Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót
2010-06-14 15:45:10

Wieści dziwnej treści

W poprzednim felietonie napomknąłem o tym, jak się zamawia "sondaże" - ze wskazaniem na. Nie sądziłem wówczas, że tak szybko wyborcy przeżyją związany z tymi sondażami "dysonans poznawczy".

Najlepiej pokazać to na przykładzie: otóż oglądamy w telewizorni program publicystyczno-wyborczy. Pokazywane są nam słupeczki poparcia dla poszczególnych kandydatów. Dla większej przejrzystości owe słupeczki i procenciki oglądamy w wydaniu np. dwóch ośrodków badania opinii publicznej. W obu przypadkach oczywiście wygrywa Bronisław Komorowski. Tyle że w przypadku sondażu zamówionego przez "Gazetę Wyborczą", jego przewaga jest na tyle miażdżąca w stosunku do innego badania, że oglądający to wyborca zaczyna się zastanawiać, czy aby w przypadku tym nie badano preferencji wyborczych jakiegoś innego społeczeństwa polskiego, może rodem ze światów alternatywnych. Takie chwile są dla mnie piękne i bezcenne, bo pokazują, jak bardzo mamy do czynienia w Polsce z kreowaniem rzeczywistości i manipulacją. W chwilach takiego rozdźwięku i dysonansu poznawczego na poziomie dziesięciu czy kilkunastu procent różnicy między badaniami tego samego społeczeństwa - przeprowadzonymi rzecz jasna na "reprezentatywnej próbie Polaków" - mamy niepowtarzalną okazję popatrzeć, jak krawcy "sił postępu" dwoją się i troją i jak szyta przez nich - w tym wypadku wyborcza sukmana - pęka w szwach. Jeszcze zabawniej się robi, gdy następuje odbicie w drugą stronę - oto specjaliści od sondaży zorientowali się, że nieco przesadzili i rzeczywiste sympatie wyborców są już tak odległe od tego co przedstawia się w mediach, że lada moment stanie się to dla ośrodków badania opinii publicznej kompromitujące. Zatem kolejny sondaż musi czym prędzej próbować dogonić rzeczywistość. No i dogania! - jeszcze kilka dni temu Bronisław Komorowski miał kilkunastoprocentową przewagę, aż tu nagle przewaga zmalała do dwóch procent, osiągając granicę błędu statystycznego. To ci dopiero - w ciągu kilku dni kilkanaście procent wyborców nagle zmieniło zdanie! A przecież w tej mierze nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa, więc wszystko przed nami. Pozostaje nam więc tylko oczekiwać na kolejne hokus pokus "grupy trzymającej władzę", zwłaszcza na odcinku dwóch "niezależnych" telewizorni, o których Andrzej Wajda tak pięknie powiedział na konwencji wyborczej drogiego Bronisława, że "nasze są". Oczywiście ekscesy największego reżysera w dziejach, specjalisty od polsko-rosyjskiego pojednania, niechby i nagrodzone właśnie przez Władimira Putina, są niczym wobec ekscesów posła Palikota, próbującego w ten sposób odwracać uwagę od kompromitujących wpadek drogiego Bronisława. Tych zaś nie brakuje. Okazuje się, że ów opatrznościowy mąż nie wie, czym różni się deficyt budżetowy od długu publicznego - co przy okazji oznacza, że nie wie jakie hokus pokus z jednym i drugim wyczyniało jego macierzyste ugrupowanie. Może to nam sugerować, że w PO w ogóle mało kto lub zgoła nikt nie potrafi tych dwóch pojęć od siebie odróżnić - no bo skoro najlepszy człowiek Platformy tego nie wie, a nie mamy powodu sądzić, że Platforma do wyborów prezydenckich wystawia kogoś nie najlepszego, lub wręcz najgorszego - to cóż dopiero sądzić o platformersach drobniejszego płazu? W tej sytuacji hokus pokus odstawiane przez rząd w zakresie kreatywnej księgowości, deficytu budżetowego i długu publicznego (o czym kiedyś pisałem) pozwala nam domniemywać, że wobec nieznajomości tych zagadnień przez PO, hokus-pokus owe odczyniał ktoś inny, ktoś starszy i mądrzejszy, ktoś kto dyktuje Platformie np. jak ma wyglądać ustawa hazardowa i jaki figurant najlepszym kandydatem jest, do piastowania zewnętrznych znamion władzy.

