kamieniu jego imię i nazwisko.


- Nie boi się Pan reakcji podobnych do tych, gdy okazało się, że na pomniku Papieża widnieje nazwisko Jana Szostaka?

- Nie, bo zdecydowana różnica będzie polegała na tym, że ktoś zapłaci za to z własnych środków. Poza tym nazwisko sponsora nie będzie na głównym planie. Ta koncepcja może być dokończona, ale tylko ze środków prywatnych. Mam nadzieję, że znajdę zwolenników mojego pomysłu.


- Kilkaset tysięcy złotych przeznaczono na pomnik, ponad 8 milionów na renowację Rynku, a tymczasem sekcje sportowe muszą zabiegać o środki.

- Z tym były i będą kontrowersje, bo środków na sport zawsze jest za mało. My jako samorząd możemy tylko wspomagać działalność klubów i sekcji.


- To wspomaganie do tej pory było dość zróżnicowane. Działające samodzielnie takie kluby jak "Gump" czy "Jedynka" otrzymywały od miasta po kilkadziesiąt tysięcy złotych, a działające w KSZO sekcje piłki wodnej czy boksu kilka, a w najlepszym razie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Dysproporcje były faktycznie duże. Pracujemy nad tym, by powstał racjonalny model pomocy, bo sport młodzieżowy, jak widać po liczbie członków KSZO-Junior, jest bardzo potrzebny. Jednak potrzeby są ogromne, a możliwości niewielkie.


- Będąc przy sprawach sportu nie sposób nie zapytać, czy zakończony został spór z trenerem drużyny siatkarskiej KSZO, Jarosławem Bodysem?

- Ja wciąż nie rozumiem, po co to wszystko było. Jakiś czas temu zaangażowaliśmy się nawet prywatnie. Rozmawiałem ze znajomymi, by szukać wsparcia dla tego klubu.


- Zrzucanie winy za brak sponsora na dziennikarzy, to chyba jednak lekka przesada?

- Czasami tak się zdarza, że gdy coś nie wychodzi, człowiek mówi o jedno słowo za dużo. Wtedy trzeba uderzyć się w pierś i przyznać, że miało się zły dzień.


- Trener Bodys uderzył się w pierś?

- Wyjaśniał, że gdy mówił to, co przytoczyły gazety, miał na myśli co innego. Wyszło, jak wyszło.


- Wróćmy więc do spraw gospodarczych. W bilansie, o którym już wspominaliśmy, zostało napisane, że na koniec roku 2006 Agencja Rozwoju Lokalnego wykaże około 170 tysięcy złotych straty. Co będzie dalej z tą spółką, czy jej funkcjonowanie ma sens?

- Trzeba spojrzeć na to pod tym kątem, że strata się zmniejsza. "Dołek" wynika też z tego, że Agencja włożyła duże pieniądze w realizację projektów, na które są przeznaczone odpowiednie środki. W projektach unijnych jest tak, że składa się wniosek o płatności, a potem czeka kilka lub kilkanaście miesięcy. Teraz czekamy na pieniądze za zrealizowane projekty i gdy je dostaniemy, strata zostanie zniwelowana.


- ARL została w ubiegłym roku przekształcona w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Jaki to będzie miało wpływ na jej funkcjonowanie?

- Funkcjonowanie będzie tańsze niż w przypadku spółki akcyjnej, bo na przykład nie ma już obowiązku wykonywania co roku bilansu, nie trzeba wzywać przy każdych czynnościach notariusza. Nie zmienia to w żaden sposób relacji z gminą. Agencja ma duże szanse rozwoju, jeśli spojrzeć na środki, jakie będą szły na rozwój zasobów ludzkich w najbliższych latach. To jest dla ARL czas mocnego zaistnienia na rynku. Wbrew powszechnej opinii w mieście, stała się jedną z liczących się firm z otoczenia biznesu w województwie świętokrzyskim, a na to trzeba było zapracować latami.


- Więc dlaczego nie widać tego w samym Ostrowcu Św.?

- Ależ widać. Choćby przez to, że obecnie szkoli się tam około 600 osób. To są ludzie już pracujący, podnoszący swoje kwalifikacje. To jest naprawdę potrzebne.


- Nie obawia się Pan kolejnych zarzutów ze strony radnych, że gmina znów dopłaca do Agencji?

- Nie obawiam się, bo nie dokładamy. Agencja robi kilka rzeczy na nasze zlecenie i robi to bardzo dobrze.


