Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2006-07-03

Piotr Lichota: Przedsiębiorcy łączcie się

Rozmowy kontrolowane

Po tym, jak na początku roku do Stowarzyszenie "Samorządność i Przedsiębiorczość" nie przyjęto kilkudziesięciu przedsiębiorców, Piotr Lichota zrezygnował z członkostwa w organizacji. Po kilku miesiącach zdecydował się powiedzieć "Wiadomościom", czym spowodowana była ta decyzja.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Odszedł Pan ze Stowarzyszenia SiP w dość spektakularny sposób, w obecności dziennikarzy, po tym jak okazało się, że do organizacji nie przyjęto przedsiębiorców i samorządowców, między innymi starosty Waldemara Palucha.

- Jeśli chodzi o mnie, błędnym jest utożsamianie odmowy przyjęcia starosty Palucha do SiP

z tym, co działo się później, moim odejściem ze stowarzyszenia. Tym bardziej, że tak naprawdę prezes SiP Robert Minkina, o czym wie niewiele osób, prowadził bardzo poważne rozmowy z Waldemarem Paluchem na temat ewentualnej współpracy. Wtedy jeszcze ja nie byłem w to zaangażowany, ani nawet zainteresowany. Rozmowy rozpoczęły się jeszcze przed punktem kulminacyjnym i rozłamem SiP, jesienią ubiegłego roku. Miały na celu utworzenie wspólnego ruchu. Zamiar wprowadzenia tych osób "okołosamorządowych" do SiP był uzgadniany z Robertem Minkiną. Potem jednak coś się zepsuło i gdy dołączyły do tego moje starania o wprowadzenie jak największej liczby przedsiębiorców, zaczęła się nieprzychylność prezesa. To z kolei spowodowało, że razem z tymi ludźmi i starostą Paluchem zaczęliśmy myśleć o stworzeniu czegoś nowego.


- Czy dla jasności- do Stowarzyszenia "Samorządność i Przedsiębiorczość" chcieli wstąpić rekomendowani przez Pana przedsiębiorcy, czy też samorządowcy?

- To byli zwykli przedsiębiorcy, zresztą listę mam do tej pory. Są na niej takie nazwiska jak Mirosław Dąbrowski, Jarosław Nogal, Jarosław Kiljan, Jolanta Wtorek, Robert Bimek, Zbigniew Wróblewski. Te osoby nie są związane z żadnym ruchem politycznym czy samorządowym. Przyznaję, że oprócz nich było jeszcze kilka kandydatur, między innymi Jarosława Wilczyńskiego, który nie jest przedsiębiorcą, ale którego ja rekomendowałem wspólnie z Andrzejem Biesiadą i Grzegorzem Pietrzykowskim po aferze z przeszkodzeniem zamiarom budowy na miejscu browaru marketu Kaufland. Wtedy ofiarą naszych działań stał się Jarosław Wilczyński, zwolniony z funkcji wiceprezydenta miasta. Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby włączyć go, z korzyścią dla SiPu.


- Skoro więc prowadzone były rozmowy z prezesem SiP i podobno wszystko było "dogadane", to co się stało w czasie głosowania?

- Myślę, że trzeba by wrócić do całej otoczki przed głosowaniem. Dlaczego ja zaangażowałem się w działania? Wiedziałem, że w tym momencie SiP już trochę błądzi. Wybory parlamentarne, niektóre rozgrywki prezesa z władzami miasta wskazywały na to, że działania SiP nie do końca są zgodne z duchem i ideami tej organizacji.


- Mówiąc wprost, Stowarzyszenie skierowało się w stronę prezydenta Jana Szostaka?

- Tak, to było widoczne gołym okiem. Nie będę wyrokował co powodowało i dalej powoduje zarządem, mam nadzieję, że to jakaś super wyrafinowana strategia. Byłem członkiem SiP co prawda nie od jego zarania, bo włączyłem się aktywnie po pół roku działalności. Obserwowałem co się działo, tę bierność przedsiębiorców. Ona faktycznie jest, czuje się pasywność, zachowawczość. Pięć lat temu był zryw, ruch, idea

i możliwość zmiany tego, co nam się nie podobało, możliwość zmiany władzy, jej antyprzedsiębiorczego i antylokalnego podejścia. Później się okazało, że organizacja stała się mało zauważalna. Faktycznie z boku mogło to wyglądać, że my nic nie robimy, nie jesteśmy tym zainteresowani. Dlatego rozmawiałem z kolegami, żeby spróbowali.


- Czy tłumaczyli w jakiś sposób fakt, że przez cztery lata nie wstąpili do SiP?