Ale przejdźmy do innych wpadek Bronisława Komorowskiego. Zapewne niewiedzę, że Norwegia nie należy do UE, dałoby się obrócić w jakiś atut - dzięki tej wpadce miliony Polaków dowiedziały się przecież, że Norwegia nie należy do UE. No a w razie problemów, drogiemu Bronisławowi podpowiedzi udzieli wydruk z wikipedii. Niezwykle pomocny gdy się bierze udział w konferencji o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. To też niewątpliwy atut, bo wprawdzie ów opatrznościowy mąż nie wie, czym jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego, ale potrafi się dowiedzieć, co zdradza pewną nowoczesność i przynosi nam tę bezcenną informację, że drogi Bronisław potrafi posługiwać się internetem. To wystarczające kwalifikacje do bycia głową państwa. Pan marszałek nie stroni też od spostrzeżeń i refleksji natury filozoficznej. "Woda ma to do siebie, że się zbiera, stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku" - rzekł odkrywczo, proroczo i pocieszająco podczas pobytu na terenach dotkniętych powodzią, które, jak sam stwierdził "miał przyjemność wizytować". Z tej perspektywy nie powinny dziwić jego słowa: "w zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem". Nie pamiętam tylko, czy marszałek słowa te wypowiadał z amfibii, która w normalnych okolicznościach służyłaby do ratowania powodzian, a nie obwożenia prominentów, czy też może z jakiejś innej niezatapialnej platformy.

Wobec takich wtop i braku kompetencji, rzeczywiście Platformie pozostaje już tylko chamskie ujadanie Palikota i sensacyjne informacje, że dęby zasadzone przez Jarosława Kaczyńskiego w wyborczym spocie - uschły. Świadczy to o wielkim zaangażowaniu naszych medialnych służb, które w poszukiwaniu "haków" zmuszone są już nawet od odsyłania swoich najlepszych agentów do monitorowania tempa wzrostu dębów zasadzonych ręką Jarosława Kaczyńskiego. Ta ekologiczna troska jest wręcz wzruszająca, a zaangażowanie godne najwyższego podziwu.

Ale - wszystkie ręce na pokład - więc, jak zauważa słusznie Stanisław Michalkiewicz, za chwilę dowiemy się że za tragedię w Smoleńsku odpowiada nie tylko ś.p. prezydent Lech Kaczyński, ale jego brat Jarosław, który kilkanaście minut przed katastrofą ze swoim bliźniakiem przez telefon rozmawiał. Kto wie, być może strona rosyjska, dysponująca telefonami komórkowymi najważniejszych osób w polskim państwie, również i tu przygotuje jakieś stenogramy rozmów, z których będzie wynikało, że to kandydat na prezydenta Jarosław naciskał na brata, by lądować. Tonący brzytwy się chwyta i być może dla Platformy to jedyna droga, jeśli oczywiście nie przydarzy się jakaś kolejna niespodziewana katastrofa, która przebiegnie nadspodziewanie dobrze.

Zresztą, wokół smoleńskiej tragedii mieliśmy już do czynienia z tyloma dysonansami poznawczymi, że aż zapiera w piersiach dech; okazuje się że skala bezczelności sięga nieskończoności i nie ma granic. Ostatnio czytaliśmy wszyscy o kartach kredytowych ofiar katastrofy. Najpierw okazało się, że ukradziono karty Andrzeja Przewoźnika i dokonano z ich pomocą wypłat. Miał to zrobić rosyjski OMON. Potem okazało się że nie OMON, tylko jacyś "zwykli" żołnierze. Wysoki polski funkcjonariusz państwowy, przywołany wówczas do porządku "powinność paniał" i za pomówienie swe zaraz przeprosił. Nic nie może się bowiem położyć cieniem na strategiczny partnerstwie rosyjsko-niemieckim, czego gwarantem jest duch polsko-rosyjskiego pojednania. Przy czym nie ma pewności, czy jest to ostatecznie uzgodniona wersja podana do wierzenia. Potem gruchnęła wieść, że zaginęły karty Aleksandry Natalli-Świat. W tym drugim przypadku koordynacja służb w ramach braterstwa polsko-rosyjskiego była już płynniejsza i można było ogłosić, że wcale nie zaginęły, tylko są w dyspozycji naszej Żandarmerii Wojskowej. Słowem - jak w dowcipie o radiu Erewań, gdy okazuje się że nie rowery, tylko samochody i nie rozdają, tylko kradną.