- Na liście problemów do rozwiązania wysokie miejsce zajmuje Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych. Cytując bilans: "park maszynowy jest przestarzały i niewystarczający. MPRD nie jest w stanie dokonać dużych zakupów inwestycyjnych ze środków własnych. Posiadana przez spółkę Wytwórnia Mas Bitumicznych jest urządzeniem przestarzałym technologicznie (...) W celu zmiany powyższej sytuacji Spółka powinna w najbliższym czasie dokonać inwestycji o wartości ok. 4 mln złotych, co jest praktycznie niemożliwe".

- Jest kilka problemów, ale jeżeli ktoś obserwuje rynek, wie, że mając spółkę, możemy przeciwdziałać drastycznie rosnącym cenom robót drogowych. Mogę zlecić MPRD bez przetargu wykonywanie pewnych robót za cenę, którą wynegocjujemy. Będziemy podejmować działania, by spółka była konkurencyjna. Kilka maszyn zostało tam kupionych, to oczywiście za mało. Mimo tego przestarzałego parku maszynowego, przedsiębiorstwo ma przed sobą szansę. Na razie jest troszkę za wcześnie, bo nowy zarząd przygotowuje się, przedstawia rozwiązania, jak rozwinąć tę spółkę. Mamy konkretne pomysły, ale ponieważ firma działa na rynku konkurencyjnym, jest za wcześnie by je przedstawiać.


- W MPRD dokonano zmiany zarządu, kolejną spółką

z problemem jest Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji.

- Spółka wymaga bardzo dużej pracy. Moim zadaniem jako prezydenta jest zaspokajanie potrzeb mieszkańców w zakresie przewozów osób komunikacją miejską, a zarządu spółki utrzymanie jej w dobrej kondycji. Bardzo mnie niepokoją sygnały o coraz gorszym odbiorze społecznym. I brak reakcji zarządu.


- W takim razie możemy się spodziewać zmiany zarządu?

- Zobaczymy jeszcze, jakie stanowisko zajmie rada nadzorcza.


- Kilka lat temu w MPK został przyjęty program naprawczy. Czy widać jakiekolwiek efekty tych działań?

- Jakiekolwiek. Istota programu naprawczego polega na tym, by był realizowany. Jeżeli w założeniu jest, że na koniec roku ma być 0 złotych straty, to nawet złotówka do tyłu oznacza, że program nie jest realizowany. Wymagam od rady nadzorczej tego, by obligowała zarząd do wypełnienia "kropka w kropkę" tego programu, bo tylko wtedy spółka ma szansę wyjść na prostą. Niezależnie od tego, kto w tym zarządzie będzie.


- Z bilansu wynika, że gmina posiada 40 gotowych projektów inwestycyjnych, 6 w przygotowaniu i 8 w trakcie realizacji. Jak Pan reaguje na głosy, że na razie nowy prezydent nie robi nic, poza dokańczaniem tego, co zaczął poprzednik?

- Społeczeństwo Ostrowca Św., szczególnie moi wyborcy, powinni powiedzieć "wybraliśmy dojrzałego człowieka, który realizuje to, co jest dobre". Wiele z tych projektów pilotowałem jeszcze jako wiceprezydent odpowiedzialny za inwestycje w mieście. To bzdura, że nie robię nic, oprócz dokańczania. Efekty wielu działań, które podjęliśmy dziś, będą widoczne dopiero za rok lub dwa. Przygotowanie inwestycji to 80 procent czasu, a 20 procent kosztów, jej realizacja tylko 20 procent czasu, a 80 procent kosztów. To stara zasada, wymyślona przez doświadczonych ludzi. Jesteśmy na etapie przygotowywania się do gigantycznego zadania, czyli budownictwa społecznego, terenów pod budownictwo wielorodzinne, szykowania terenów inwestycyjnych. To wszystko trwa rok albo dwa lata przy sprzyjających okolicznościach. My zmieniliśmy priorytety, wyszliśmy z gigantycznych zadań, które dla mieszkańców byłyby bardzo odległe. W pierwotnym budżecie nie znalazła się kładka w Denkowie, a wiemy, że zarówno mieszkańcy ulicy Mostowej jak i Denkowa poruszali ten problem od lat. Znaleźliśmy środki i doprowadziliśmy do tego, że projekt został dokończony, mamy wszystkie pozwolenia i inwestycja rusza. Od lat nie był rozwiązany problem ulicy Stalowej, my ją w końcu zrobimy.

I tak krok po kroku podejmujemy zadania, które dla danych społeczności są bardzo istotne.


- Czy zmiany personalne, które w ostatnich tygodniach zaszły w Urzędzie Miasta i spółkach to klasyczne "dzielenie łupów" zwycięzców wyborów czy też konieczność?

- Zmiany były jak najbardziej potrzebne, ale proszę spojrzeć, kto został na najważniejszych stanowiskach kierowniczych w Urzędzie Miasta. Skarbnik i sekretarz to osoby, które pracują tu od kilku kadencji. Naczelnikiem jednego z ważniejszych Wydziału Rozwoju Miasta jest Marek Nowak, człowiek, który jako jedyny w Ostrowcu Św. posiada certyfikat Master of Public Administration, fachowiec. Naczelnik Wydziału Planowania Przestrzennego - Halina Pająk to jedna z nielicznych w kraju osób, która ma uprawnienia urbanistyczne. Krzysztof Kowalski, naczelnik Wydziału Inwestycji Miejskich to człowiek pracujący w urzędzie od kilku lat, bardzo wysoko ceniony przez współpracowników. Naczelnik Wydziału Mienia Komunalnego - Anna Targowska pracująca w urzędzie od lat, była po prostu najlepsza. Naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskich - Tomasz Góra to człowiek, który naprawdę podczas konkursu był najlepszy. Ktoś napisał skargę na ten konkurs, bo wygrał człowiek obcy, a nie z urzędu, tymczasem wszyscy członkowie komisji wskazali właśnie jego, a on w pierwszych dniach pracy potwierdził swoje kompetencje. Żadna z tych osób nie jest ani członkiem PiS ani TOS, a powołanie jest dla nich szansą. Mogę tylko powiedzieć, że oczywiście liczę na to, że ci ludzie będą pracować dla mnie i dla miasta. Rzeczywiście politykiem i to od wielu lat jest Piotr Kopański, naczelnik Wydziału Edukacji. Był najlepszym kandydatem, nie było drugiej osoby o takiej wiedzy, doskonale znającej problemy oświaty.


- Może wiedząc, że jeden z czołowych działaczy PiS startuje w konkursie, inni po prostu zrezygnowali?

- Nie wiem, być może. Ja przede wszystkim staram się wybierać fachowców, których znam

i wiem, że są najlepsi. Czasami zdarza się i tak, że ludzie nie chcą pracować w urzędzie, bo odstraszają ich warunki finansowe.

W firmach prywatnych zarabiają po prostu więcej.


- Kto rządzi w mieście, PiS czy TOS?

- Prezydent miasta jest władzą wykonawczą. Koalicyjna Rada Miasta jak widać w wielu sprawach jest zgodna.


- Ale to działacze PiSu są częściej i bardziej eksponowani?

- Widzę, że panowie się pokazują. Ja koncentruję się na pracy.


- Zdziwienie wzbudził fakt, że na konferencji prasowej w Urzędzie Miasta przed połączonym zgromadzeniem Rady Miasta i Rady Powiatu Ostrowieckiego, nie było prezydenta Ostrowca Św.

- To była konferencja ministra Przemysława Gosiewskiego, ja tylko użyczyłem mu sali.


- Współpraca czy konkurencja?

- Współpraca dla dobra miasta, bez sensu byłoby konkurować. Koalicja TOS- PiS jest, przynajmniej obecnie, najlepsza dla miasta. Myślę, że jest dobrze, nie tak jak mówili nasi konkurencji, że nie wiadomo, co będzie się tu działo. Nie ma prywatyzacji, zamkniętych dla dzieci basenów. Koncentrujemy się na pracy.


- Czy dla Ostrowca Św. to dobrze, że jego prezydent zasiada w zarządzie Związku Miast Polskich? To dla Pana więcej obowiązków.

- To, że zostałem wybrany do różnych gremiów na szczeblu krajowym, jest dla Ostrowca Św. wyróżnieniem. Będę pracował w zespole roboczym w ministerstwie gospodarki i zajmował się tematami, na których "wyrosłem" w samorządzie, a więc promocją gospodarczą i turystyczną. Byłem zaskoczony, gdy zadzwonił do mnie prezydent Grobelny i powiedział, że przeanalizowali kwalifikacje wszystkich członków zarządu ZMP i to ja muszę wziąć tę funkcję, bo jako jedyny z tego się wywodzę. To również oznacza, że mam bieżący wgląd w tworzone prawo samorządowe, mogę się z tym zapoznawać, opiniować, reagować. Tak jak ostatnio powiedziałem na ogólnym zgromadzeniu Związku Miast Polskich, mam nadzieję, że już nigdy więcej nikt tam nie powie o moim mieście Ostrów Świętokrzyski.


- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 18516 razy,
ostatnio: 2019-12-08 03:22:17
Skomentuj artykuł:
Powrót