Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2004-01-27

Rodzinna placówka?


Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
      Jeszcze nie otrzymaliśmy wyników kontroli wewnętrznej, przeprowadzonej w związku z informacją emerytowanej nauczycielki opisującej "malwersacje " w jednej z ostrowieckich szkół, a już dostaliśmy kolejny list o podobnej treści.


    -Taka sytuacja, to nie wyjątek -pisze nasz czytelnik. Inna ostrowiecka placówka oświatowa staje się powoli rodzinną.


    Pracuje tu konkubina pana dyrektora (na stanowisku magazyniera), synowa zaś jako sekretarka, a zięć brata pana dyrektora jest konserwatorem.


    Pan dyrektor dba także o swych sąsiadów. Pierwszego stycznia br. zatrudnił, na pełnym etacie, nową wychowawczynię w internacie, chociaż w tym samym czasie zlikwidował jedną z grup. Nowo przyjęta, do niedawna mieszkała w tym samym bloku co i pan dyrektor, a jej rodzice dalej tam mieszkają. Cały czas zatrudniony jest w tej palcówce oświatowej inny sąsiad, matematyk, chociaż nie ma wyższego wykształcenia.


    Aby zrobić miejsce dla "swoich", pan dyrektor wysyła ludzi na przymusowe zasiłki przedemerytalne. Władze powiatowe wiedzą o tym, ale nie reagują. Nie wiadomo, jaka jest tego przyczyna. Jakaś być musi, bowiem gdyby tak robił inny dyrektor, to dawno straciłby stanowisko.


    Dyrektor placówki oświatowej, pod którego adresem kierowane są zarzuty, nie jest zaskoczony “donosem".


    Twierdzi, iż autor listu już kilkakrotnie próbował w ten sposób odreagować swoje zawodowe niepowodzenia. Choć nie robił tego w sposób oficjalny, to jednak jego poczynania są łatwe do odczytania.


    Mój rozmówca zapewnił, iż nie ma niczego do ukrycia. Spróbuje ustosunkować się po kolei do każdego ze stawianych mu zarzutów.


    -Muszę zacząć od tego, że nie mam żadnej konkubiny. To, co pisze autor listu jest insynuacją. Prawda jest taka, iż znam tę pracownicę od kilkunastu lat, kiedy jeszcze była zatrudniona, tak jak ja, w Zakładzie Poprawczym, na stanowisku kierownika działu administracji.


    Wykazywała się wówczas wszechstronnymi umiejętnościami: prowadzenia kadr, finansów zakładu, jego gospodarki remontowej. Obsługiwała także komputer. Kiedy w wyniku redukcji kadr straciła pracę zdecydowałem się przyjąć ją do naszej placówki. Byłem pewien, że przydadzą się jej doświadczenie i umiejętności. Nie wchodziły natomiast w grę żadne związki nieformalne. Zatrudniona na stanowisku magazyniera pracownica nie ma zawyżonej pensji.


    Otrzymuje wynagrodzenie takie, jak jej poprzedniczka. Jego wysokość została wcześniej ustalona w starostwie.


    Przy “odpieraniu " drugiego ze stawianych w liście zarzutów, mój rozmówca miał już mniej argumentów, aby udowodnić ich bezzasadność.


    -Tak, zatrudniłem synową - przyznaje - ale nie jako sekretarkę, lecz sekretarza placówki, którą kieruję. Od kilku lat pozostawała bez pracy. Ma ukończony licencjat z dziennikarstwa. Dalej studiuje marketing i zarządzanie. Obsługuje komputer, redaguje pisma wychodzące z placówki. Jest dyspozycyjna -przychodzi do pracy także po godzinach, jeśli taka zachodzi potrzeba. Decyzję o zatrudnieniu synowej (z dniem 1 grudnia 2003 r. ) podjąłem sam. Mam takie uprawnienia, jako pracodawca. Nikt jednak nie został wcześniej zmuszony od odejścia i zwolnienia dla niej miejsca.


    Nie mają z tą sprawą żadnego związku decyzje kilku pracownic o przejściu na świadczenia przedemerytalne. Nabyły już takie uprawnienia i chcą z nich skorzystać, na obowiązujących jeszcze warunkach. Były to ich indywidualne decyzje, nie miałem na nie żadnego wpływu. Akurat te pracownice chętnie zatrzymałbym na dłużej w placówce.


