Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Szukaj wiadomości:
Wybrane źródło:
Wiadomości Świętokrzyskie


http://www.wiadomoscisw.pl
 

Gazeta działająca na lokalnym rynku od 1999. Serwis internetowy aktualizowany raz w tygodniu. W naszej bazie artykuły od VI.2005.

Szukaj:   Fraza:
 Kategoria: Wszystkie Ostrowiec Sport Powiat / Okolica Kultura / Oświata Relacje / Felietony Wywiady WOŚP O-c  Źródło: Wszystkie Wiadomości Św. KSZO.Info Urząd Miasta Echo Dnia Portal Miejski Gazeta Ostrowiecka AZS WSBiP KSZO O-c MOSiR O-c Inne
Ostatnio komentowane:
Powrót
2008-11-24 20:06:44

W drugim "półroczu" się poprawi

- W sprawie hali, jakiej decyzji bym nie podjął, jestem narażony na krytykę ze strony części społeczeństwa- mówi prezydent Ostrowca Św. Jarosław Wilczyński

Na półmetku kadencji rozmawiamy z prezydentem Ostrowca Św. Jarosławem Wilczyńskim.

Zdjęcia/załączniki do artykułu:

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik

- "Prezydent tylko się waha, nic jeszcze konkretnego nie zrobił. Potrzebny jest prezydent z jajem, a nie wahadłowy. Nie podjął jeszcze żadnej decyzji, która miałaby wpływ na rozwój Ostrowca. Dokończył tylko pomysły poprzedników"- to jedna z wypowiedzi na forum internetowym Ostrowca Św. Oczywiście anonimowa, ale jednak jest to głos mieszkańca tego miasta.

- To wypowiedź, z którą się w 100 procentach nie zgadzam. Podjąłem wiele kluczowych i trudnych decyzji, chociażby tę o budowie strategicznej dla miasta ulicy Zagłoby. Mówiło się o tym od 10 lat, ale nie robiło zupełnie nic. Dziś jesteśmy na etapie dokładnego określania, jak ta droga będzie wyglądać i którędy przebiegać. Pozyskaliśmy 40 milionów złotych dotacji i jesteśmy na liście indykatywnej, a więc mamy pewność, że gdy tylko będziemy gotowi, środki zostaną uruchomione. Budujemy lokale socjalne i to również była moja decyzja. To, co w tym zakresie zastałem w gminie dwa lata temu, wołało o pomstę do nieba. Podobnie jest z utworzeniem parku przemysłowego, czyli uzbrojeniem terenów inwestycyjnych w rejonie ulicy Samsonowicza. Niestety, to są decyzje, do których same przygotowania trwają lata. Nikt nie zbuduje w ciągu roku parku przemysłowego czy drogi, bo samo przygotowanie dokumentacji trwa dwa lata. Uważam, że robimy dużo i mamy wiele zrealizowanych pomysłów. Oczywiście w roku 2007 zastałem budżet taki, jaki zastałem, przejęty po poprzedniku. Istnieje coś takiego jak ciągłość władzy, a wiele decyzji mojego poprzednika do dzisiaj skutkuje na politykę miasta. Spłacamy kredyt za granitowy rynek i inne lepsze czy gorsze pomysły z poprzednich kadencji.

- Wpis o "wahadłowym" prezydencie pojawił się przy informacji dotyczącej nierozstrzygniętego przetargu na budowę hali przy ul. Świętokrzyskiej. To na pewno będzie jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie musicie podjąć?

- Jakiej decyzji bym nie podjął, jestem narażony na krytykę ze strony części społeczeństwa. Pierwszy wariant to budowanie za wszelką cenę, hamując wszystkie inne inwestycje. Druga opcja to realizowanie innych, niezbędnych dla miasta inwestycji, takich jak budownictwo socjalne czy remonty i budowa dróg. Jestem w trakcie konsultacji z klubami i każdym radnym osobiście, bo to rzeczywiście bardzo trudna decyzja.

- Kiedy możemy się spodziewać "werdyktu"? Zgadza się Pan z sugestiami, że tak wysokie ceny zaoferowane w przetargu to spisek firm, wymierzony w obecną ekipę rządzącą w mieście?

