Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Szukaj wiadomości:
Wybrane źródło:
Wiadomości Świętokrzyskie


http://www.wiadomoscisw.pl
 

Gazeta działająca na lokalnym rynku od 1999. Serwis internetowy aktualizowany raz w tygodniu. W naszej bazie artykuły od VI.2005.

Szukaj:   Fraza:
 Kategoria: Wszystkie Ostrowiec Sport Powiat / Okolica Kultura / Oświata Relacje / Felietony Wywiady WOŚP O-c  Źródło: Wszystkie Wiadomości Św. KSZO.Info Urząd Miasta Echo Dnia Portal Miejski Gazeta Ostrowiecka AZS WSBiP KSZO O-c MOSiR O-c Inne
Ostatnio komentowane:
Powrót
2009-07-14 16:49:21

O sztuce i życiu z Franciszkiem Pieczką

"To wy kreujcie rzeczywistość, ale tego "piwa" ja już pił nie będę"

Niewielu jest w Polsce aktorów o tak imponującym dorobku filmowym i teatralnym, darzonych przy tym tak dużą sympatią ze strony publiczności. Przy okazji Tarnowskiej Nagrody Filmowej w naszym mieście gościł Franciszek Pieczka, który otrzymał nagrodę za całokształt twórczości. Aktor, choć w tym roku kończy 81 lat wciąż jest aktywny zawodowo - w Tarnowskim Teatrze przy okazji TNF mogliśmy oglądać go w spektaklu "Słoneczni chłopcy". O początkach jego zawodowej kariery, współpracy z Janem Jakubem Kolskim, serialu "Ranczo", życiu i współczesnej sztuce rozmawia Mirosław Poświatowski.

Zdjęcia/załączniki do artykułu:

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik

Panie Franciszku, jak to się stało - z kopalni w Chorzowie i z Politechniki Gliwickiej trafił pan do teatru i filmu?

-Najpierw pracowałem na kopalni, a potem sam zdecydowałem, że to nie jest perspektywa dla mnie na przyszłość, ale po roku pracy zrezygnowałem i poszedłem do szkoły średniej, do Katowic. To nie była klasyczna szkoła średnia. Był rok 1948. To było tzw. uniwersyteckie studium przygotowawcze. Będąc na tym studium brałem udział w zespole rapsodycznym gdzie zetknąłem się z namiastką teatru. Po jego skończeniu poszedłem na Politechnikę - to było marzenie moich rodziców, żebym został inżynierem, ale po miesiącu nauki stwierdziłem że to jednak nie to i zrezygnowałem. Poszedłem do polonisty który prowadził zespół i powiedziałem, że się zdecydowałem. On mówił że źle zrobiłem że w ogóle poszedłem na politechnikę. Namówił mnie żebym poszedł do Warszawy. Rok studiów już się rozpoczął, Zdawałem u Aleksandra Zelwerowicza, który był wówczas dziekanem Wydziału Aktorskiego i on miał prawo zdecydowania o przyjęciu jednej osoby.

Jak przyjęli ten wybór rodzice?

-Ojciec był niepocieszony, pierony śląskie poleciały jak się pojawiłem na progu rodzicielskim z walizką. Powiedział "i co, już cię wyciepli". Mówię "nie wyciepli tylko zdecydowałem że będę aktorem". -"No to jeszcze gorzej". Gdyby mnie wyrzucili, to by jeszcze ojciec strawił, ale to że sam zdecydowałem o zostaniu aktorem - to była straszna burza. Ja ją przeczekałem, ale gdy już później miałem jakieś pierwsze osiągnięcia, prasa zaczęła pisać, wówczas ojciec się wręcz chwalił mówiąc "no tak, on to przecież po mnie odziedziczył".

Pamięta Pan swój filmowy debiut?

-To było "Pokolenie" Andrzeja Wajdy. Wówczas byłem jeszcze w szkole teatralnej, z Wieśkiem Gołasem na ostatnim roku. Graliśmy dwóch Niemców na patrolu, mieliśmy zadanie opróżniać swoje pęcherze gdzieś pod latarnią. I wydarzyła się wówczas zabawna historia - to było przecież bezpośrednio po wojnie i kiedy ubrani w te mundury siedzieliśmy w takim mikrobusie, wtedy dwóch zawianych warszawiaków zobaczyli nas i jeden mówi "Józiek, znowu są". I rwali się żeby nam przyładować, na szczęście kierownik się znalazł i im to wyperswadowali.

