Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2007-10-08

Nie zatrzyma się wpół drogi

Z. Pacelt- Robię to na czym się znam

W wyborach parlamentarnych przed dwoma laty Zbigniew Pacelt startował z pozycji 24, obiecując wyborcom, że będzie do ich dyspozycji 24 godziny na dobę. W obecnej kampanii, jako były poseł PO, otrzymał na liście miejsce nr 3. teoretycznie daje to duże szanse na wygraną, jednak o tym czy otrzyma mandat ponownie, a więc czy wywiązał się z obietnic, i tak zadecydują wyborcy.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Jest Pan sportowcem, więc najlepiej zdaje sobie sprawę z tego, że to co dzieje się w polskiej polityce nie ma nic wspólnego z duchem fair play. Dlaczego więc chce Pan w niej pozostać?

- Po pierwsze dlatego, że wciąż jestem w pół drogi, kadencja została skrócona, więc nie wszystko, co sobie zaplanowałem udało się zrealizować. Myślałem, że w czasie tej kadencji uda się nam zakończyć przygotowania do budowy hali sportowej, a nawet tę budowę rozpocząć. Jest też wiele osobistych spraw mieszkańców, których się podjąłem, a to obliguje mnie do kontynuacji. Poza tym prawdziwy sportowiec nie poddaje się i nie schodzi z trasy biegu przed metą.


- Jeśli nie będzie posła Pacelta, nie będzie też hali w Ostrowcu Św.?

- Prawdopodobnie będzie. Muszę jednak powiedzieć, że to w naszych głowach jesienią 2005 roku powstał pomysł jej budowy. To ja przedstawiłem nasz zamysł, z ówczesnymi władzami gminy, na spotkaniu z polskimi związkami sportowymi i poprosiłem, żeby wpisały tę inwestycję w swój program jako strategiczną, podobnie jak to było z pływalnią. W wyniku naszych ustaleń związki wystąpiły do ministra sportu o uznanie hali za inwestycję strategiczną. Poprosiłem również zarząd główny Akademickiego Związku Sportowego, by uznał ten obiekt za możliwy do realizacji celów akademickich. Już jako poseł, 20 sierpnia 2006 roku wysłałem pismo do ministra Lipca o uwzględnienie jej w wykazie inwestycji o szczególnym znaczeniu dla sportu polskiego. Dzięki temu, już rok temu inwestycja została potraktowana jako ważna dla polskiego sportu. Organizowałem kolejne spotkania z biurem projektowym, podczas których przedstawiciele związków mogli sugerować zmiany w projekcie. Zawsze zaznaczałem, że mamy możliwość rozgrywania zawodów rangi międzynarodowej. Nie liczymy na puchar świata w siatkówce czy mistrzostwa Europy, ale mamy przecież mecze międzypaństwowe juniorów, młodzików. Trochę z niepokojem obserwuję, że nie ma jeszcze zgody na budowę tego obiektu, a czas leci. Władze powinny zrobić wszystko, by jeszcze w tym roku złożyć wniosek o dofinansowanie, a może być to możliwe tylko jeśli będzie przyznane pozwolenie na budowę. Moje działania koncentrują się na tej sprawie, można więc powiedzieć, że zrobiłem tylko tyle. Albo aż tyle.


- A Pana zdaniem jest to dużo, czy mało?

- Trudno to ocenić. Nie chciałbym przeceniać swojej osoby, ale gdyby nie było tak szerokiego poparcia związków sportowych i zabrakło rzecznika, mającego z nimi dobre relacje, jakiś autorytet, może załatwienie tego wszystkiego nie byłoby niemożliwe, ale na pewno o wiele trudniejsze. To nie jest tak, że Pacelt jest zbawcą. Rzetelnie przygotowuję się do swoich zadań, staram się je maksymalnie realizować.


- Jest Pan jednak członkiem partii opozycyjnej, a to na pewno utrudnia działanie?

- Nie jestem politykiem z pierwszej linii, raczej z ostatniej ławy, bo w niej właśnie miałem swoje miejsce. Od początku zakładałem sobie, że będę realizował swoje cele i udało mi się załatwić około 60 tys. złotych z fundacji rozwoju kultury fizycznej na różnego rodzaju akcje. Pieniądze dostały LO nr II im. J. Chreptowicza, Warsztat Terapii Zajęciowej jeszcze na początku kadencji. Ostatnio zorganizowałem 3,8 tys. złotych na akcję nauki udzielania pierwszej pomocy, zorganizowaliśmy pierwszą olimpiadę dla młodzieży z ośrodków socjoterapeutycznych. W sumie przez te dwa i pół roku udało mi się pozyskać dla różnych instytucji około 650 tysięcy złotych. Inni chwalą się, że budują drogi, ale mnie się wydaje, że one i tak byłyby budowane, nawet gdyby rządziła inna partia. Większość zadań, które sobie założyłem jest związana ze sportem, jak choćby akcja z WOPR dotycząca bezpieczeństwa nad wodą i specjalnie wydana broszura dla dzieci, które uczą się pływać. Na to również znalazłem pieniądze, chociaż nie chwaliłem się tym. Zawodnicy UKS Kor mają nowe rowery. Przyjaciele mówią, że moją wadą jest to, że nie umiem się chwalić. Mógłbym oczywiście za każdym razem zwoływać konferencje, pokazywać się z dziećmi, ale czy to jest konieczne?