- Procedura trwa, na razie analizujemy, co wpłynęło na takie ceny. Mam na to dwa miesiące. Nie wierzę w teorie spiskowe. Nie jest to najlepszy moment na takie inwestycje, bo dosyć optymistyczne wskaźniki wzrostu gospodarczego rządu nijak się mają do opinii ekspertów. Jeżeli nastąpi spowolnienie gospodarcze, będziemy mieli problem z utrzymaniem dochodów na proponowanym poziomie. Jak w takiej sytuacji zaciągać gigantyczny kredyt, który trzeba będzie spłacać przez osiem lat? Przy stopie procentowej 10 % potrzebujemy 34 mln złotych kredytu na budowę hali, co w ciągu ośmiu lat oznacza 18 milionów zł wydatków na samą obsługę kredytu.

- Co to w praktyce może oznaczać dla miasta?

- Mógłbym stwierdzić, że po mnie choćby potop, zbudować halę i wypiąć pierś, że to ja zbudowałem, a nie ktoś inny. Rzeczywistość pokazała, że w kampanii wyborczej to ja miałem rację i nie da się wybudować takiej hali za pieniądze, o jakich była mowa. Co to oznacza w praktyce? Na przykład to, że w 2011 roku koszt spłaty rat i odsetek to około 8 mln złotych. To znaczy, że na wiele ważnych dla mieszkańców inwestycji zabraknie pieniędzy.

- Możemy stanąć przed dylematem albo budowa hali, albo ulicy Zagłoby?

- Nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być ulicy Zagłoby. To jest tlen dla miasta.

- Zaczął Pan mówić o tym, jak wiele w mieście realizowanych jest waszych inicjatyw. Zacznijmy od parku przemysłowego, o którym słyszymy dużo od dwóch lat, ale naocznie zobaczyć go nie możemy. Jak długo to jeszcze potrwa?

- Mamy rozpoznane sprawy własnościowe i prowadzimy z syndykiem rozmowy dotyczące wykupu dosyć dużego gruntu, które mam nadzieję sfinalizujemy w przyszłym roku. Mamy też miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, nad którym pracujemy już rok. To warunek konieczny, aby te tereny były przeznaczone pod rozwój przemysłu w Ostrowcu. To są procedury, które muszą trwać.

- Wielu mieszkańcom wydaje się, że trwa to o wiele za długo. Podobnie jak inwestycje w budownictwo, o którym również w Pańskiej kampanii wyborczej mówiło się bardzo dużo. Tymczasem w tym zakresie mamy plażę.

- To nie jest plaża. Wybudowaliśmy jeden blok socjalny przy ul. Parkowej, kolejny powstaje na ul. Osadowej, mamy przygotowaną dokumentację na adaptację akademika przy ul. Samsonowicza, gdzie będzie ponad 50 mieszkań socjalnych. Uzyskaliśmy wstępnie pozytywną opinię z Banku Gospodarki Krajowej i dostaniemy na to 30 procent dotacji.

- A co z budownictwem developerskim, o którym tak wiele mówił Pan osobiście?

- Wszystko niestety zostało przyhamowane, a ja nie mogę nikogo na siłę zmuszać do realizowania inwestycji. Ogłosiliśmy przetarg, który rozstrzygnie się w tym miesiącu i zobaczymy, czy ktoś się zgłosi.

- Do wcześniejszych przetargów chętnych nie było.

- Bo dotyczyły terenów nieatrakcyjnych dla developerów. Podjęliśmy decyzję, że OTBS będzie budował w systemie developerskim. Pani była świadkiem, jak zarząd tej spółki deklarował realizację pierwszej inwestycji wiosną 2010 roku. Rozmawiamy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego o ewentualnych kredytach. To masa ciężkiej pracy, niestety efektywnej, a nie efektownej.

- Kiedy ostatni raz zaglądał Pan na internetowe forum Urzędu Miasta? Gdy rozmawialiśmy dwa lata temu, po objęciu przez Pana funkcji prezydenta, padła deklaracja, że będzie się Pan starał odpowiadać na maile i pytania internautów.

- Wczoraj. Nie mam czasu odpisywać na pytania osobiście, ale robi to rzecznik prasowy.

- Może mieszkańcy woleliby, żeby to jednak prezydent im odpisywał?

- Nie chcę robić tak, że wpisuje ktoś inny, a podpisuje się prezydent. Dlatego na pytania odpowiadają poszczególne komórki odpowiedzialne za daną sprawę albo rzecznik prasowy. Forum jest śledzone na bieżąco.

- Z pańskiego punktu widzenia ta forma kontaktu ze społeczeństwem się sprawdza?

- Pojawia się wiele dobrych sygnałów i sugestii, z których można skorzystać, a mieszkańcy dowiadują się więcej o działaniach w mieście.

- Wróćmy jeszcze do naszej rozmowy z początku kadencji. Powiedział Pan wtedy: "dajcie mi pół roku na załatwienie sprawy browaru Saskich". Minęły dwa lata i prawie rok od podpisania porozumienia z właścicielami i można odnieść wrażenie, że stanęliście w miejscu.

- Nie stoimy w miejscu. Mamy prawie 50 procent udziałów. To bardzo dużo, bo zlikwidowaliśmy zagrożenie, że ktoś przyjdzie i zburzy MCK czy BWA.

- Ale te prawie 50 procent gmina ma już od kilku miesięcy. Co z pozostałą częścią?

- Proszę uzbroić się w cierpliwość. To są bardzo trudne negocjacje, które wciąż trwają. Chociażby wczoraj w Ostrowcu był pan Jacek Wyciszkiewicz.

- Prawdą jest, że z ust jego i właścicieli pozostałych udziałów padły słowa, że nie dopuszczą, by gmina kiedykolwiek była właścicielem całości browaru?

- To nie jest prawda, w takiej sytuacji nie byłoby w ogóle negocjacji. Nic więcej powiedzieć nie mogę, bo w związku z tym, że media wprowadzały zamęt w tej sprawie, umówiliśmy się, że obowiązuje nas tajemnica handlowa. Oczywiście w odpowiednim czasie zwrócę się do rady o zgodę na kolejny krok.

- Pojawiły się również informacje, że prezydent zamierza wyodrębnić nową księgę wieczystą i zacząć gospodarować tym, co już jest własnością gminy.

- To również nieprawda.

- Część radnych, mimo że w styczniu głosowała za podpisaniem porozumienia, głośno wypowiadała się, że nie jest przekonana, czy to słuszne posunięcie.

- W takim razie się dziwię, bo ja nie podnosiłbym ręki za czymś, czego nie jestem pewny.

- Ale dziś te osoby mogą powiedzieć- mieliśmy rację, to nie jest takie proste, jak wam się wydawało.

- Problem browaru to nie dwa lata mojej kadencji, ale sprawy nierozwiązane od 2000 roku. Nie zrobiono wtedy nic i próbowano doprowadzić do rozwiązań niekorzystnych dla miasta. Ja zrobiłem przez dwa lata dużo więcej. To sprawa trudna, bo każdemu dziś trudno powiedzieć, że gmina była fair wobec właścicieli, korzystając z tego majątku i nie płacąc nawet złotówki.

- Już kiedyś zadałam Panu to pytanie- czy będziemy obchodzić rocznicę porozumienia z Saskimi? Jeśli tak, to w jakich nastrojach?

- Naprawdę mogę powiedzieć tylko tyle, że negocjacje trwają i zaczęliśmy rozmawiać bardziej konstruktywnie. Sprawa niestety została wciągnięta w wir poprzedniej kampanii. Wtedy ja osobiście też dostałem po głowie, moim zdaniem, niesłusznie.

- Ale może gdyby nie to, nie byłby Pan dzisiaj prezydentem?

- ...

- Jak na półmetku kadencji ocenia Pan współpracę ze swoimi zastępcami i koalicjantem Prawem i Sprawiedliwością?

- Gdyby współpraca z zastępcami była zła, to już byśmy nie współpracowali. Od początku dużo łatwiej było Jarosławowi Górczyńskiemu, który jest samorządowcem od lat, pracował w urzędzie i wiele tematów zna doskonale. Gorzej było z Pawłem Walesicem, który musiał się zaaklimatyzować i potrzebował więcej czasu na wprowadzenie, ale to normalne. Tę współpracę oceniłbym dobrze. Oczywiście nie jestem zadowolony ze wszystkiego i mam uwagi, które przekazuję na bieżąco. Jeśli chodzi o koalicjanta, to mieliśmy różne sytuacje, ale też oceniam ją pozytywnie. Mimo różnych "wycieczek" niektórych radnych koalicyjnych, gdy się spotykam z klubem PiS, prowadzimy konstruktywną dyskusję.

- Co się dzieje z Pana macierzystym Stowarzyszeniem TOS? Po okresie aktywności przestał być widoczny.

- Nadal aktywnie funkcjonuje. Zarząd TOS zbiera się co poniedziałek po południu. Tydzień temu mieliśmy walne zgromadzenie stowarzyszenia, na którym zabrakło miejsc siedzących, bo mamy już 170 członków. Pracują poszczególne sekcje, wydajemy informator, w którym piszemy o tym, co dzieje się w TOS. Aktywni są również nasi radni.

- A co z pomysłem dyżurów prezydenta i starosty w siedzibie TOS, podczas których mieliście się spotykać z mieszkańcami?

- Ten pomysł spalił na panewce. Radni odbyli kilka dyżurów, na których posiedzieli i poszli, bo nikt nie przyszedł.

- W czasie kampanii mówił Pan wiele o współpracy z przedsiębiorcami. Jak ona wygląda w praktyce?

- Przede wszystkim jest to stała współpraca. Może o tym świadczyć chociażby to, że wszystkie organizacje zrzeszające przedsiębiorców dostały już projekty uchwał dotyczących przyszłorocznych podatków, jeszcze przed radnymi. Nie było żadnych uwag, więc myślę, że to cicha akceptacja. Nie mamy negatywnych sygnałów od przedsiębiorców, a ci, którzy rozpoczynają poważne inwestycje wiedzą, że mogą przyjść do urzędu i wiele spraw jest załatwianych w tempie ekspresowym. To oczywiście moja opinia. Osobiście cieszą mnie inwestycje na terenie miasta, chociaż martwi brak hal i ostatnie wskaźniki makroekonomiczne, które wskazują na realne zagrożenie.

- Powoli pokazują się jednak grupy niezadowolone z Pana decyzji i wyrażające głośno to niezadowolenie. Mówię tu o przedsiębiorcach z targowiska, pracownikach obsługi placówek oświatowych, którzy wystąpili na ostatniej sesji Rady Miasta czy taksówkarzach, dla których decyzje dotyczące przyszłorocznych limitów na nowe licencje są wciąż niekorzystne.

- To chyba normalne, że jedna grupa społeczna będzie dążyć do polepszenia swojego statusu nawet kosztem innych. Jeśli chodzi o targowisko, nie zgadzam się z Pani opinią. Wczoraj padło zdanie, które miło było usłyszeć, że jeszcze dwa lata temu nikt by im nawet nie pokazał projektu zmian regulaminu. To ja ich poprosiłem o skonsultowanie go, ale kompromis nie powinien polegać na tym, że jedna grupa zyskuje kosztem innej, osiągając sto procent tego, co by chciała.

- Czyli Wy wyciągnęliście do nich palec, a oni teraz chcą całą rękę?

- Dokładnie. Na moje pytanie, czy wypracowaliśmy razem lepszy regulamin, padła odpowiedź "tak", a to o czymś świadczy. Negocjacje to trudna sztuka i wiem, że ktoś, patrząc z boku, może odnieść inne wrażenie. Uważam, że po wprowadzeniu zmian większość handlowców będzie zadowolona. Jeśli chodzi o drugą wymienioną przez Panią grupę, to już nazwałem to działanie czystym populizmem i podtrzymuję to. Kilka dni po tamtej sesji zebrał się w tej sprawie zespół i osiągnięto kompromis, który nie niszczy budżetu, a poprawia sytuację tych pracowników oświaty, którzy nie są nauczycielami.

- Czyli będą podwyżki, a nie będzie już więcej takich demonstracji na sesjach?

- Tego nie mogę zagwarantować, bo przecież rolą związków zawodowych jest walka o poprawę bytu swoich członków.

- O swój byt walczą także taksówkarze, którzy twierdzą, że taksówek i tak jest w mieście o wiele za dużo.

- Moim zdaniem zrobiliśmy duży krok w ich kierunku. Co miałbym powiedzieć tym bezrobotnym, którzy chcieliby założyć działalność gospodarczą? Że nie wolno, bo zrobiła się kolejna kasta, która nie chce przyjmować nowych? My poszliśmy im na rękę, ale rząd robi krok w zupełnie innym kierunku. Nowa ustawa o prowadzeniu działalności gospodarczej mówi o uwolnieniu rynku usług taksówkowych, a wtedy nie będziemy mieć żadnego wpływu na liczbę taksówek.