- Zawsze padał jeden argument- czy dalej szefem jest Robert Minkina. Mówiłem im, że w demokratycznym systemie to przecież zarząd podejmuje decyzje. Prezes SiP to postać kontrowersyjna i chyba to co najważniejsze, interesowna. Uważam, że w tego typu instytucji, które mają szczytne cele, lansują się jako demokratyczne, powinien być typowo społeczny charakter zaangażowania zarządu i jego szefa. Wiem to z własnych doświadczeń, bo jestem prezesem Stowarzyszenia "Bałt". W Bałtowie udało nam się dokonać zmian, chwalimy się, że demokratycznych, choć faktycznie ta nasza demokracja jeszcze dojrzewa. Ale jest, pokazały to ostatnie wybory w stowarzyszeniu. Na 170 członków na walne zebranie sprawozdawczo- wyborcze przyszło 100 osób. I to nie jak tutaj ostatnio na walnym SiP, otrzymały kartki z nazwiskami osób, na które mają głosować, tylko zwykłe zaproszenie z programem. Zjawili się ludzie z Bałtowa, to jest dla mnie fenomen i przykład, jak działa demokracja. Ktoś może powiedzieć- bo Lichota ma tam swoje interesy. No pewnie, że mam. Nigdy nie mówiłem, że jestem filantropem i tylko to chcę robić w życiu. Ale wydaje mi się, że potrafię godzić i dzielić misję społeczną, z misją prywatną. W przypadku zarządu i prezesa SiP tego zabrakło. Gdyby bezinteresowność i chęć robienia dla przedsiębiorców czegoś więcej były głównym celem działania, to nie doszłoby do tego, co się dzisiaj dzieje. Nie doszłoby do rozłamu. W tym momencie to już nie jest przedsiębiorczość, ale, jak słusznie zauważył radny Alfred Skalski- związki zawodowe pracowników osób związanych z prezydentem Szostakiem. Mam wielkie uznanie dla tych, którzy odważyli się jednoznacznie określić na temat SiP, funkcjonowania jego zarządu i zrobili to na forum ostatniego, "pseudodemokratycznego" walnego zgromadzenia członków. Jest to szczególnie godne podkreślenia, gdyż żyjemy w czasach, w których takie cechy charakteru jak odwaga, godność, honor, najwyraźniej nie są w cenie.

Mogę jedynie przeprosić tych, którzy poprzez moją rekomendację, trafili w szeregi SiP w momencie, gdy organizacja przestawała mieć charakter demokratyczny i proprzedsiębiorczy i w ten sposób naraziłem ich na przykre doświadczenia.


- Może po prostu to nie był moment na zmiany? Skoro widzieliście nieprawidłowości, trzeba było reagować wiele miesięcy temu, a nie przed wyborami.

- Oczywiście można tak powiedzieć, ale trzeba zdać sobie sprawę, że rzeczy przełomowe zawsze dzieją się w ważnych momentach. Musi być jakiś impuls. Na co dzień wszyscy mają co robić, a to przecież wymaga zaangażowania, absorpcji myślowej, pracy. Przełom w naszych działaniu tak naprawdę nastąpił w momencie gdy nie udało się nam obronić przed Polimeni i przyszło do wyborów parlamentarnych. Nagle SiP, instytucja która była naszym przedstawicielem, określił się jako jednostka dywersyjna Platformy Obywatelskiej. Kto mnie, czy innych członków pytał czy chcemy się utożsamiać z PO czy inną grupą polityczną? Przedsiębiorcy, jeżeli mają być dobrze postrzegani i zorganizowani, nigdy nie powinny się utożsamiać z żadną partią. To powinno przyświecać stowarzyszeniu, które według pierwotnej idei miało bronić i reprezentować interesy przedsiębiorców, poprzez zaangażowanie

w samorządzie. Cztery lata temu były jasno określone kierunki działania, że jesteśmy przeciwni układowi, który istnieje w mieście. Nie dlatego że nie podoba nam się pan prezydent. Dlatego, że mechanizmy sprawowania władzy, które przedstawia, ludzie którymi zarządza, nie sprzyjają rozwojowi przedsiębiorczości. Efekty są wyczuwalne. I w pewnym momencie pojawiła się Platforma Obywatelska, która tutaj, na niższych szczeblach jest bliżej ugrupowań lewicowych. SiP stając się jednostką dywersyjną PO, automatycznie podpisało się pod nie naszą polityką. Nasze interesy zostały zaszufladkowane tym bardziej, że teraz w Stowarzyszeniu funkcjonują głównie nie przedsiębiorcy, ale osoby związane z PO i osoby proprezydenckie.


- Wniosek jest taki, że daliście sobie bardzo łatwo odebrać to, co miało wam służyć.