- Po wygranej w wyborach wstąpił Pan do Platformy Obywatelskiej, mimo że startował jako kandydat niezależny. Jak zmieniła się ta partia od tamtej pory?

- Do 2005 roku byłem członkiem partii pod nazwą "sport", ale uznałem, że skoro startowałem z listy PO i ludzie postawili na mnie, jestem zobowiązany by się z nią utożsamiać i nie udawać, że wciąż jestem niezależny. Nasza sytuacja była trudna. Trzeba przyznać, że socjotechnicznie PiS jest lepszy, a więc i skuteczniejszy. Umie więcej składać obietnic bez pokrycia. PO popełniła błąd wyrzekając się dofinansowania z budżetu państwa i przez to nie miała możliwości rozwijania swoich struktur. Inne partie to robiły, więc wyprzedzają nas o dwa lata. Platforma straciła podwójnie, bo kiedy okazało się, że bez tych dotacji nie jesteśmy w stanie funkcjonować, zostaliśmy skrytykowani za sięgnięcie po nie. Na szczęście dystans już się zmniejsza, a partia jest mocniejsza, co pokazały wybory samorządowe. Wyciągnęliśmy wnioski z lekcji, a to że decyzja o zrezygnowaniu z dotacji została zmieniona? Cóż, Jarosław Kaczyński też kiedyś mówił, że jeśli brat zostanie prezydentem, on nie będzie premierem.



- Wicepremier Przemysław Gosiewski, podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Kielcach nazwał opozycję grupą "wsadzającą drzewo w szprychy" i "sypiącą piasek do gaźnika". Czuje się Pan dywersantem?

- Kiedy Platforma nie krytykowała rządzących, było głośno o tym, że opozycja nic nie robi. Kiedy zaczęliśmy wytykać im błędy, uznano to za wściekły atak. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś wściekle atakował. Oczywiście opozycja nie może wszystkiego tylko chwalić czy krytykować, ale proszę zwrócić uwagę, że wszystkie strategiczne ustawy Platforma poparła, mimo że nie uwzględniano w nich naszych poprawek. Sam nigdy nie krytykowałem działań PiS, swoją opinię wyrażaliśmy w głosowaniach. Oczywiście PiSowi brakuje argumentów na wytłumaczenie się z pewnych spraw, łatwiej więc zrzucić odpowiedzialność na opozycję. Ale to święte prawo opozycji, by pokazywać błędy partii rządzącej. Ona nie ma monopolu na wiedzę, na doskonałość. Obserwujemy próby centralizacji władzy i protestujemy przeciwko temu. Ja organizując jakiś zespół zawsze daję ludziom popracować, bo samemu nie da się wszystkiego zrobić. PiS to partia wodzowska, w PO problemy omawia się i dyskutuje.


- Ale to was nazywają postkomunistami.

- A w PiSie nie ma ministrów, którzy byli w PZPR? Na czym ma polegać ten postkomunizm? To się nie trzyma całości, chcemy decentralizować władze, a to nas nazywa się komunistami. PiS nie widzi, że cały świat stawia na demokrację, na regionalizm, bo tam ludzie wiedzą, co mają robić. Wielu moich kolegów również jest za tym, by ważne decyzje były podejmowane w samorządach. Żeby mieli na nie wpływ ludzie mający bezpośredni kontakt ze środowiskiem, znający jego potrzeby.


- W takim razie jak Pan oceni swoją współpracę z samorządem ostrowieckim? Dwa lata kadencji przypadły akurat na zmianę władz.

- Faktycznie ściśle współpracowałem z poprzednim samorządem. Z nowym współpracę zacząłem i mam zamiar kontynuować, przykładem tego jest nasza wspólna praca przy budowie hali.


- Z Pana punktu widzenia Ostrowiec Św. zarządzany jest lepiej czy gorzej w stosunku do lat poprzednich?

- Minęło za mało czasu, by to jednoznacznie stwierdzić. Myślę, że wiele ważnych spraw spadło na dzisiejsze władze. Mogę powiedzieć, że nasze kontakty są poprawne, mamy wspólne ustalenia co do dalszych działań w sprawie hali i mam nadzieję, że je zrealizujemy. Jeszcze raz powtórzę, żeby uzyskać do 50% środków na budowę trzeba złożyć wniosek do ministerswa.