- Coraz głośniej słychać również o ponownych problemach drużyny piłkarskiej KSZO. Z perspektywy czasu jest Pan zadowolony z tego, co zrobiliście w ubiegłym roku? Może nie trzeba było sprzedawać drużyny?

- To nie ja ją sprzedałem. W tym mieście tak jest, że jeśli źle się dzieje w sporcie, to winą obciążany jest prezydent. Sam wolałbym, żeby te sprawy potoczyły się inaczej. Moim marzeniem jest i będzie Klub Sportowy Zakładów Ostrowieckich, którego właściciele są w Ostrowcu i są związani z tym miastem.

- Więc może trzeba było doprowadzić do tego, gdy sprzedawał go pan Stasiak.

- Próbowałem, ale nie było żadnego zainteresowania ze strony naszych przedsiębiorców.

- A inne rozwiązanie? Zdegradowanie drużyny do IV ligi i budowanie jej od początku? To na pewno byłaby niepopularna decyzja.

- Nikt nam wtedy nie gwarantował, że dostaniemy tę IV ligę. Ja nie widziałem wtedy innego wyjścia.

- Co będzie, jeśli piłkarze i kibice znów przyjdą do urzędu, by miasto pomogło klubowi?

- Co mogę więcej zrobić? Będę apelował do przedsiębiorców, którzy są związani z piłką i chcą, by była na dobrym poziomie, o przejęcie klubu od pana Dąbrowskiego, jeśli w takim kierunku potoczy się ta sprawa. Jestem w stałym kontakcie z piłkarzami. Poprzednim razem zorganizowałem kilka spotkań, na które przyszło 30 procent zaproszonych, a odpowiedź była właściwie żadna.

- To przecież są Wasi ludzie, w wielu przypadkach członkowie TOS mocno związani z Waszą ekipą.

- Ja mówię o wszystkich przedsiębiorcach, nie tylko tych, którzy są w TOS-ie. Są przedsiębiorcy, którzy kiedyś byli zaangażowani w piłkę i chciałbym, żeby dalej tak było, niezależnie od tego, kto będzie prezydentem. Nie zamierzam robić na stadionie kampanii, malować włosów i rzucać się na murawę, bo to nie w moim stylu. Sport, żeby był zdrowy, musi być jak najdalej od polityki.

- Pozostając w sferze sportu, porozmawiajmy o Radzie Sportu, która powstała jako odpowiedź na inicjatywę naszej gazety, polegającą na stworzeniu grupy osób mających chęci i możliwości pomocy ostrowieckiemu sportowi. Tymczasem stworzyliście grupę doradców prezydenta, którzy w praktyce robią to samo, co radni miejscy i są osobami, których sekcje już korzystają z gminnych dotacji. Nie o to nam chodziło.

- Rada Sportu przy prezydencie działa na podstawie ustawy o sporcie i właśnie tym ma się zajmować. Na pewno inny jest punkt widzenia członków Rady Sportu i radnych, bo nie wszyscy są zorientowani w sprawach sportu. Mnie też to pomaga, bo gdybym nie spotykał się z tymi ludźmi, nie wiedziałbym wielu rzeczy o poszczególnych sekcjach. To działa w dwie strony- oni wiedzą, na co mogą liczyć, a my mamy skąd czerpać wiedzę. Wasz pomysł był taki, by stworzyć "radę sponsorów". Byłem na tamtym spotkaniu i pamiętam ilu było tych potencjalnych sponsorów. To brutalna prawda, że sportu nie da się budować bez pieniędzy, ale źle by było, gdyby liczono tylko na pieniądze gminy. Dlatego sny o potędze sportu pozostaną snami, jeżeli nie będzie konkretnych inwestorów zainteresowanych długofalowymi inwestycjami w tej dziedzinie.

- Na koniec, podsumowując dwa lata pracy, gdyby Pan miał sam siebie ocenić w skali od 1 do 5, jaką wystawiłby Pan sobie ocenę?

- Wolałbym inny zestaw pytań. Dla mnie to trudne, bo nie mam zaniżonej samooceny, ale nie chcę też się przechwalać. Dlatego myślę, że będzie to ocena dobra, a swojemu uczniowi powiedziałbym "jak jeszcze Jarek popracujesz, to masz szansę na lepszą ocenę. W drugim półroczu możesz się poprawić".

- Dziękuję za rozmowę.

/A. Śledzińska/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 16304 razy,
ostatnio: 2019-06-26 07:35:40

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 235       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij