Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2005-08-29

Jarosław Dąbrowski: Jak został strażakiem

Rozmowy niekontrolowane

Straż pożarna nie zajmuje się dziś tylko gaszeniem pożarów. Strażacy ratują topielców, walczą z powodziami, wyciągają ofiary wypadków ze zmiażdżonych samochodów. O nowych zadaniach, strażackiej codzienności, a także ludzkiej zawiści, rozmawiamy ze sprawującym funkcję od 14 lat komendantem powiatowym PSP w Ostrowcu Św. Jarosławem Dąbrowskim.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Panie komendancie, od kilku lat mówiło się o powstaniu

w Ostrowcu Św. Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które miało koordynować akcje ratownicze straży pożarnej, policji i pogotowia. Strażnica została wyremontowana, przygotowano pomieszczenia, ale Centrum wciąż nie ma. Dlaczego?

- Powołanie Centrum Powiadamiania Ratunkowego jest w gestii starostwa, pieniądze zaś przekazywało ministerstwo zdrowia. W momencie gdy ustawa o ratownictwie medycznym ugrzęzła w Sejmie i nie została w pełni wprowadzona

w życie, przymarła również idea CPRów. W Ostrowcu Św. starosta podjął decyzję, że Centrum będzie się mieścić w straży, akurat trwała przebudowa strażnicy więc to miejsce wydało się właściwe. Mamy więc przygotowane 150- metrowe pomieszczenie, a w 2003 roku dostaliśmy pieniądze z ministerstwa

i kupiliśmy urządzenia za ponad

90 tysięcy złotych. Część jest u nas, część w pogotowiu, a część w szpitalu na oddziale ratownictwa medycznego. Nie mamy tylko tego, na czym ludzie powinny pracować,

a więc przede wszystkim komputerów. W innych miastach naszego województwa takie Centra funkcjonują z powodzeniem, ale tam na ich utworzenie dotacje przekazały samorządy. Jednak w sytuacji gdy od 1 września zostaje uruchomiony numer 112, dla przeciętnego obywatela nie ma to znaczenia. Strażak

i tak przyjmie wszystkie zgłoszenia, także te do policji i pogotowia.

- Mimo to alarmujecie o to, by nie używać numeru 112,

a korzystać z dawnych numerów alarmowych 997, 998 i 999...

- W dalszym ciągu, przez dłuższy czas będą dostępne stare numery, na które tak jak dotychczas można zgłaszać zdarzenia. Apelujemy o nie nadużywanie numeru 112 właśnie dlatego, by dzwonić od razu do potrzebnych służb. Oczywiście nasi oficerowie przyjmą każde zgłoszenie na numer 112, ale wtedy czas reakcji i interwencji na pewno będzie dłuższy.

- W ostatnich latach bardzo zmienił się profil działalności straży pożarnej. Nie jesteście już tylko ratownikami podczas pożarów, ale także przy wypadkach drogowych, powodziach i innych zagrożeniach. Nie jest to już straż pożarna, może więc należałoby także zmienić jej nazwę?

- Ze strażą mam do czynienia od 1980 roku, wtedy zajmowała się praktycznie tylko gaszeniem pożarów, w dużych ośrodkach czasami brała udział też w innych akcjach ratowniczych. Czasami, gdy już pracowałem w naszej komendzie, pomagaliśmy policji np. wyciągnąć ciało topielca z wody, ale nie mieliśmy wtedy kompletnie żadnego sprzętu. Od 1992 roku straż zaczęła się przebranżawiać, powoli zajęliśmy się również ratownictwem. W momencie gdy powstała PSP, ustawa o ochronie przeciwpożarowej i ustawa o Państwowej Straży Pożarnej, nałożyły na nas inne obowiązki, m.in. ratownictwo ekologiczne i drogowe. Wtedy przede wszystkim należało przeszkolić ludzi oraz dosprzętowić jednostki. Teraz jesteśmy wyposażeni w bardzo dobry sprzęt ratowniczy. Faktycznie przez kilkanaście lat doszło nam obowiązków. Wszyscy strażacy są przeszkoleni w zakresie pierwszej pomocy, mamy odpowiedni sprzęt, wiemy, co robić i mamy czym. Jednak chyba nikt się nie pokusi, by nazwać straż pożarną inaczej, choć w innych krajach funkcjonują specjalne, odrębne ekipy ratownicze. Oczywiście zdarzały się lata, że mieliśmy więcej takich akcji niż pożarów, jednak w "normalnych" latach akcji gaśniczych jest wciąż troszkę więcej.

- Proszę powiedzieć jak odbywa się nabór do straży pożarnej.

- Kandydat do służby musi przejść egzamin sprawności fizycznej, czyli wejście na 20- metrową drabinę wolnostojącą, bez wymogów czasowych, podciąganie się na drążku, bieg na 50 i na 1000 metrów. Punkty są sumowane i przyznawane oceny od 1 do 6. Kandydaci z najwyższymi ocenami, są wysyłani na badania lekarskie wszystkich specjalności. Jeżeli osoba dostanie zaświadczenie, że jest zdolna do służby, przyjmujemy ją, oczywiście jeśli mamy wolne miejsca.