- Nie słychać w Pana głosie przesadnego entuzjazmu?

- Bo jestem systematycznym długodystansowcem. Czas pokaże, czy efekty naszej współpracy będą takie, jakich byśmy chcieli.


- Ostrowiec miał w minionej kadencji trzech posłów? Współpracował Pan z nimi?

- Bardzo poprawnie układała się współpraca z Jarosławem Rusieckim. Kiedy trzeba było interweniować o pieniądze na sfinansowanie wyjazdu na staż do Anglii dla młodzieży jednej ze szkół, udaliśmy się wspólnie do ministra Orzechowskiego. Stwierdził nawet wtedy, że w zupełności wystarczyłby jeden z nas, a my zaznaczyliśmy, że jesteśmy tym obaj zainteresowani, bo to sprawa ważna dla naszych wyborców.


- Czyli na poziomie lokalnym można było zostawić wielką politykę z boku i działać wspólnie bez podziału na partię rządzącą i opozycję?

- Oczywiście, że tak. Każdy z nas miał swoje zadania i je realizował, ale potrafiliśmy też działać wspólnie.


- Również z posłem Leszkiem Sułkiem?

- Z posłem Sułkiem nie mieliśmy wspólnych zadań, ale nie wchodziliśmy sobie w drogę. Wiele razy wymienialiśmy poglądy i dyskutowaliśmy. On ma trochę inny styl działania i mówiąc szczerze nie było mi z nim po drodze.


- A co ze współpracą ze środowiskiem lokalnych przedsiębiorców? Popiera Pana przecież stowarzyszenie "Samorządność i Przedsiębiorczość".

- Już od kilku lat współpracuję z Adamem Spałą w zakresie promocji i rozwoju ćmielowskiej porcelany artystycznej, należę do Grona Miłośników Ćmielowskiej Porcelany. Nasza współpraca zaowocowała w ostatnim czasie powstaniem unikatowych figurek dla szefów federacji piłkarskich krajów uczestniczących w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Niemczech w 2006 roku. Statuetkę honorową odebrał przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Franz Beckenbauer. Kolejną inicjatywą było zaprezentowanie okolicznościowych statuetek EURO 2012 promujących kandydatów do organizacji ME w piłce nożnej czyli Polski i Ukrainy. Firma "AS" była pod tym względem pierwsza w Europie. Cieszyliśmy się tym bardziej, kiedy ogłoszono wybór organizatorów. Oczywiście to tylko przykład, staram się wspierać każdą lokalną inicjatywę.


- Kampania trwa a Pana nie widać .

- Każdy poseł ma określony limit środków na kampanię, którego nie wolno przekroczyć. Ja skoncentrowałem się na ostatnich dwóch tygodniach, jak starczy limitu to bilbordy też się pojawią.


- Zakładając, że odniesie Pan sukces również w tych wyborach, co zamierza Pan robić w najbliższej przyszłości?

- Na pewno kontynuować zadania, które zacząłem. W poprzedniej kadencji proponowałem w sejmowej komisji kultury fizycznej podjęcia się opracowania prawa sportowego, co byłoby połączeniem dwóch moich profesji. Przewodniczącym komisji był członek Samoobrony i nie udało mi się go namówić. Chciałbym spróbować w nowej kadencji.


- Będzie Pan jednocześnie pracował nad przygotowaniem kadry do olimpiady w Pekinie?

- Mamy dwie strategiczne imprezy- Pekin 2008 i Euro 2012. Uważam, że na czele komitetów przygotowujących te imprezy powinny stać autorytety w swoich dziedzinach. Jestem członkiem komisji sportowej w PKOl, moja rola polega na przekazywaniu swoich doświadczeń. Przecież 12 razy byłem na Igrzyskach. Ściśle współpracuję z sekretarzem generalnym i dyrektorem sportowym PKOl Kajetanem Broniewskim, byłem też na rekonesansie przedolimpijskim, żeby wiedzieć na jakim etapie są przygotowania. Pewnie będę zajmował się tym nadal.


- Co jest więc na pierwszym miejscu? Sport czy polityka?

- Jestem w sporcie ponad 40 lat, na różnych poziomach i trudno byłoby mi to tak po prostu zostawić. Znam się na tym, więc swoje działania wiążę ze sportem. Dziwi mnie, kiedy ludzie podejmują się wyzwań w sprawach, o których nie mają pojęcia. Na pewno bym się nie podjął kierowniczego stanowiska w nieznanej sobie dziedzinie. Myślę, że działaniami w ostatnich dwóch latach pokazałem, że potrafię łączyć te dwie pasje.


- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 15982 razy,
ostatnio: 2019-09-15 16:03:07
Skomentuj artykuł:
Powrót