Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-03-19

Beata Składanowska - nauczycielka, wolontariuszka, żeglarka


Drugie miejsce w ostrowieckiej edycji plebiscytu Kobieta Przedsiębiorcza 2009 zajęła Beata Składanowska.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Laureatka opowiedziała nam o swojej pracy, pasjach i początkach... Bombki Nadziei
Wykonuje trudną, ale - jak sama podkreśla - dającą ogromną satysfakcje pracę. W różnorodnych akcjach charytatywnych zbiera pieniądze dla dzieci z zaburzeniami rozwoju, kieruje Stowarzyszeniem Promyk, dużo czyta. Najlepiej odpoczywa pływając w "babskim gronie" na żaglówce.


Beata Składanowska znana jest w Ostrowcu przede wszystkim jako główna organizatorka corocznego Balu Charytatywnego "Bombka nadziei". Bal zawsze bywa wręcz perfekcyjnie przygotowany i w dobrym tonie jest na nim być, a najlepiej jeszcze kupić którąś z licytowanych bombek. Ale nasza laureatka znana jest też doskonale wielu rodzicom, którzy wychowują dzieci z zaburzeniami rozwoju.

UKSZTAŁTOWAŁ JĄ KUL


Pani Beata zawodowo pracuje w Publicznym Przedszkolu numer 12 w Ostrowcu, choć tak naprawdę nigdy nie planowała, że będzie pracowała z małymi dziećmi. Pochodzi z Krapkowic, gdzie ukończyła szkołę podstawową, a potem liceum medyczne w Kędzierzynie-Koźlu. I właśnie z medycyną wiązała swoja zawodową przyszłość.


- Tym, że trafiłam na pedagogikę na Katolickim Uniwersytecie Lubelski rządził trochę przypadek - wspomina nasza laureatka. - To znajomi namówili mnie, abym tam startowała, ale szczerze mówiąc nie liczyłam, że się dostanę, bo było aż ośmiu kandydatów na jedno miejsce. Ale się dostałam i gdyby przyszło mi się jeszcze raz decydować to z pewnością wybrałabym znowu KUL. To uczelnia, która nie tylko kształci merytorycznie, ale przede wszystkim kształtuje charakter, osobowość, w etyce chrześcijańskiej, z podkreśleniem że człowiek jest w centrum, jest najważniejszy. To, czego nauczyłam się na KUL-u: cierpliwości, pokory, szacunku do człowieka, do jego słabości, niepełnosprawności czy ułomności, bardzo przydaje mi się w pracy. No i na studiach poznałam męża Piotra, wiec tym bardziej okres studiów wspominam bardzo dobrze.

Z LICEUM DO PRZEDSZKOLA


Po studiach pani Beata pracowała w liceum w Kędzierzynie, ale po przeprowadzeniu się do Ostrowca trafiła do przedszkola.


- Zawsze myślałam, że będę pracowała z młodzieżą i bardzo podobała mi się praca w liceum. W Ostrowcu przyszło mi pracować w przedszkolu, z dziećmi z zaburzeniami rozwoju i bardzo trudno było się przestawić. Ale dość szybko zauważyłam, że dobrze czuję się w pracy indywidualnej z małym dzieckiem. Zdecydowałam się wtedy na studia podyplomowe z zakresu surgologopedii, ukończyłam kilka specjalistycznych kursów. Po w tej pracy trzeba ciągle uzupełnia wiedze, uczyć się nowych metod pracy z dziećmi autystycznymi - mówi pani Beata.


Praca z dziećmi z zaburzeniami rozwoju to bardzo trudne zajęcie. Trzeba dużo cierpliwości i pokory, bo efekty przychodzą powoli, a czasem wcale.


- Oczywiście miałam momenty zniechęcenia. Doskonale pamiętam mój pierwszy kontakt z dzieckiem autystycznym. Było to dziecko nie wydające żadnych dźwięków, praca polegała na uczeniu go słów bez względu na to czy ono powtórzy je czy nie. Stosowałam najróżniejsze metody, obrazki, filmu, rysunki i nigdy nie mogłam sprawdzić efektów. Po trzech latach takiej żmudnej pracy zadzwoniła mama dziecka i opowiedziała mi historię jak mój podopieczny zareagował podczas wycieczki na wieś na widok krowy. Dziecko powiedziało "muuuu". A to oznaczało mój sukces - dodaje prezes Stowarzyszenia Promyk.

BOMBKA NADZIEI


Zaangażowanie w prace z dziećmi, potrzeba niesienia im pomocy, świadomość ogromu pracy, jakiej wymagają maluchy z zaburzeniami rozwoju, skłoniły panią Beatę do zaangażowania się w działalność charytatywną. W 2000 roku została prezesem Stowarzyszenia Promyk i zaczęła organizować bale charytatywne.


- Te nasze pierwsze licytacje to nie były bale, a raczej spotkania ludzi dobrej woli - wspomina pani Beata. - Na pierwszej licytacji organizowanej w kinie Etiuda, zebraliśmy 500 złotych. Przez pierwszych sześć lat my same - działaczki Stowarzyszenia, robiłyśmy wszystko - przygotowywałyśmy sałatki, przekąski. Dzięki uprzejmości Henryka Kraski mogłyśmy urządzać licytacje w jego lokalu. Dopiero od czterech lat zdecydowałyśmy połączyć przyjemne z pożytecznym i przy okazji licytacji bombek organizować bal.

KOBIETA SPEŁNIONA


Panie Beata czuje się kobietą spełnioną, i to w każdym wymiarze.
- Mam kochanego, tolerancyjnego męża, też z "żyłką społecznikowską", który wielokrotnie mi pomaga. Mamy wspaniałą córkę Kingę, która nigdy nie sprawiała na kłopotów. Mam grono wypróbowanych przyjaciółek. Mam wreszcie prace, która daje mi ogromną satysfakcję, widzę sens w tym, co robię. Jestem osoba uporządkowaną, dlatego znajduje czas i na rozrywkę i na dobra książkę. Co roku też znajduję czas by na kilkanaście dni wyjechać na Mazury, gdzie w typowo babskim gronie, z wypróbowanymi przyjaciółkami żeglujemy. Bo żagle to moja pasja.


Pani Beata podkreśla, że jedynym miejscem w którym nie w pełni się realizuje jest.... kuchnia.
- Potrafię gotować, ale znacznie lepiej robi to mój mąż, więc w kuchni ustępuję mu pola - dodaje nasza laureatka.
/Mirosław ROLAK, 19 marca 2010, 12:06/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 24830 razy,
ostatnio: 2019-09-21 15:42:19
Skomentuj artykuł:
Powrót