W świadomości Polaków na długie lata został Pan jednak Gustlikiem z "Czterech pancernych"...

-To był jeden z pierwszych seriali i miał ogromną widownię. Potem się mówiło, że ten film był wykorzystywany do jakiejś manipulacji społeczno - politycznej, do takiego dydaktyzmu politycznego. Na poziomie scenariusza tak nie było - to miała być trochę taka zabawa, do tego jeszcze ten pies i to wszystko. Natomiast gdy już pierwsza seria poszła i decydenci zorientowali się jaki to ma oddźwięk, wówczas zaczęli to wykorzystywać do swoich propagandowych celów. To jest dla mnie oczywiste.

Chciałem się jeszcze zapytać o wspomnienie z okresu spędzonego w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, pod kierownictwem Krasowskich...

-Bardzo dobrze wspominam, to były zresztą bardzo ciekawe lata w teatrze polskim jako takim. Zacząłem w 1955 roku (rok wcześniej w Jeleniej Górze), a potem w Nowej Hucie, a w 1956 nastąpiło jak wiadomo zerwanie z tym gorsetem socrealizmu jeżeli chodzi o formę i troszeczkę odblokowano też treść. Cenzura tak nie szalała jak przedtem. Ludzie się garnęli do teatru, dyskutowali o przedstawieniach, aż radość była pracować w tym okresie w teatrze. Ten teatr miał wówczas duże osiągnięcia, pisało się o nim, Wyjeżdżaliśmy za granicę, byliśmy w Paryżu. Pamiętam, graliśmy dwa przedstawienia sztuki "Jakubowski Pułkownik". Wszystkie dekoracje pojechały, tymczasem dostaliśmy wiadomość, że nie wolno nam tego wystawiać "Imiona władzy" Broszkiewicza. W "Pułkowniku" grałem ordynansa, a tu króla, starego człowieka, co było bardzo ciekawe. No ale stało się jak się stało. Czasy były jakie były, a film który przeleżał na półkach przez sześć lat gdzie grałem przywódcę górali Henryka Kluby "Słońce wschodzi raz na dzień"? Przecież to się nie mogło ukazać. Pamiętam, że w tym filmie nawet dwa zakończenia robiliśmy, biorąc pod uwagę realia. Ale i tak żeśmy przechytrzyli cenzurę. Tam jest taka sytuacja gdzie ja po latach różnych poczynań ląduję w więzieniu, i kiedy spotykam swojego antagonistę, kolegę, który jest sekretarzem partii, a ja wyszedłem z więzienia, odpowiadam do niego na pytanie "15 lat..." Na kolaudacji powiedzieli "nie, to za dużo, to tak nie może być". No to mówię do Kluby niech im będzie - ja powiem "10 lat i pięć dni". I powiem to tak, że te 5 dni przewyższy te 15 lat. I to poszło, to nam puścili.

Później nadszedł czas kiedy kierownictwo objął Józef Szajny, zmarłego w ubiegłym roku - on już wtedy zaczął eksperymentować z teatrem?

-Józek najpierw był scenografem, Miał wtedy taką inwencję twórczą, że go rozsadzało. I potem Szajna został u nas dyrektorem. Jakie wtedy były kostiumy, rekwizyty... W każdym razie wydawało mi się, że teatr, bardzo ciekawy, wnoszący coś nowego, ale wiedziałem że mój rozwój zatrzyma się na poziomie przekazywania pewnych klasycznych treści wykreowanych przez Szajnę i odszedłem, udając się do Teatru Starego.

Swego czasu zakochałem się w filmie "Jańcio Wodnik" i Pana w niej roli, jak zresztą wielu Polaków i właściwie od tamtej pory pana wizerunek jest dla mnie wizerunkiem "patriarchalnym" - taki też "obraz" zaistniał w innych filmach. Dlatego chciałem się zapytać, w jakiego rodzaju rolach najbardziej się Pan odnajduje i jak się Panu współpracowało z Janem Jakubem Kolskim, którego podobno poznał Pan w gdy ten miał 9 lat?