- A jak jest z obsadą stanowisk w ostrowieckiej komendzie? Wszystkie są zajęte, czy macie wakaty?

- Ilość etatów jest stała. W momencie gdy jakiś strażak odchodzi na emeryturę, w jego miejsce jest zatrudniany nowy. Jednak biorąc pod uwagę, że sytuacja finansowa jednostki nie jest dobra, a musimy ponieść też koszty związane choćby z odprawami, przez jakiś czas staram się trzymać wakat, by odzyskać te pieniądze. Na koniec roku zawsze obsada jest pełna.

- Czy praca w straży jest tak popularna jak w policji? Trwa tam nabór nowych pracowników, a komenda wojewódzka przeżywa prawdziwe oblężenie.

- Faktycznie do policji ludzie pchają się "drzwiami i oknami", ale podejrzewam, że większość nie przejdzie pierwszych testów. Tak samo jest u nas. Ostatnio w połowie lipca zdawało je 20 osób. Około 10 odpadło od razu.

- Proszę powiedzieć, jak to się stało, że został Pan strażakiem?

- Po skończeniu technikum hutniczego poszedłem do szkoły oficerskiej i w 1980 roku rozpocząłem studia. Myślę, że każdy będąc małym chłopcem, chciał zostać strażakiem, ja zapewne też. Chodziłem do dawnej szkoły podstawowej nr 6, a wtedy każda placówka miała swoje zakłady opiekuńcze. Naszym była m.in. właśnie straż pożarna. Dość często chodziliśmy tam, czasami graliśmy ze strażakami w piłkę. Potem utwierdziłem się w przekonaniu, że ten zawód przyniesie mi satysfakcję, że nie będzie monotonny, zbyt spokojny, co mi odpowiadało. Skończyłem szkołę oficerską i zacząłem służbę w komendzie rejonowej w Ostrowcu Św. w 1985 roku. Przez 6 lat pracowałem w wydziale prewencji. W momencie gdy poprzedni komendant przeszedł na emeryturę w 1991 roku, wojewoda świętokrzyski powołał mnie na komendanta rejonowego.

- W ciągu 14 lat przeżył Pan pewnie niejedno kadrowe zawirowanie. Zbliżają się wybory parlamentarne i pewnie znów dojdzie do zmian na najwyższych stanowiskach. Czy polityka w straży pożarnej jest tak powszechna jak w innych dziedzinach życia?

- Polityka zapewne tutaj jest, ale chyba nie aż tak duża jak w innych jednostkach i raczej na tych wyższych szczeblach. Największy przełom przeżyliśmy, kiedy powstawały powiaty i to starostowie mieli wpływ za powołanie komendantów. Niektórzy koledzy mieli obawy, czy zostaną zaakceptowani, było trochę niepewności. Na terenie naszego województwa praktycznie wszyscy komendanci rejonowi zostali na stanowiskach. Uważam, że moja współpraca ze starostą od początku układa się dobrze, więc nie boję się zmian.

- A sam nie myślał Pan o zajęciu się polityką choćby na tym najniższym szczeblu samorządowym?

- Próbowałem kilka lat temu zostać radnym miejskim. Nie udało mi się. Mam z tego okresu niemiłe wspomnienia, więc chyba próbować więcej nie będę. Chociaż, nigdy nie należy mówić "nigdy"...

- Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów wobec strażaków jest nadużywanie przez nich władzy w zakresie wydawania opinii na temat bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Jak ten problem rozwiązaliście w ostrowieckiej jednostce?

- W każdym zakładzie pracy czy instytucji musi zostać opracowana instrukcja bezpieczeństwa przeciwpożarowego, a wszyscy pracownicy muszą przejść szkolenia. Ktoś to musi robić. Najlepszymi fachowcami w tej dziedzinie są strażacy, najlepiej się na tym znają. Ale żeby nie było podejrzeń o kumoterstwo, od kilku lat ostrowieccy strażacy tego nie robią, a jeżeli już, to za moją zgodą. Chętny pisze oficjalną prośbę o wyrażenie zgody na sporządzenie instrukcji. Dowiaduję się skąd pozyskał informacje, kto go chce wynająć. Najczęściej chodzi o członków rodzin, którzy nie chcą szukać fachowców "na zewnątrz". Wtedy mogę wyrazić zgodę. Wykorzystywanie swojej wiedzy i umiejętności to przecież nie tylko domena strażaków, ale każdego zawodu. Dobry lekarz prowadzi prywatną praktykę, nauczyciel oprócz pracy w szkole udziela korepetycji. Nie widzę nic zdrożnego

w tym, aby robić coś, w czym jest się dobrym. Ale musi się to opierać na zdrowych, jasnych zasadach, bez żadnych podejrzeń. Od kilku lat takich praktyk w województwie świętokrzyskim po prostu nie ma.

- Jak Pan, jako komendant ocenia pracę tej jednostki?