    Dyrektor nie ukrywał, że sam planuje wkrótce przejść na emeryturę. Ma już 37 lat pracy w szkolnictwie, w tym 12 na stanowisku kierowniczym. Jeśli jego następca uzna, że umiejętności sekretarza zakładu są niewystarczające, przyjmie inną osobę. Od początku liczył się z takim ryzykiem. Ma jednak nadzieję, że dobre przygotowanie do pracy i osiągane wyniki, korzystnie wpłyną na jej dalszą karierę zawodową.


    Równie wysoko ocenił dyrektor pracę konserwatora, który został zatrudniony w tej placówce jedenaście lat temu.


    -Zarzucane mi układy rodzinne (przyjęcie do pracy zięcia brata -przyp. red. ) nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia. Tak naprawdę, to one praktycznie nie istnieją. Konserwator pozostaje od lat w separacji z żoną (bratanicą pana dyrektora -przyp. red. ). Toczy się obecnie ich sprawa rozwodowa. To jest jednak jego osobista sprawa i nie ma ona wpływu na jego pozycję zawodową.


    Liczą się bowiem tylko jego umiejętności i przydatność. To przysłowiowa “złota rączka". Choć z wykształcenia technik, to jednak potrafi wykonać roboty ślusarskie, malarskie czy murarskie.


    Od czasu, gdy u nas pracuje, żadna z firm nie była angażowana do remontów, te przeprowadzane są u nas dość często. Niejeden dyrektor chciałby mieć takiego konserwatora. Zdarzało się, że z jego usług korzystano też w innych placówkach oświatowych.


    Za nieprawdziwy, a wręcz złośliwy uznał dyrektor zarzut dotyczący zatrudniania sąsiadów. On sam nie widzi w tym żadnych nieprawidłowości. Faktycznie, zatrudnił we wrześniu ubiegłego roku nową wychowawczynię internatu.


    Posiada ona pełne kwalifikacje do tej pracy. Ukończyła w krakowskiej akademii, resocjalizację. To, że pochodzi ze znanej dyrektorowi, zasłużonej nauczycielskiej rodziny, jest raczej argumentem przemawiającym za takim doborem kadr.


    -Gdybym jej nie przyjął do pracy -tłumaczy mój rozmówca -zatrudniłbym inne osoby w godzinach nadliczbowych, co by znacznie zwiększyło koszty placówki. Wziąłem to pod uwagę. Przyjęcie stażystki było najkorzystniejszym finansowo rozwiązaniem. A poza tym pracownica ta, jest kuratorem sądu, prowadzi też zajęcia w wyższej uczelni.


    Bardzo dobrze wywiązuje się z każdego z powierzonych jej obowiązków.


    Jeśli zaś chodzi o zatrudnienie matematyka (również sąsiada) bez wyższego wykształcenia, to dyrektor uzasadnił to zezwalającymi na to przepisami.


    Nauczyciel ten może pracować do 2006 roku. Ma on jednak 30 lat pracy i pewnie skorzysta z możliwości przejścia na emeryturę. Dyrektor twierdzi, że trudno będzie znaleźć na jego miejsce kogoś z takim doświadczeniem i umiejętnościami. Prócz kwalifikacji liczą się bowiem w tej pracy predyspozycje osobowościowe, umiejętności nawiązywania kontaktów z wychowankami, a on właśnie się tym wyróżnia. Poza tym dba o wygląd placówki. Wystrój plastyczny wszystkich pomieszczeń, to jego zasługa.


    Dyrektor podkreślał wielokrotnie w czasie naszej rozmowy, iż nie ma sobie niczego do zarzucenia. W swych decyzjach zawsze kieruje się interesem placówki i jej wychowanków. Nie potrafił jednak odpowiedzieć, dlaczego nie wszystkim pracownikom to się podoba.


    -Może dlatego, że jestem wymagający i wysoko stawiam poprzeczkę, w tym również sobie -próbował odpowiedzieć na zadane pytanie. Wymagam od wychowawców nie tylko kwalifikacji, ale przede wszystkim aktywności w pracy z dziećmi. Braku zaangażowania, w tak niewielkim zespole nie da się u nas ukryć. Dlatego mówię pracownikom, co robią dobrze, a co źle. Wiem, że jest to różnie odbierane.


    A jak zwierzchnicy oceniają pracę pana dyrektora? Czy również nie dostrzegają, wskazanych przez autora listu, nieprawidłowości? Do końca tygodnia, czyli do chwili zamknięcia tego numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi w tej sprawie. Mamy jednak nadzieję, że przedstawiciele władz oświatowych ustosunkują się do poruszonych w artykule spraw.


    /m/
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 20403 razy,
ostatnio: 2019-11-17 08:54:22
Skomentuj artykuł:
Powrót