-Tak, jego ojciec był montażystą przy "Czterech pancernych". Z Jankiem Kolskim pracowało mi się znakomicie; choć jest między nami bardzo duża różnica wiekowa, ale mieliśmy wspólną optykę na otaczającą nas rzeczywistość, zbliżoną wrażliwość do pewnych problemów, które poruszane były w jego filmach. A co do tego pierwszego pytania - nie mogę powiedzieć że "w tej roli spełniłem się prywatnie". Aktor zawsze chce być jak najbardziej wszechstronny i grać różnorodne postacie i one wcale nie muszą przylegać do jego osobowości; one mogą wręcz być w kontrze do jego osobowości. Na przykład poprzez film polski jestem postrzegany jako tzw. "pozytywny bohater". Tymczasem miałem duże kontakty z filmem RFN-owskim, NRD-owskim; w jednym z filmów grałem główną postać, bardzo zazdrosnego męża, który w końcu kupuje karabin i strzela... Tam grywałem raczej "szwarccharaktery". A wtedy gdy zagrałem "Żywot Mateusza" że potem widzowie podchodzili do mnie i patrzyli z boku, czy on rzeczywiście jest taki odchylony od normy czy nie... Przyznam się że mi to wcale nie przeszkadzało. Uważam że jeżeli ten widz uważał, że to była stricte moja osobowość, no to tym bardziej komplement...

No właśnie, w pana filmografii jest trochę propozycji niemieckich. Skąd się to wzięło?

-Nie wiem dlaczego mnie obsadzali. Dostawałem propozycje i tyle. Poza tym bywa tak, że gdy aktor nie jest stereotypowo obsadzany, a wręcz "pod włos" to niekiedy wynikają z tego ciekawe efekty artystyczne, choć oczywiście klapa też może z tego wyjść. Ale to jest zawsze frapujące, taka przygoda gdy się gra taką postać.

Od jakiegoś czasu oglądamy Pana w serialu "Ranczo" - jak to się stało, że przyjął Pan tę rolę?

-Zobaczyłem przedtem może ze dwa odcinki i wydało mi się że to ciekawy serial, nie tylko do chichotania, ale i do refleksji, Odniosłem wrażenie, że pokazuje również jakąś grubszą całość naszej rzeczywistości, poprzez optykę tej małej miejscowości. Zaproponowano mi role, a wiadomo było, że Leon Niemczyk już był bardzo chory. Powiedziałem że się zgadzam, ale z zastrzeżeniem żeby nie było takiej sytuacji, w której Leon jest chory, ja przychodzę i go podsiadam. Leon jednak cieszył się, że zagram jego brata i miałem jeszcze to szczęście zagrania z nim w tych moich pierwszych odcinkach, kiedy Leona już na wózku pchałem. To był heroizm z jego strony - będąc w takim stanie fizycznym, że on jeszcze grał... Tam lekarz był na planie, tlen mu dawali... a on dalej, dalej i dalej. No, marzeniem aktora jest umrzeć na scenie, raz zagrać naturalistycznie na scenie śmierć i umrzeć...

Co jest Pana największą miłością - teatr czy film?

-Dziś aktorowi jest jedno i drugie potrzebne, dziś współczesny aktor nie może tylko i wyłącznie bazować na teatrze, choć w przypadku filmu bywa tak, że ktoś bazuje tylko na filmie. Wydaje mi się, że teatr jest jakąś taką podstawą, szkołą tego zawodu. Do kina przychodzi się już z pewną gotowością i niezależnie od tego co by aktor w jakimś ujęciu filmowym nie zagrał. Wówczas reżyser może później tak to zmontować, że to w ogóle nie będzie przylegało do tych myśli, które miał aktor. Natomiast teatr pozwala konfrontować swój warsztat bezpośrednio z tym żywym widzem, to się wyczuwa, to jest jakieś takie sprzężenie zwrotne które pomaga aktorowi szlifować jego warsztat.

//

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 18959 razy,
ostatnio: 2019-06-27 14:43:05

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 250       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij