Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2004-03-11

Moda na kikuty drzew


Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
      W Ostrowcu zapanowała moda na ordynarne okaleczanie drzew rosnących na poboczach ulic. To, że Ostrowiec nie jest "kamienną pustynią" zawdzięczamy inż. Stanisławowi Sudnikowi, specjaliście w zakresie zieleni miejskiej.


    Dzięki prowadzonym w latach 60-tych nasadzeniom różnych gatunków drzew, nasze miasto zyskało na estetyce.


    Pana Stanisława poprosiłem o komentarz do sposobu przycinania drzew na ulicy Polnej, nieopodal jego domu.


    -Jestem po zawale. Jak to barbarzyństwo zobaczyłem omal nie doznałem drugiego zawału. Żaden dendrolog nie zniósłby takiego widoku. Z dorodnych, szlachetnych drzew zostają karykaturalne monstra. Pod piły idą akacje, klony, jesiony. To jest skandal, a nie pielęgnacja drzewostanu. Przy długim bloku na Polnej specjalnie były zasadzone akacje, żeby nie przesłaniać widoczności z okien. Jeśli za nadto się rozrosły, można było je “prześwietlić ". To, proszę pana, obszerna wiedza o usuwaniu przesłaniających słońce gałęzi i o formowaniu korony drzewa. Po prostu, trzeba wiedzieć, którą gałązkę można uciąć, a której nie wolno dotknąć.


    Byłem wśród tych ludzi, któr zy okaleczali akacje. Prosiłem ich, żeby nie pozbawiali drzew całych konarów.


    Odnieśli się do mnie arogancko i zostawili... kadłubki drzew. Oni obcinają grube gałęzie, bo doskonale się palą w kominkach. Prawdopodobnie z tego samego powodu pod topór poszły stuletnie olchy rosnące nad Młynówką.


    Moim współpracownikiem od pielęgnacji zieleni był wyśmienity ogrodnik, Kazimierz Gocel. Kiedy wpadł w nerwy, jąkał się niemiłosiernie. Pewnego dnia przybiegł do mnie zdyszany i blady.


    -Pobiegłem za nim do parku i zobaczyłem, że zetempowcy wbili w liguster (żywopłot) drzewce swojego transparentu. Kazałem im się zabierać do diabła.


    Minęła godzina i do mojego biura przyleciał z komitetu miejskiego goniec, mówiąc:Towarzysz Sz. na was czeka. Idźcie natychmiast. Poszedłem. -Zwalniam cię! -Za to, że przegnałeś z parku towarzyszy z ZMP. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z "białego domu".


    Okazało się jednak, że zamiast wilczego biletu dostałem nagrodę. Zresztą, nie jedyną w mojej karierze. Adam Sz. był politrukiem, ale czuł to miasto i był lokalnym patriotą.


    A dziś moją pracę się marnuje i za to mam żal do włodarzy miasta i powiatu. Także za kikuty akacji rosnących na zboczach Kasprowej Doliny, z drugiej strony długiego bloku. I ośmielam się zwrócić uwagę "konserwatorom " przyrody, że drzewa na wzgórzu Kirkut były posadzone nie tylko po to, żeby na żydowskim cmentarzu było zielono, ale by zbocze nie obsuwało się w kierunku ul. Mickiewicza i parceli Krzosa.


    Antoni Żak
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 17777 razy,
ostatnio: 2019-11-13 22:40:48
Skomentuj artykuł:
Powrót