Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-11-15

Fotografie z trzech kontynentów

O zapachu kadzidła i smaku humus

Codzienne sytuacje z życia Nepalczyków, Etiopczyków, Kenijczyków, Hiszpanów i wielu innych nacji stały się inspiracją dla Grzegorza Gałęzi, autora wystawy "Ola, Dżambo i Salam Alejkum", którą od piątku można oglądać w Galerii Fotografii MCK.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Grzegorz Gałęzia (ur. w 1969 r. w Prusinowicach koło Ostrowca) - absolwent filologii angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Hebraistycznych na Uniwersytecie w Oxfordzie, członek Związku Polskich Artystów Fotografików, na co dzień pracuje jako tłumacz języka angielskiego. Jego wielką pasją, oprócz fotografii są podróże, dlatego co jakiś czas pakuje plecak i wyprawia się na typowo traperskie wojaże. Właśnie z takich eskapad pochodzą prace, które zawisły na ścianach ostrowieckiej galerii.

- Zdjęcia zostały wykonane podczas dwu-, trzytygodniowych wypraw do Indii, Bangladeszu, Nepalu, Gwatemalii, Omanu, Etiopii, Kenii z plecakiem, dobrym przewodnikiem w ręku i z pełną improwizacją - wyjaśniał zgromadzonym w piątek w Galerii Fotografii autor wystawy. - Dzięki podróżowaniu w taki sposób, lądując na lotnisku i nigdy nie wiedząc do końca, co nas czeka, naprawdę można doświadczyć lokalnego kolorytu. Przemieszczając się lokalnym autobusem, bądź płynąc łodzią, czy jadąc okazją samochodem ciężarowym lub ciągnikiem można poznać zarówno ludzi, jak i lokalną kulturę, poczuć kraj, w którym się jest wszystkimi zmysłami.

Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie to, jak podkreślił kustosz ostrowieckiej galerii Andrzej Łada, Grzegorz Gałęzia osiągnął w tej dziedzinie mistrzostwo, co doskonale widać na jego fotografiach.

- Fotografia Grzesia jest typowo reportażowa, ale bardzo humanistyczna, nawiązuje do klasyki reportażu. Jego nie interesuje architektura, ale zwykli ludzie, codzienne, zastane sytuacje. On jest mistrzem w ich podpatrywaniu. Jako fotograf posiada bardzo indywidualną cechę, która nie jest dana wszystkim, umie sobie zrównywać przyjaźń z modelem - zauważył Andrzej Łada. - W tym roku będąc na plenerze w Przemyślu, znaleźliśmy się w takiej dzielnicy, gdzie wielu z nas bałoby się wejść, a Grzesiek bardzo szybko z tymi ludźmi nawiązał kontakt, zjednał ich sobie i sfotografował. To jest wielki dar, dzięki któremu potrafi swoiste momenty uchwycić i zatrzymać na dłużej w kadrze.

Te zatrzymane w trakcie międzykontynentalnych podróży robią naprawdę duże wrażenie. Pokazują życie takim, jakim ono jest. Bez żadnych dodatków, polepszeń, upiększeń.

Aby obecni na wernisażu wystawy lepiej mogli wczuć się w klimat sfotografowanych miejsc, w Galerii Fotografii unosił się zapach kadzidła, rozbrzmiewała egzotyczna muzyka, a stół uginał się od specjałów z różnych krajów. W przerwie między zwiedzaniem ekspozycji można było spróbować m.in.: marynowanej rzepy, chlebków indyjskich i arabskich, daktyli oraz pasty z ciecierzycy, czyli tradycyjnego arabskiego humus.
/K. Fałdrowicz/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 24110 razy,
ostatnio: 2019-09-19 19:40:35
Skomentuj artykuł:
Powrót