- To jest dla mnie największy ból, że właśnie w tak łatwy sposób, naiwny, przedsiębiorcy dali sobie wydrzeć narzędzie, które naprawdę mogło nam dobrze służyć. Ale trzeba powiedzieć, że od początku nie była to instytucja stworzona werbalnie przez przedsiębiorców, ale ustawiona z góry przez jedną czy dwie osoby. Raczej podporządkowana czyimś interesom. Najlepszym przykładem była akcja przeciwko Kauflandowi, kiedy prezes Minkina wcale nie miał zamiaru się w nią włączyć. To my naciskaliśmy, żeby odbywało się to również pod szyldem SiP.


- Odeszliście ze Stowarzyszenia i co dalej?

- Myślę, że jest wiele możliwości. Jeżeli coś nie nadaje się do reperacji trzeba go wyburzyć i postawić nowe, albo w całości przebudować. W tym mieście jest wielu mądrych, silnych przedsiębiorców. Możemy jeszcze stworzyć instytucję, która będzie faktycznie reprezentowała interesy przedsiębiorców, niezależną od nikogo.


- Skąd pewność, że przedsiębiorcy chcą się w ogóle jednoczyć?

- Chcą. Niedawno zorganizowaliśmy konferencję przedsiębiorców, na którą na 60 zaproszonych osób przyszło około 50. Padło wtedy wiele słów i uwag, jest jeszcze chęć i energia. Tyle tylko, że spotkanie odbywało się na tydzień przed walnym SiP. Wszyscy jeszcze czekali, co tam będzie się działo, mieli nadzieję na uzdrowienie tego Stowarzyszenia, że jeszcze w sposób demokratyczny uda się władze zreformować. Sam też czekałem, bo nie należę do ludzi, którzy definitywnie przekreślają kogokolwiek. Był dla zarządu i prezesa czas na zreflektowanie się, podjęcie honorowej decyzji, poddanie się pod demokratyczną ocenę i to byłoby wyjście z twarzą. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób, także w zarządzie, w rozmowach "w cztery oczy" mówiło to samo co ja, miało to samo wrażenie, uwagi i opinie o jakości pracy. Wynik głosowania to dowód na istnienie tu jakiegoś syndromu "utożsamiania się w bólu". To jest w pewnym sensie gangrena naszego społeczeństwa, takie ciche przyzwolenie, utożsamianie się z mizerotą. Skąd się to bierze? Bo zerwanie i stworzenie nowego układu wymaga odwagi, pracy i jest niepewne, więc lepiej żeby sobie taki układzik nadal funkcjonował. To jest żałosne i nietrwałe i w końcu pęknie. Ten kraj potrzebuje ludzi do pracy, trzeba skończyć z tym przekładaniem, poklepywaniem, bo już nie ma co tasować i rozdawać.


- Nieuchronne wydaje się pytanie, czy taką alternatywą dla przedsiębiorców ma być ruch "TOS 2006"?

- "TOS 2006" to ruch obywatelski, który ma stworzyć płaszczyznę do demokratyzacji tego miasta. Skupia osoby związane z instytucjami, biznesem, gama jest wszechstronna. Jest apolityczny i nigdy nie będzie reprezentował żadnej opcji. Oczywiście jeśli uda się wprowadzić do władz samorządowych odpowiednią ilość osób, jest szansa, że będą dla tego środowiska pracować. Przedsiębiorcy wchodzący w skład TOS-u stanowią tylko jego część, nie możemy więc wymagać, by ruch reprezentował tylko ich interesy. Będzie raczej naciskał przyszłe samorządy do otworzenia się na potrzeby również przedsiębiorców. Mam nadzieję, że na bazie naszych działań w tym ruchu, z poparciem osób zaangażowanych uda się stworzyć organizację przedsiębiorczą. Dysponujemy przecież zarówno potencjałem finansowym jak i pewnym doświadczeniem w tworzeniu takich instytucji. Miała by ona charakter opiniotwórczy dla Rady Miasta i Rady Powiatu w tematach gospodarczych i inwestycyjnych. Oczywiście ja gorąco namawiam przedsiębiorców do poparcia TOS-u, gdyż w tej sytuacji to jedyna dla nas możliwość zaistnienia na scenie samorządowej, a osoby które go reprezentują są gwarantami dbałości o nasze interesy. Program ruchu jest proprzedsiębiorczy, a apolityczność gwarantuje dobrą współpracę. Wreszcie kandydat na prezydenta Jarosław Wilczyński jest osobą wrażliwą na nasze bolączki i jasno określa rolę przedsiębiorców w mieście.


- Dziękujemy za rozmowę.
/Anna Śledzińska, Waldemar Frańczak/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 13222 razy,
ostatnio: 2019-09-16 05:33:40
Skomentuj artykuł:
Powrót