- Ja mogę oceniać różnie, najważniejsze jak ocenia nas społeczeństwo. Strażacy nie są dla mnie, ale dla mieszkańców miasta, powiatu, a nawet kraju, bo przecież zdarzało się nie raz, że wyjeżdżali do akcji gaśniczych i ratowniczych poza teren województwa. Z tego co wiem, od władz takich jak komenda wojewódzka czy starostwo, ostrowieccy strażacy są chwaleni. Wiadomo, że nie ma ludzi idealnych, ale przecież ten źle nie robi, kto nie robi nic. Na pewno potknięcia zdarzają się, ale w globalnej ocenie jednostka, na którą pracują poszczególni strażacy, jest jedną z najlepszych województwie. Taka jest ocena naszych przełożonych. To głównie zasługa ludzi tu służących. To, że znajdą się pojedyncze przypadki osób niezadowolonych, jest normalne i zdarza się w każdym środowisku.

- Jednym z "niezadowolonych" musiał być autor anonimu, w którym oskarżono Pana

o nadużywanie władzy...

- Wcale nie jest powiedziane, że musiał to być pracownik straży pożarnej. Nie wiem kto to był i nie prowadzę śledztwa, by się dowiedzieć. Uważam, że autor kierował się bardzo niskimi pobudkami. "Fakty" które przedstawił nie potwierdziły się. Komendant wojewódzki przysłał komisję, która przez dwa tygodnie bardzo wnikliwie, sięgając nawet do archiwum zbadała naszą jednostkę. Ponad

90 procent zarzutów nie potwierdziło się. Nie mam pojęcia czym ta osoba się kierowała. Jeżeli to pisał strażak z komendy powiatowej, to przecież wiedział, że wypisuje brednie, np. o tym że moja kuzynka jest naczelnikiem wydziału kadr, bo nawet nie ma u nas takiej funkcji. Moja kuzynka faktycznie jest tu zatrudniona, ale jest stażystką, a nie osobą, która ma wpływ na obsadę stanowisk. "Sukcesem" osób, które pisały ten donos było to, że rzucili cień na moją osobę, co wcześniej się nie zdarzyło. Co prawda zarzuty się nie sprawdziły, ale ja i moi najbliżsi przeżyliśmy to mocno. Po zakończeniu kontroli, na naradzie jeden ze strażaków powiedział, że powinniśmy zapomnieć o tym, potraktować to jako wypadek przy pracy i pokazać, że ostrowieccy strażacy są dobrzy w tym, co robią.

- W liście pojawił się m.in. zarzut, że pozwala Pan strażakom spożywać w pracy alkohol. Czy w czasie gdy jest Pan komendantem coś takiego się zdarzyło?

- Sami strażacy byli tym zarzutem oburzeni. Od kiedy jestem komendantem, od 1991 roku, nie było przypadku, żeby ktoś na służbie był pod wpływem alkoholu. W tym roku, niedawno, przyjechał tu patrol policji, bo mieszkaniec któregoś okolicznych wieżowców zgłosił, że strażacy piją alkohol. Trwał wtedy remont świetlicy i strażacy musieli spędzać czas w stołówce, gdzie okna nie są zasłonięte. Podejrzewam, że gdy ktoś zobaczył że siedzą, oglądają telewizję i coś tam popijają, wywnioskował, że to alkohol. Policja sprawdziła wszystkich i oczywiście niczego takiego nie stwierdziła. Był jeszcze jeden przypadek, w czasie powodzi w 2001 roku dowódca stwierdził, że jeden ze strażaków jest pod wpływem alkoholu, podczas wypompowywania wody z posesji na ul. Kolejowej. Do tej pory nie mam wyników jego badań, mimo to nie jest on już pracownikiem komendy. Został skazany za pobicie dowódcy i w momencie uprawomocnienia się wyroku został wywalony ze służby.

- Komenda wojewódzka zarządziła wzmożony nadzór nad waszą jednostką. Czym będzie się on objawiał?

- Już się objawia. Wszystkie stanowiska i służby są systematycznie kontrolowane przez komendę wojewódzką. Sprawdzana jest gotowość bojowa, w godzinach wieczornych i nocnych, prowadzony doraźny nadzór dyscypliny służby. Ja się tego nie boję, jest mi to nawet na rękę. Ludzie są kontrolowani nie tylko przeze mnie i mojego zastępcę, ale również jednostkę nadrzędną. Wiedzą, że w każdej chwili może ktoś przyjechać i dokonać kontroli. Uważam, że jest to korzystne.

- Jednym słowem jeżeli autor anonimu jest strażakiem, to efekty jego działania uderzyły również w niego?

- Właśnie tak. Jeżeli ten list pisał ktoś z komendy, to na pewno sam też musi teraz patrzeć na to, co i jak robi, bo również jest kontrolowany.

- Dziękujemy za rozmowę.
/A. Śledzińska, W. Frańczak/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 14026 razy,
ostatnio: 2019-12-11 22:16:09
Skomentuj artykuł:
Powrót