Tak, Salon dwoi się i troi i przed nami jeszcze niejedno hokus-pokus i niejedna podana do wierzenia Prawda. Czy może nawet pisana cyrylicą Prawda. A właśnie - ostatnio rekordy popularności bije założona przez mojego znajomego strona www.ministerstwoprawdy.pl. Dotąd strategia obśmiewania, tworzenia dowcipów była domeną "Jasnogrodu". To "Ciemnogród", taki moherowy, patriotyczny, skutecznie spychany był w ten sposób do pozycji, z którą się nie dyskutuje, bo nie dyskutuje się z ciemniakiem i oszołomem. Każdy kto myśli "inaczej niż my" to "kaczysta" i słowo to definiuje się samo przez siebie, stając się obśmiewaną obelgą, nie wymagając przy tym żadnego uzasadnienia. Ot, ciemniak i głupek. Stąd też ileż to mieliśmy różnych moherowych dowcipasów... Tymczasem na stronie ministerstwoprawdy.pl, nawiasem mówiąc dostrzeżonej też przez "Rzeczpospolitą", w inteligentny i zjadliwy w wymowie sposób, z wykorzystaniem starych, radzieckich materiałów filmowych, w poetyce PRL-owskich kronik filmowych, obśmiewany jest marszałek Komorowski, w którym to figurancie spersonifikował się obecnie cały "Jasnogród". Polecam gorąco to obejrzeć - pyszne! I o eony świetlne odległe od "poetyki" Palikota. Porównując obie te poetyki jesteśmy jednak znów narażeni na pewien dysonans poznawczy. Bo tak jakoś wychodzi, że to jednak ten światły i postępowy Jasnogród, który miał być taki kulturalny, nowoczesny i na poziomie (w stosunku do ziejących nienawiścią ciemnogrodzian) - że to jednak właśnie ten Jasnogród jest niczym innym jak dyktaturą zacietrzewionych chamów, prostaków i ciemniaków, w najlepszym razie intelektualnych oszustów i kłamców na podobieństwo Adama Michnika (słowa Herberta). To z Jasnogrodu płynie mowa nienawiści, a w zmajstrowanych przez medialną agenturę garniturach pękają szwy, pokazując, jak bardzo kreowany latami wizerunek odbiegał od wizerunku rzeczywistego. Stąd i niespotykane ostatnio na taką skalę "dysonanse poznawcze" na które jesteśmy narażeni i których przykryć nie jest w stanie już nawet biegła w takich kwestiach "Gazeta Wyborcza", ani żaden Lis, ani inne autorytety, postawione na nieubłaganym odcinku obiektywizmu i dziennikarskiej rzetelności. Więc choć jest i wesoło - i jednocześnie straszno, oby więcej takich dysonansów nam się przydarzało. Ku otrzeźwieniu tych, dla których nie jest za późno, którym do końca nie udało się wdrukować swoistej zaćmy Jasnogrodu, co to od 1989 roku zionie miłością, postępem i pojednaniem - cywilizacyjną misją, dzięki której w Polsce świat wartości stanął na głowie, czyniąc z ludzi miłujących Ojczyznę - ciemniaków i faszystów, czyniąc z łaknących sprawiedliwości - ludzi "polujących na czarownice", czyniąc z ofiar - katów, a niegdysiejszych katów przemieniając w niewinne ofiary, pretendujące dziś do miana autorytetów moralnych.

/M. Poświatowski/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 19509 razy,
ostatnio: 2019-08-26 10:25:17

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 154       © 99-2019 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Logopeda Ostrowiec

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij